Home»Życie»O czym poeci nie piszą?

O czym poeci nie piszą?

0
Shares
Pinterest Google+

Jeśli zapytać kogokolwiek o to, o czym najczęściej piszą poeci, zapewne bez namysłu odpowie, iż o miłości. To nasze pierwsze skojarzenie. Ale czy na pewno słuszne? Czy rzeczywiście poeci piszą o miłości?

No jak to? – zdziwi się zapewne prawie każdy. Przecież wiadomo, no, każdy przecież dobrze to wie, że poezja i miłość są niemal nierozłączne jak papużki, jak Flip i Flap, tylko mniej zabawnie. Poeci jakoby karmią się miłością, z miłości tworzą i z miłością umierają. Zapewne z przeżarcia. Romantycznie do kwadratu.

Czyżby?

Poeci piszą nieraz o tęsknocie. Nie od dziś wszak wiadomo, że dobry poeta to nieszczęśliwy poeta. Poeta szczęśliwy to z reguły grafoman. Piszą zatem o rozłące, o tęsknocie, o odrzuceniu, o pragnieniu. Ale czy piszą o miłości?

Poeci piszą o zakochaniu. To jest – mam wrażenie – ich wielka, trudna do odkupienia, wina wobec nas, czytelników: wmówili nam, że zakochanie jest miłością, a miłość – zakochaniem.

Tymczasem miłość to nie wieczne motylki w brzuszku i kwiaty pod stopami, ani nawet nie rosa na łące. Miłość to nie huśtawka, która buja nas od rozpaczy do euforii. (Taka huśtawka fachowo określana jest jako borderline i to naprawdę da się leczyć.)

Zakochanie często idzie przed miłością, ale nie zawsze pozwala jej się rozwinąć. Czasem ją przytłacza tak, że miłość nie daje rady. Ale jeśli się uda, to czasem na szczęście zakochanie miłości towarzyszy, ale wtedy już nie próbuje nawet jej przytłaczać.

Zakochanie to taniec godowy, to ciągłe eskalowanie i szukanie wielkich wzruszeń i poruszeń. Zakochanie nie lubi pustego czasu. Na tym etapie nie ma miejsca na spokój, ciszę, czy nawet nudę. Zakochanie nie ma od nas mandatu na to, by mieć zły humor.

Dlatego zakochanie rzadko trwa wiecznie. Stan nieustającej euforii jest stanem nienaturalnym. Gdyby trwał stale, spaliłby nas.

W miłości zaś jest miejsce na ciszę. Na to, by zmyć makijaż, zdjąć maski i zbroje. Jest przestrzeń dla nudy, rutyny. W miłości jest czas żartowania i czas zrzędzenia, bo humor akurat gorszy. W miłości zamiast romantycznie podanego do łóżka śniadania o wyglądzie jak z żurnala jest czas na kanapkę złapaną pospiesznie przed wyjściem do pracy czy odprowadzeniem dziecka do szkoły. W miłości jest czas na wspólne martwienie się, czy starczy do pierwszego albo odkładanie na remont pokoju. Ale tego dziecięcego, bo na inne zabraknie pieniędzy.

Nie. Poeci nie piszą o miłości. A jeśli nawet – to o tej do samego siebie. Czyje emocje rozważa na ogół podmiot liryczny? Swoje czy tej drugiej osoby? Bo jeszcze jedno: w zakochaniu na ogół liczę się ja, a w miłości – ta druga osoba.

(Visited 116 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Spieszcie się kochać ludzi...

Następny tekst

Sztuka upadania, sztuka powstawania