Home»Wiara»Przeczytane»Słowo ma siłę – 02.06.2015

Słowo ma siłę – 02.06.2015

0
Shares
Pinterest Google+

Każdy z nas bywa faryzeuszem, który w swoim przekonaniu zastawia pułapkę na Pana Boga, zapominając, że dla Niego nie ma pułapek.

(Tb (Wlg) 2,10-23): Zdarzyło się, że pewnego dnia Tobiasz będąc znużony grzebaniem zmarłych, powróciwszy do swego domu, położył się przy ścianie i zasnął. Podczas gdy spał, spadł z gniazda jaskółczego ciepły gnój na jego oczy, i zaniewidział. Pan dopuścił, aby mu się przytrafiło to doświadczenie, aby potomnym był dany przykład jego cierpliwości jak Joba świętego. Ponieważ od dzieciństwa bał się Boga i zachowywał Jego przykazania, nie szemrał przeciw Bogu, że go dotknęło nieszczęście ślepoty, lecz pozostał nieporuszony w bojaźni Bożej, składając Bogu dzięki przez wszystkie dni swego życia. Jak bowiem przełożeni rodów urągali błogosławionemu Jobowi, tak krewni i przyjaciele naśmiewali się z życia Tobiasza, mówiąc: „Co się stało z twoją nadzieją, dla której dawałeś jałmużny i sprawiałeś pogrzeb zmarłym?” Tobiasz zaś karcił ich, mówiąc: „Nie mówcie tak: jesteśmy bowiem dziećmi świętych i oczekujemy tego życia, które Bóg da tym, co nigdy w stosunku do Niego nie zmienią swej wiary”. Anna zaś, jego żona, chodziła codziennie na pracę tkacką i z pracy rąk swoich, co mogła zarobić, przynosiła na pożywienie. I przytrafiło się, że otrzymawszy koźlę, przyniosła do domu. Mąż jej, słysząc beczenie koźlęcia, rzekł: „Baczcie, czy czasem owo koźlę nie zostało skradzione, a oddajcie je jego panu; nie godzi się nam bowiem spożywać czegoś z kradzieży ani nawet dotykać”. Na to żona jego z gniewem odpowiedziała: „Jest oczywiste, że twoja nadzieja stała się próżną; oto co ci przyniosły twoje jałmużny!” Urągała mu tymi i podobnymi słowami.

Tak rozumowo to ja mogę jakoś tę historię zrozumieć, podobnie jak i historię Hioba. A tak po ludzku: nie umiem i wszystko się we mnie buntuje. Podobno człowiek musi przejść przez etap złości na Pana Boga, zwłaszcza o Hioba, ale powiadają, że, jak z krótkich spodenek, z tego się wyrasta. Ja nie wyrosłem. Kocham Pana Boga tak, jak umiem, ale z takim doświadczaniem człowieka nie umiem się pogodzić. Podobnie jest z historią Tobiasza.

Ja wiem, że to się pokazuje na ogół jako przykład pełnej ufności i posłuszeństwa wobec Pana Boga. Ale ja sobie myślę, może naiwnie, że to błędna interpretacja, przynajmniej częściowo. Może rzeczywiście, gdy już znajdziemy się w takiej sytuacji jak przywoływany w tym fragmencie Hiob, albo w sytuacji Tobiasza, któremu urąga nawet jego żona, to mamy faktycznie po prostu zaufać Panu Bogu.

Zarazem jednak, gdy to czytamy, to właśnie mamy się buntować. Przykład mocującego się z Panem Bogiem Jakuba pokazuje wszak, iż Pan Bóg wcale nie oczekuje od człowieka ślepego posłuszeństwa. Może właśnie mam współczuć Tobiaszowi, współczuć Hiobowi i złościć się na Pana Boga? Może mam się buntować i wkurzać?

(Ef 1, 17-18): Niech Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa przeniknie nasze serca swoim światłem, abyśmy wiedzieli, czym jest nadzieja naszego powołania.

Mówimy nieraz: „Mam jasność”. Jasność kojarzy się nam dobrze. Jasność czyli światło. Relacje osób, które przeżyły śmierć kliniczną, zawierają na ogół motyw światła w tunelu, choć lubiany przeze mnie ksiądz Grzegorz Strzelczyk powtarza, żeby uciekać przed światłem w tunelu, bo może ono oznaczać po prostu nadjeżdżający pociąg. Jest też teoria głosząca, iż tzw. sąd szczegółowy, odbywający się po śmierci człowieka, ma polegać na tym, że dusza staje w obliczu Bożego światła i albo do tego światła pójdzie albo ze wstydu przed tym światłem się schowa. Prośba o przeniknięcie serca światłem jest więc prośbą szczególną i ważką.

 abyśmy wiedzieli, czym jest nadzieja naszego powołania

„Mam jasność” oznacza de facto: „wiem”. To niezwykle ważne, by rozpoznać swoje powołanie, by mieć jasność, co mam robić, co jest moim zadaniem, jaki plan ma wobec mnie Pan Bóg. Trudno podjąć się swojego powołania, jeśli go nie rozpoznam, a to wcale nie jest łatwe. Prośba o jasność jest więc prośbą całkowicie uzasadnioną.

nadzieja naszego powołania

Powołanie kojarzy się często z wyrzeczeniem, wysiłkiem, trudem, z jakimś ograniczeniem. A Liturgia Słowa jasno podpowiada, że na powołanie mam patrzeć zupełnie inaczej: nie jak na ciężar, ale jak na nadzieję. Jak na coś pozytywnego.

To wcale nie jest łatwe. Nie wierzysz? Wczuj się w sytuację Tobiasza. Albo Hioba.

(Mk 12, 13-17): Uczeni w Piśmie i starsi posłali do Jezusa kilku faryzeuszów i zwolenników Heroda, którzy mieli pochwycić Go w mowie. Ci przyszli i rzekli do Niego: „Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i na nikim Ci nie zależy. Bo nie oglądasz się na osobę ludzką, lecz drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Czy wolno płacić podatek Cezarowi, czy nie? Mamy płacić czy nie płacić?”. Lecz On poznał ich obłudę i rzekł do nich: „Czemu Mnie wystawiacie na próbę? Przynieście Mi denara; chcę zobaczyć”. Przynieśli, a On ich zapytał: „Czyj jest ten obraz i napis?”. Odpowiedzieli Mu: „Cezara”. Wówczas Jezus rzekł do nich: „Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga”. I byli pełni podziwu dla Niego.

O oddawaniu Bogu co boskie, a cesarzowi co cesarskie napisano już słów bez liku, głównie w kontekście rozdziału państwa od Kościoła, więc ja już o tym szczegółowo pisać nie będę.

Królestwo moje nie jest z tego świata.

Te słowa powiedział Pan Jezus do Piłata. My byśmy nieraz bardzo chcieli zaprząc Pana Jezusa do swoich codziennych, przyziemnych spraw, a to nie tędy droga.

To wcale nie jest proste: oddzielić sacrum od profanum. Sprawy doczesne od spraw wiecznych. To jest szalenie trudne, ale zarazem niezwykle istotne. Zarazem jednak jest to koniecznością.

I byli pełni podziwu dla Niego.

Faryzeusze próbowali zastawić na Pana Jezusa pułapkę polityczną i to im się nie idało. I to wywołało w nich zdumnienie, ale i podziw. Mam wrażenie, iż bardzo często sądzimy Pana Boga swoją miarą. Gdy zaś okazuje się, iż tas miara się nie sprawdza, sami jesteśmy zadziwieni. Faryzeusze i ich wysłannicy są więc zdziwieni, że zastawiona przez nich pulapka nie zadziałała. Są zdziwieni, zaskoczeni, ale i pełni podziwu. Każdy z nas bywa takim faryzeuszem: obmyśla rozmaite pułapki, a potem? a potem pewnie dziwi się Panu Bogu

(Visited 47 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Słowo ma siłę - 01.06.2015

Następny tekst

Spieszcie się kochać ludzi...