Home»Życie»Spieszcie się kochać ludzi…

Spieszcie się kochać ludzi…

0
Shares
Pinterest Google+

Pewien mój znajomy, dla zmylenia nazwijmy go Leonem, chorował. Rak. Chorobę Leona widać było od razu. Co Wam będę opisywał. Każdy przecież wie, jak wygląda człowiek w trakcie leczenia onkologicznego. Przynajmniej – tak mniej więcej wie. Przynajmniej – zdaje każdemu się, że wie.

Leon chorował, ale dzielnie i uparcie walczył z tym ścierwem, które – nie wiadomo dlaczego – w nim się zalęgło. Był pogodny, choć czasem spod tego uśmiechu wyzierało zmęczenie, smutek i strach. Lekarze nie dawali wielkich szans, ale przecież oni zawsze zakładają najgorsze scenariusze. Przecież trzeba mieć nadzieję, trzeba wierzyć, trzeba walczyć. No, to Leon miał nadzieję, Leon wierzył, Leon walczył.

Czasami w przypływie szczerości coś mu się wyrwało o tym bólu, o zmęczeniu chorobą, o smutku, o strachu. Czasem złościł się na Pana Boga, czasem Go prosił, ale się od Niego nie odwracał. Czasami mu się o tym wszystkim wyrwało w rozmowie z nami, ale potem jakoś tak się uśmiechał, trochę przepraszająco, trochę pocieszająco i kończył czymś motywującym. Chyba bardziej dla tych, którzy słuchali, niż dla siebie, żeby oszczędzić nam wszystkim przygnębienia i strachu. Najwyraźniej uznał, że wystarczy, iż on się boi.

Spotykaliśmy się regularnie, całą paczką, co tydzień. Kiedy Leon znikał, wiedzieliśmy, że jest gorzej, że to świństwo, z którym walczy, znów go docisnęło. Albo nie ma siły fizycznie, albo psychicznie, by do nas przyjść. Albo – boi się, że nam zabraknie sił na spotkanie z nim. Często przecież to otoczenie gorzej znosi chorobę niż sam chory. Często to chory troszczy się o bliskich bardziej niż oni o niego.

Pamiętam, jak opowiadał, że przypadkiem, w dodatku w kościele, poznał kogoś. I jakoś tak oboje krążyli wokół siebie, bo każde z nich bało się wykonać pierwszy krok. I chyba tak było z każdym kolejnym krokiem, że się go bali. Robili więc krok do przodu, dwa do tyłu. Taki kontredans z miłością i śmiercią.

On zaś rozpaczliwie szukał w sobie prawa do zakochania się. No, bo jakże to tak? Jakie zakochanie? Toż tu wyrok, choroba. Nie uchodzi. Bo przecież umrze, a co z tą drugą osobą? Bo przecież nawet nie zdążą się nacieszyć sobą. Bo przecież to w ogóle nie ma sensu. Bo przecież nie można obarczać kogoś swoim cierpieniem swoim strachem. Bo przecież… Bo… Bo… Bo… Milion powodów, milion „bo…”, dla których nie ma prawa kogoś pokochać, dla których nie może pozwolić na to, aby jego ktoś pokochał.

Tak. Czas przeszły nie jest przypadkowy. Najpierw do nas, którzy go znaliśmy, dotarła informacja, że są przerzuty. Potem, że te przerzuty są do mózgu. A potem, że umarł.

I może to dziwne, ale moja pierwszą myślą było: Czy zdążył dać sobie to prawo, by kochać i być kochanym? Może dlatego, że ta opowieść o poznaniu kogoś, o szukaniu prawa do miłości to była ostatnia rzecz, jaką od Leona usłyszałem? Dotarło to do mnie dopiero, gdy dowiedziałem się o jego śmierci.

Spieszcie się kochać ludzi. Tak szybko odchodzicie.

Tak. Ja wiem, że ksiądz poeta pisał inaczej. Znam jego słowa bardzo dobrze – dedykował je wszak mojej Babci.

Przeczytaj jeszcze raz moją wersję. Najlepiej na głos. I weź ją sobie mocno do serca.

Ksiądz Twardowski pisał o tych, którzy zostają i zawsze, gdy odchodzi ktoś bliski, zostają z myślą, że z czymś nie zdążyli. Ja zaś mówię ci o tym, że ta myśl, że nie zdążyłeś, będzie ci nieuchronnie towarzyszyć wtedy, gdy to ty będziesz odchodzić.

Nie odkładaj miłości na potem. Może nie być żadnego „potem”.

Postscriptum: Leon tak naprawdę nie ma na imię Leon. Ale historia jest prawdziwa. A pogrzeb był dziś, 3 czerwca.

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego

Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dzwięk troche niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widziec naprawde zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzec
kochamy wciąż za mało i stale za późno

Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a bedziesz tak jak delfin łagodny i mocny

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiac o miłosci
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą

ks. Jan Twardowski

(Visited 97 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Słowo ma siłę - 02.06.2015

Następny tekst

O czym poeci nie piszą?