Home»Rodzina»Zanim zrobicie dzidziusia

Zanim zrobicie dzidziusia

0
Shares
Pinterest Google+

Jako administrator strony dla rodziców często mam do czynienia z Matkami, ale i z Ojcami, którzy narzekają na drugiego z rodziców swojego dziecka. Większość odbiorców strony stanowią kobiety, więc oczywiście częściej czytam narzekania na mężczyzn. Często z dużym wysiłkiem powstrzymuję się przed odpowiedzią, która sama ciśnie mi się na usta.

W sytuacji konfliktu dwóch osób mamy na ogół do czynienia z trzema prawdami. (I nie, nie mam tu na myśli trzech prawd góralskich według ks. Józefa Tischnera, czyli „tyz prowdy”, „świyntej prowdy” i „gówno prowdy”). Te trzy prawdy to prawda obiektywna, której i tak nikt nigdy nie pozna, a oprócz niej – prawdy każdej ze stron. Każda z nich postrzega wszak rzeczywistość po swojemu i na ogół głęboko wierzy, iż to, jak ją widzi, jest faktycznie prawdą.

W przypadku konflktu matka-ojciec, z którym na ogół się stykam, mamy więc prawdę matki, prawdę ojca oraz prawdę w miarę obiektywną, która leży gdzieś pośrodku. Na ogół znam tylko jedną z nich, czyli albo prawdę matki, albo prawdę ojca – w zależności od tego, które z nich wypowiada się na administrowanej przeze mnie strony.

Scenariusze są na ogół dość podobne.

Ona: „Ten szubrawiec, którego matka prowadzi się nagannie, gdy tylko dowiedział się, że jestem w ciąży, zostawił mnie, nie interesuje się potomstwem i nie łoży na jego utrzymanie.”

On: „Ta wszeteczna niewiasta zostawiła mnie, uniemożliwia mi kontakt z moim dzieckiem, ale rękę po bilety płatnicze Narodowego Banku Polskiego ma wiecznie wyciągniętą, samica psa chędożona”.

To, co dla tych historii jest na ogół wspólne, to fakt, iż do spłodzenia potomstwa doszło w sposób niekoniecznie planowany, najczęściej na dość wczesnym etapie znajomości. Mówiąc po ludzku: para dość szybko wylądowała w łóżku i zaliczyła wpadkę i okazało się, że ta druga osoba nie jest osobą właściwą.

Mam oczywiście świadomość, że rzeczywistość nie jest czarno-biała, mam też świadomość, że zdarzają się sytuacje krańcowe, ekstremalne. Dla uproszczenia na potrzeby tego tekstu przyjmijmy jednak, iż osoba, która wypowiada się na administrowanej przeze mnie stronie, pisze prawdę. Nie tylko „swoją prawdę”, ale – „prawdę w miarę obiektywną”.

Tak czy siak na ogół mamy więc do czynienia z dwojgiem ludzi, którzy zbyt szybko przechodzą od słów do czynów, zbyt szybko lądują w łóżku, na ogół na tym etapie znajomości, gdy o ślubie nikt jeszcze nie myśli (dobra, wiem, podobno kobieta już przy pierwszym zdaniu rozmowy z przedstawicielem płci męskiej myśli o sukni z welonem, ale chyba to jednak tak nie działa), a potem okazuje się, że to jednak nie był dobry wybór, że ta druga osoba okazała się absolutnie niewłaściwa. Problem w tym, że, zanim to ustalili, zanim uzgodnili datę ślubu, to zdążyli już zrobić sobie dzidziusia.

Nie oszukujmy się, mężczyźnie na ogół łatwiej uciec od odpowiedzialności. W końcu to nie on jest w ciąży. Z drugiej strony – nie oszukujmy się – to kobiecie na ogół łatwiej pozbawić mężczyznę kontaktu z dzieckiem.

Problem tkwi w tym, że do „czynów” przeszli, zanim upewnili się, że ta druga strona to ten ktoś, z kim chcą spędzić resztę życia.

I tu dochodzimy do tego, co głosi Kościół, a co wydaje się ludziom tak staroświeckie i nieżyciowe, czyli – do postulatu, by z tymi „czynami” poczekać do ślubu. No, jakże to tak? – oburzają się ludzie „postępowi”. Kupować kota w worku? Sęk w tym, że właśnie – jak widać – kupują kota w worku poprzez to, że nie czekają do ślubu.

Gdyby bowiem poczekali, daliby sobie czas na to, by poznać lepiej tę osobę i mieć jakiekolwiek podstawy do oceny, czy to jest właśnie ten ktoś, z kim chcą mieć dziecko. I tak, wiem, nie każdy „czyn” musi wiązać się z potomstwem. Ale jakoś się to potomstwo pojawia? Droga pani, gdybyś poczekała z rozłożeniem nóg, nie wylewałabyś teraz żalu na internetowych forach, że wszyscy faceci to świnie. Drogi panie, gdybyś poczekał z rozpięciem rozporka, nie narzekałbyś teraz, że robisz za bankomat, a kontaktu z dzieckiem nie masz, bo „wredna kobieta uniemożliwia”. Przede wszystkim zaś – Wasze dziecko miałoby dwoje kochających się rodziców.

(Visited 267 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Lucky ma chłopaka

Następny tekst

Domowy ninja