Home»Kultura»Domowy ninja

Domowy ninja

1
Shares
Pinterest Google+

Przeczytałem książkę. Tak. Wiem. Takie wyznanie blogera może wywołać w Tobie, Drogi Czytelniku, reakcje paniczne, szok, niedowierzanie, a może nawet odrazę do autora. Przyznam bez bicia: tak, zdarza mi się. Wiem, obciach.

Dobra. Koniec żartów. Dalej już wesoło nie będzie. Bo książka wesoła nie jest. Ani książka, ani tematyka.

A to moja żona, Zofia…

Przemoc w rodzinie dotyczy – co wskazują wszystkie dostępne statystyki – przede wszystkim kobiet. Znam oczywiście przypadki mężczyzn, którzy byli ofiarami i kobiet, które były sprawcami, ale jednak znacznie częściej, najczęściej to kobieta jest ofiarą przemocy w rodzinie, a mężczyzna – tej przemocy sprawcą.

Przemoc w rodzinie kojarzy się na ogół z tzw. patologią, marginesem społecznym oraz z alkoholem. Stereotypowy obraz dotkniętej przemocą rodziny to wielodzietna, żyjąca w nędzy rodzina, w której mąż czy konkubent po pijaku demoluje dom i tłucze domowników. Taki obrazek jak gospodarstwo niejakiego Zdzisława Dyrmana z filmu „Miś”:

Tak, oczywiście, to nierzadki obraz. Ale sprowadzenie problemu przemocy w rodzinie do tego obrazu jest nie tylko uproszczeniem, ale i zakłamaniem rzeczywistości.

Nie każdy menel bije. Niedawno odbyłem rozmowę z pewnym osobnikiem, będącym pod intensywnym wpływem mocno ciepłej wódki, który tłumaczył mi:

Ja nie rozumiem kumpli, co biją swoje kobiety. Przecież swoją kobietę trzeba szanować. Wszystko da się dogadać.

Nie każdy, kto bije, jest menelem. Problem przemocy może pojawić się w każdym środowisku. Sprawcą może okazać się lekarz, znany prawnik i senator, profesor, gwiazda telewizyjna, prezes czy dyrektor firmy, bezrobotny – nie ma reguły. Może być z wioski, małego miasteczka albo wielkiej aglomeracji miejskiej. Może być to rodzina, w której bieda piszczy albo taka, w której nikt już nie wie, co robić z pieniędzmi.

Operacja się udała, pacjent zmarł

Nie jest wielką tajemnicą, kim jestem i czym zajmowałem się przez wiele lat. Między innymi zajmowałem się właśnie problemem przeciwdziałaniem przemocy w rodzinie. Nazywano mnie oszołomem, talibem, enfant terrible, niektórzy twierdzili, że krzyczę, bo chcę coś ugrać dla siebie. A ja od dawna powtarzałem, że system służy, ale głównie budowaniu dobrego samopoczucia aktywistów i decydentów.

Gdyby się zastanowić, to właściwie dziś mogę pisać bez obaw. Wiadomo przecież, że już nigdy nie wrócę do działalności społecznej, więc nikt mi nie zarzuci, że coś „rozgrywam”, coś chcę „ugrać”.

W 2005 roku wśród ostrych sporów i przy wielu zgniłych kompromisach udało się uchwalić Ustawę o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Był to oczywiście ogromny skok jakościowy. Wcześniej bowiem polskie prawo w ogóle nie zauważało tego problemu. Ustawa była mocno niedoskonała, ale coś drgnęło. Po 5 latach, w 2010 roku została znowelizowana. Oczywiście, znów nie obyło się bez wielu zgniłych kompromisów (np. wykreślono zakaz stosowania przez rodziców i opiekunów przemocy psychicznej wobec dziecka). Mimo to wprowadzono wiele dobrych rozwiązań, m.in.:

  1. całkowity zakaz stosowania kar cielesnych wobec dzieci;
  2. zasadę, iż to sprawca przemocy ma opuścić mieszkanie, a nie ofiara;
  3. możliwość zabezpieczenia dziecka i zabrania go z domu rodzinnego w sytuacji przemocy przy zagrożeniu życia lub zdrowia;
  4. obowiązek prowadzenia na poziomie gmin i powiatów programów korekcyjnych dla sprawców;
  5. obowiązek wszczynania procedury „Niebieskiej karty” przez lekarzy i nauczycieli, a nie tylko pracowników socjalnych i policjantów;
  6. tworzenie zespołów interdyscyplinarnych, które mają otoczyć rodzinę dotkniętą przemocą kompleksową pomocą.

Brzmi to wszystko pięknie. Na papierze. Jak to kiedyś zgrabnie powiedział Borys Jelcyn:

Chcieliśmy dobrze, a wyszło jak zawsze.

Uchwalenie nowelizacji Ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie to sukces. Za to wprowadzanie tej nowelizacji w życie – niekoniecznie. Raz, że za ustawą nie poszły realne pieniądze; dwa, że odpowiedzialne za jej realizację Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej ma dar tworzenia absurdów. Ot, choćby taki przykład:

Część główna formularza Niebieskiej Karty ma 5 stron. Do tego są części dodatkowe. W sumie całość liczy sobie 20 stron. Jeszcze raz: Formularz – 20 stron. Żeby nie popadać w demagogię to wyjaśnię, że do wypełnienia w sytuacji zgłoszenia przemocy w rodzinie jest realnie 12 stron. I teraz wyobraźcie sobie np. lekarza czy ratownika z pogotowia, którzy mają udzielić pomocy pobitej ofierze, zabrać ją do szpitala i wypełniać ten druk. W karetce, gdy trzeba zająć się pacjentką? A może po przekazaniu jej na izbie przyjęć? No, pewnie. „Sorry, nie pojedziemy do kolejnego wezwania, bo mamy tu 12 stron papierologii do zrobienia, niech sobie ten kolejny pacjent poczeka”.

Najsłabszym ogniwem systemu jest człowiek

Wiele razy słyszałem o tworzonych algorytmach, procedurach i wytycznych. Żeby było jasne – one są potrzebne, bo tworzą system drogowskazów, stanowią wskazówki, jak działać w różnych sytuacjach. Problem pojawia się wtedy, gdy zaczynamy te algorytmy, procedury i wytyczne fetyszyzować. Nie od dziś wiadomo wszak, że najsłabszym ogniwem każdego systemu jest człowiek.

Los ofiary przemocy domowej zależy przede wszystkim od tego, czy na jej drodze stanie Człowiek, który chce jej pomóc, czy też człowiek, który chce tylko realizować algorytm, procedurę i wytyczną. A czasem nawet nie chce, ale musi i pełen jest złości spowodowanej tym przymusem.

Historia opowiedziana w książce „Domowy ninja” nie jest niestety odosobniona i jasno pokazuje, że na drodze ofiary przemocy domowej bardzo często staje właśnie człowiek, a nie Człowiek.

Rozwiązania prawne i systemowe są ważne, to nie ulega wątpliwości. Problem w tym, że nie da się prawnie zadekretować, że w instytucjach, które mają pomagać ofiarom przemocy, mają pracować Ludzie – dobrzy, przyzwoici, empatyczni, kompetentni, pomocni.

Potrzebne są oczywiście szkolenia z tych wszystkich algorytmów, procedur i wytycznych, żeby ci Ludzie mający pomagać, nie błądzili w systemie, ale przede wszystkim trzeba wspierać te kompetencje tzw. miękkie, uwrażliwiać. A czasem po prostu, gdy ktoś bardzo nie chce być Człowiekiem, trzeba się go bez litości pozbyć. Nie każdy może pracować przy pomocy osobom krzywdzonym.

Bohaterka tej książki zapewne samą siebie zaskoczyła własną siłą psychiczną i determinacją. Ile ofiar jednak tego nie miało, a spotkało na swojej drodze takich „pomagaczy”, jakich opisała autorka? Ile osób straciło w ten sposób szansę na wyjście piekła przemocy domowej?

okładka-domowy-ninja-str-1-thequathe

Przy okazji polecam recenzję tej książki na blogu mojej Przyszłej Mądrzejszej i Piękniejszej Połowy

(Visited 1 021 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Zanim zrobicie dzidziusia

Następny tekst

Czasem wygodniej jest nie myśleć