Home»Społeczeństwo»Pluszowa wiara

Pluszowa wiara

0
Shares
Pinterest Google+

Pluszowa wiara to określenie, z którym spotkałem się wiele razy. Używane było albo wprost pogardliwie albo przynajmniej z poczuciem wyższości wobec tych, którzy jakoby tak właśnie podchodzą do wiary i religii. Ostatni czas pokazuje, że kryje się tu pewna przewrotność losu.

Pluszowy charakter wiary ma się – jeśli dobrze zrozumiałem tych, którzy tego określenia na ogół używają – wyrażać w postawie, którą wyrażają (teraz zrobi się ciekawie) hasła takie jak „Bóg jest dobry” (ukłony dla ojca Grzegorza Kramera SJ, który to hasło propaguje), „Bóg Cię kocha”, „Pan Bóg jest miłosierny”, czy „Pan Bóg zawsze czeka by wybaczyć grzesznikowi”.

Ci „pluszowi” mają jakoby rozmywać nakazy Prawa. No, bo, skoro Pan Bóg jest miłosierny, kocha i zawsze wybacza, to w sumie po cóż przestrzegać prawa? Niektórzy teologowie twierdzą nawet, iż miłość Pana Boga do człowieka jest tak wielka, że piekło świeci pustkami.

Ponoć ci „pluszowi” próbują też rozmywać doktrynę Kościoła. Najchętniej przytuliliby do niego wszystko, co na drzewo nie ucieka, a przy tym kierując się miłością do innych i troską o nich chcieliby ponoć przymykać oko na każdy grzech. I tak dalej, i tak dalej.

Powołując się na szacunek do drugiego człowieka, „pluszowi” wolą nie potępiać, widzieć to, co dobre, a pomijać to, co w człowieku złe, niczym ci niedobrzy optymiści, którzy widzą szklankę w połowie pełną zamiast w połowie pustą. W ogóle nie chcą sądzić, bo się naczytali jakichś głupot w stylu „nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni”.

„Pluszowi” niekoniecznie są źli, raczej naiwni i przez tę naiwność wchodzą w rolę tzw. pożytecznego idioty – oczywiście na usługach szatana, bo jakże by inaczej. Liberalni i lewaccy są ci „pluszowi” niebezpieczni, bo nazywają się chrześcijanami i katolikami, myląc biedny i tępy lud boży.

Po drugiej stronie niewidocznej barykady, przeciw pluszowym, stoją Niezłomni. Niezłomni chcieliby ów biedny lud boży ochronić przed wiecznym potępieniem, kotłami pełnymi smoły, a przede wszystkim uchronić przed tym siebie, bo lud to w sumie chętnie by nawet do tych kotłów posłali, zastępując w sądzeniu Pana Boga. Zresztą, co Pan Bóg może wiedzieć o takim Dekalogu? Niezłomni szybko by wytłumaczyli Panu Bogu, że się myli. Stoją niezłomnie (jak na Niezłomnych przystało) na straży praw wszelkich.

No, właśnie. Czy aby na pewno wszelkich? Ostatni czas pod tym względem dał mi sporo do myślenia.

Tak, to jest tekst o uchodźcach, imigrantach, czy jak kto sobie życzy ich nazywać. Bez względu na nazwę i tak wiadomo, o czym.

Papież Franciszek, co odbiło się głośnym echem w mediach, wezwał każdą wspólnotę parafialną i zakonną w Europie do przyjęcia rodzin uciekających z terenów ogarniętych wojną. Na papieża popłynęła fala krytyki, co ciekawe – często ze strony właśnie tych, którzy krzyczą o pluszowej wierze. Hm. „Roma locuta, causa finita”. Zapomnieli?

Ale po kolei. Przeciwnicy przyjmowania uchodźców z Syrii mają swoje argumenty.

Większość uchodźców na zdjęciu to mężczyźni w wieku poborowo-produkcyjnym.

Mogliby walczyć w obronie rodzin, pracować – ergo to darmozjady (pewnie agenci organizacji terrorystycznych). Najpierw powinny jechać kobiety i dzieci. Serio?

Kiedy polska rodzina decyduje się na wyjazd do obcego kraju, to kto na ogół jedzie pierwszy? Kto bada teren, organizuje i przygotowuje wszystko na miejscu, zanim pojawi się cała rodzina?

Dalej: Powinni chwytać za broń i walczyć. Czyżby? I co? Od tego wojna szybciej się zakończy, ludzie szybciej przestaną się zabijać? Szybciej ustaną przyczyny, dla których ci wszyscy ludzie próbują się do nas dostać?

Wśród uchodźców mogą być terroryści.

Oczywiście, że mogą. Mogą też być wśród pasażerów każdego lądującego na Okęciu samolotu. To przecież oczywiste, że bogata organizacja terrorystyczna zamiast wsadzić swojego człowieka do samolotu, żeby przyleciał pierwszą klasą, wysiadł na lotnisku w Warszawie, gdzie wszyscy w ukłonach powitają pana szejka, co na pewno chce inwestować grube pieniądze, wsiadł do wynajętego samolotu, będzie wolała wysłać tego człowieka piechotą przez całą Europę. Najlepiej owiniętego ładunkami wybuchowymi dla niepoznaki.

Oni się nie zasymilują.

Zapewne rzeczywiście nie. Nie oni pierwsi, nie oni ostatni. Cóż, Europa przez wieki miała problem z grupą, która nie chciała się asymilować. A właściwie to ta grupa miała problem z Europejczykami, bo to oni raczej dokuczali tej grupie niż ta grupa im.

Ach, zapomniałem, Niezłomni na ogół nie lubią Żydów. Jak oni sobie radzą z pochodzeniem Pana Jezusa? Pewnie uznali, że święty Józef był cieślą z Nowego Targu, a Matka Boska – gaździną z Bukowiny.

Trzeba bronić chrześcijaństwa przed dominacją islamu.

Cóż, w tej kwestii mamy – zdaje się – wielowiekową tradycję, choć różnie to bywało z tym, kto w danym momencie przed czyją dominacją się bronił. Nauka historii się kłania.

Najpierw trzeba sprowadzić repatriantów.

Skoro chcą wrócić, to na pewno trzeba im w tym pomóc. Nikt tego nie neguje. Trzeba też załatać niejedną dziurę w drodze. Jest wiele koniecznych wydatków, ale jeden nie wyklucza drugiego.

Gdy trafisz na Szpitalny Oddział Ratunkowy (SOR), zanim zajmie się Tobą właściwy lekarz, któryś z ratowników dokona szybkiej oceny i naklei Ci na rękę opaskę w odpowiednim kolorze. Kolory te wskazują stopień pilności. Kolor czerwony oznacza, że niezbędna jest pomoc natychmiastowa i ratowanie życia, żółty – w miarę pilna, zielony zaś – że możesz poczekać długo.

To teraz przyłóżmy ten sposób do naszego przypadku. Co będzie kolorem czerwonym, co żółtym, a co zielonym?

W pierwszej kolejności trzeba zadbać o los Polaków.

Przeczytałem dopiero co fascynującą książkę Szymona Hołowni pod tytułem „Jak robić dobrze”. Opisuje on w niej działalność placówek w Afryce wspieranych przez założone przez niego dwie fundacje: Kasisi i Dobra Fabryka.

Mamy w Polsce niewątpliwie wielkie obszary biedy. Jest oczywistym, że te obszary biedy należy niwelować, a ludziom tą biedą dotkniętym – pomagać.

Hołownia w swojej książce wskazuje na prawdę, która jest tak oczywista, że często umyka naszym oczom, moim też: Są na świecie ludzie, dla których nasza bieda wydaje się nieosiągalnym dobrobytem.

Jeśli ktoś krzyczy, że najpierw trzeba karmić biedne polskie dzieci, niech najpierw zada sobie sam pytanie, co do tej pory zrobił, czego sobie odmówił (kawy w Starbucksie? papieroska? wina? nowego smartfona?), żeby tym głodnym dzieciom pomóc.

Pomagajmy uciekającym chrześcijanom, a nie muzułmanom.

Codziennie w trakcie pacierza odmawiam Credo. Padają w nim słowa: „On to dla nas i dla naszego zbawienia zstąpił z Nieba i za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy. Ukrzyżowany również za nas…”

Za nas. To znaczy za kogo? Za chrześcijan? Przecież wtedy jeszcze nie było chrześcijan. Za kogo więc?

Mamy w Polsce tradycję wigilijną zostawiania wolnego nakrycia dla nieplanowanego gościa, kogoś potrzebującego schronienia i gościny. Stawiamy ten pusty talerz na stole w nadziei, że nikt taki nie zapuka do naszych drzwi. Kto swoją drogą powiedział, że ten gość musi być tego samego wyznania co my?

Musimy zadbać o własne bezpieczeństwo.

I tu wróćmy do tej pluszowej wiary. Serio? Musimy? No, to przypomnijmy sobie fragment Ewangelii, który nie tak dawno czytany był w kościołach.

Oto Pan Jezus pierwszy raz otwartym tekstem mówi uczniom o tym, co Go czeka. Święty Piotr, przecież w dobrej wierze, tłumaczy Nauczycielowi, że to niemożliwe, że tak być nie może, że Jego nie może to spotkać. I co odpowiada mu Pan Jezus na to? Ano, twardo i stanowczo odpowiada: „Zejdź Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie”. A potem jest w Liturgii Słowa jeszcze mocniej:

Potem przywołał do siebie tłum razem ze swoimi uczniami i rzekł im: «Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je. Cóż bowiem za korzyść stanowi dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić?

Mk 8, 34-36

Jeśli więc ktoś chce chronić siebie, co oczywiście jest ludzkim odruchem, to tak naprawdę ten ktoś jest „pluszowy”. Nie robi tego, do czego wzywa go Ten, na którego się nieustająco powołuje.

Mamy piękne kościoły, w nich piękne ołtarze, szaty, liturgię. Chodzimy na mszę, do spowiedzi, na nabożeństwo takie, siakie i owakie, czytamy brewiarz, odmawiamy różaniec, najróżniejsze litanie i nowenny. Ale to nie w tym wszystkim mieszka Pan Bóg.

Oto jeszcze jeden, dość ważny – moim zdaniem, fragment Ewangelii.

Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych [ludzi] od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie.

Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: „Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie”.

Wówczas zapytają sprawiedliwi: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?” A Król im odpowie: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”.

Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom! Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić; byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie; byłem nagi, a nie przyodzialiście Mnie; byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie.”

Wówczas zapytają i ci: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie?” Wtedy odpowie im: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili”. I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego”.

Mt, 25, 31-44

Że się tego boimy? Pewnie, że tak. Ja też się boję. Pewien starszy pan, kombatant, oficer frontowy powiedział mi kiedyś:

„Tylko idiota się nie boi, bo nie wie, że powinien. Odwaga nie polega na tym, że się nie boisz, ale na tym, że mimo strachu robisz to, co trzeba.”

Na koniec wizerunek bardzo znanych uchodźców. Myślę, że w naszym kręgu kulturowym nie ma nikogo, kto by o Nich nie słyszał:

church-722403

(Visited 221 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Bezsenność w Warszawie

Następny tekst

Miłość niemożliwa