Home»Życie»Kolega dobra rada

Kolega dobra rada

0
Shares
Pinterest Google+

Spotkałem ostatnio znajomego. Nie widzieliśmy się dobrych kilka lat i wpadliśmy na siebie zupełnie przypadkowo. Porozmawialiśmy chwilę, uaktualniliśmy numery telefonów i pożegnaliśmy zapewnieniem o konieczności spotkania się na jakieś piwo w niedalekiej, bliżej nieokreślonej, przyszłości.

Ów znajomy to ktoś, kogo lubię i kto – jak sądzę – lubi mnie. Nie byliśmy przyjaciółmi, nie łączyła nas jakaś głęboka towarzyska zażyłość. Ot, spotkaliśmy się kilka razy na piwie, gadaliśmy, mieliśmy nawet jakieś wspólne plany biznesowe, których nigdy nie zrealizowaliśmy, parę razy w jakichś drobiazgach sobie wzajemnie pomogliśmy.

Gdy o mało nie zderzyliśmy się w sklepie, ucieszyliśmy się tak, jak się cieszy na ogół ze spotkania lubianego znajomego po długim czasie niewidzenia się.

„Co u ciebie słychać?” – padło z jego strony standardowe pytanie.
„Za 2 tygodnie żenię się” – odpowiedziałem pogodnie i z pewną dumą.
„Nie rób tego błędu!”- powiedział stanowczo, nagle poważniejąc.

Pamiętałem, że kolega był żonaty, wybrankę jego poznałem, wydawała się sympatyczna, komunikatywna, z charakteru – nie jakaś zołza, z wyglądu – nie jakiś potwór.

Stanowczość jego ostrzeżenia sprawiła, iż poczułem w sercu ulgę, że nie spytałem wcześniej, co u niej słychać. Nietrudno było się domyślić, że pożycie małżeńskie kolegi nie ułożyło się po jego myśli.

Chciałem taktownie ominąć temat, ale znajomy powtórzył jeszcze kilka razy swoją przestrogę, więc zaciekawiony dopytałem o szczegóły. Jak się okazuje, niezawisły sąd zdążył już stwierdzić całkowity rozpad pożycia małżeńskiego. Przezornie nie dopytywałem, czy orzekał o czyjejś winie ani o powody takiego stanu rzeczy.

Jako że w domu oczekiwała na mnie Już Wkrótce Sakramentalnie Mądrzejsza i Piękniejsza Połowa, grzecznie pożegnałem się i po wymienieniu wspomnianych już zapewnień o konieczności rychłego spotkania się celem spożycia przetworów chmielowych każdy z nas poszedł w swoją stronę.

Zmierzając zmarznięty w kierunku środków komunikacji masowej w pierwszej kolejności zamyśliłem się nad nieprzewidywalnością losu. Wszak znajomy i jego obecnie już ex-wybranka wydawali się bardzo udanym małżeństwem, a tu taka niespodzianka. Z braku wystarczających danych odpuściłem sobie jednak analizę przypadku. Nie podjąłem też oceny moralnej, bo, cytując papieża Franciszka, „kimże jestem, aby ich oceniać?”.

Zastanowiło mnie jednak coś innego. Jak wielki żal, rozgoryczenie muszą tkwić w człowieku albo też jakie pokłady bezmyślności i braku empatii, by kogoś, kto z radością informuje o planowanym niebawem ślubie, uszczęśliwiać dobrymi radami w stylu „Nie rób tego, stary!” zamiast życzyć mu po prostu szczęścia na nowej drodze życia?

Cała sytuacja nawet nie tyle mnie zirytowała, co raczej zasmuciła. Zresztą, za bardzo lubię tego znajomego, żeby złościć się na niego.

Cokolwiek byśmy nie mówili, bez względu na to, czy ktoś jest wierzący, czy też nie, rozpad małżeństwa zawsze jest porażką. Gdy je zawieraliśmy, nawet w formie cywilnej, nawet na poziomie wyznawanej ideologii dopuszczając rozwód, to przecież w chwili ślubu nikt raczej rozwodu nie planuje ani nie zakłada. Raczej, jak sądzę, nawet w małżeństwo niesakramentalne, ludzie wchodzą z wiarą, że to związek na zawsze.

Takie „dobre rady” są więc projekcją własnych niepowodzeń. Poczucie porażki musi być bardzo silne, choć wyparte do podświadomości lub obtoczone panierką racjonalizacji, skoro ulewa się w taki sposób.

Przepracowane niepowodzenie owocowałoby raczej komunikatem: „Nam się co prawda nie udało, ale życzę ci, by u was wszystko ułożyło się jak najlepiej”.

Takich „wujków dobra rada” płci obojga spotykamy na swojej drodze co nie miara. Zamiast wspierać, motywować, ewentualnie pozytywnie doradzić, bombardują nas swoją złą energią, zniechęcają, zarażają swoją frustracją i malkontenctwem. Jedyna rada to omijać szerokim łukiem. Dlatego na to piwo jednak nie pójdę.

A jakich „wujków dobra rada” Wy spotkaliście na swojej drodze? I jak sobie z nimi poradziliście? Bo poradziliście sobie, prawda?

(Visited 237 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Miałem sen

Następny tekst

Nadaremno