Home»Życie»Miałem sen

Miałem sen

0
Shares
Pinterest Google+

Miałem sen. Nie, nie postanowiłem zostać pastorem Martinem Lutherem Kingiem. Mój sen nie był aż tak społecznie uniwersalny i istotny jak jego. Ale był bardzo dla mnie wymowny.

W moim śnie pojawiła się moja Babcia, już nieżyjąca. We śnie żyła, ale była chora i nie mogła sama mówić. Korzystała z jakiegoś tajemniczego urządzenia, ale ono psuło się niemal za każdym razem, gdy chciała powiedzieć coś ważnego. A miała w tym śnie sporo ważnego do powiedzenia. Urządzenie traciło jednak zasilanie. Okazało się jednak, że można przestawić je w tryb telepatii i wtedy działało.

Prawda, że symbolicznie to brzmi? A to dopiero początek opowieści.

Wędrowałem przez miasto, nie mogąc odnaleźć ulic, które nie chciały być tam, gdzie znajdować się powinny. Nic w topografii nie chciało się zgodzić, autobusy jeździły złymi trasami, a ja w dodatku szedłem boso, choć było zimno. Swoją drogą to ciekawe, że wątek bosej wędrówki bardzo często powraca w moich snach.

W końcu w miejscu, którego nie znam, doszło do kluczowego spotkania. Czy było ono planowane? Nie mam pojęcia. Na pewno była tam moja Babcia i jej maszyna do komunikacji. Na pewno była moja Mama. Na pewno byłem ja. I na pewno była moja Już Wkrótce Sakramentalnie Mądrzejsza i Piękniejsza Połowa oraz nasi dwaj synkowie. Na pewno też przygotowania do zaślubin były mocno zaawansowane.

Na to wszystko zjawiła się kobieta o zasłoniętej twarzy. Nie umiem zidentyfikować tej kobiety. Pamiętam, że w moim śnie była bardzo atrakcyjna, bardzo zmysłowa, znałem ją od dawna i lata wcześniej pragnąłem związku z nią, ale wtedy ona tego nie chciała. Teraz dodatkowo była na pewno niezmiernie światowa, miała status gwiazdy i roztaczała wokół siebie aurę artystycznej tajemniczości. W formie, tego jestem pewien, dość widowiskowej owa kobieta wyraziła chęć zostania moją żoną, kusząc przy tym właśnie tą światowością i artystyczną tajemniczością i zapewniając, że stanie się dla mnie najlepszą z muz.

Jakoś nie ma w moim dotychczasowym życiu nikogo, kim mogłaby ona naprawdę być, ale to chyba dla snu nie ma większego znaczenia, prawda?

Tu w przebieg zdarzeń włączyła się moja Mama, która stanowczo zachęcała mnie, bym te osobliwe oświadczyny przyjął, tłumacząc mi, że muszę się spełniać, realizować i w ogóle powinienem wreszcie zacząć myśleć o sobie. To dość ciekawe w gruncie rzeczy, bo jestem jakoś dziwnie spokojny o to, że w rzeczywistości moja Mama jest ostatnią osobą, która udzielałaby mi tego rodzaju i tak brzmiących rad.

Moja Babcia z kolei bardzo starała się sprzeciwić tym naciskom mojej Mamy, ale urządzenie do komunikowania się odmawiało współpracy i nawet w trybie telepatii docierały do mnie tylko urwane myśli.

Kobieta kusiła, Mama namawiała, Babcia starała się zniechęcać, koty miauczały, jamnik ujadał, chłopcy się bawili, moja Narzeczona milczała, a wszyscy patrzyli na mnie i oczekiwali, czemu trudno w sumie się dziwić, że się wypowiem i jasno wyrażę swoje stanowisko.

Zacząłem mówić. Z absolutnym mętlikiem w głowie, niepewnie, nieśmiało. I, choć zacząłem, bo oczekiwano ode mnie, że się wypowiem, to ta słabość sprawiła, że nikt nie zwracał na mnie uwagi.

Początkowo brzmiałem jak maminsynek, który nie umie sprzeciwić się woli matki. Potem – jak egoista. Ale z każdym słowem nabierałem siły i pewności siebie. Aż w końcu wszyscy w pomieszczeniu patrzyli na mnie i słuchali, a ja mówiłem, mówiłem…

Mówiłem o tym, że ja już wiem, gdzie jest moje miejsce. I o tym, że to miejsce nie jest na salonach, w blasku sławy, w artystycznej bohemie, ale przy mojej rodzinie. I o tym, że niczego nie jestem tak pewny jak właśnie tego.

I wtedy obudziłem się, by zaprowadzić Młodego Młodszego do przedszkola.

(Visited 94 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Grzeszysz? Milcz!

Następny tekst

Kolega dobra rada