Home»Wiara»Rafy»Nadaremno

Nadaremno

0
Shares
Pinterest Google+

Pamiętasz z katechizmu 10 przykazań? Na pewno pamiętasz. Każdy pamięta Dekalog. No, dobrze: każdy powinien pamiętać. Jest wśród dziesięciorga przykazań takie: „Nie będziesz wzywał imienia Pana Boga swego nadaremno”. Nie wiem jak Tobie, ale mi ono zdrowo namieszało w głowie.

Takiej wersji przykazania uczono mnie, gdy byłem dzieckiem i taka zakodowała się głęboko w mojej świadomości. Właśnie przez tę wersję ciągle miałem wyrzuty sumienia, z których – co w sumie bardzo smutne – nie wyprowadził mnie żaden ze spowiedników, a przecież nieraz mówiłem o tym w konfesjonale, wyznając jako grzech coś, co – jestem o tym dziś przekonany – wcale grzechem nie było.

Wydawało mi się, że zawracam Panu Bogu głowę duperelami i że to jest coś złego. Byłem przekonany, że grzeszę, zajmując go swoimi, przecież w gruncie rzeczy błahymi, problemami.

Przytoczona przeze mnie wersja z katechizmu różni się jednak znacząco od wersji biblijnej, która (cytuję za Biblią Tysiąclecia Pallotinum) brzmi tak:

Nie będziesz wzywał imienia Pana, Boga twego, do czczych rzeczy, gdyż Pan nie pozostawi bezkarnie tego, który wzywa Jego imienia do czczych rzeczy.

Wj 20, 7

„Nadaremno” a „do czczych rzeczy” to nie to samo. Czym bowiem są owe „czcze rzeczy”? Komentarz zawarty w Pallotinum podpowiada: magia, wymawianie imienia bez czci oraz krzywoprzysięstwo. W tym ostatnim odwołać można się dodatkowo do Księgi Kapłańskiej:

Nie będziecie przysięgać fałszywie na moje imię. Byłoby to zbezczeszczenie imienia Boga twego. Ja jestem Pan!

Kpł 19, 12

W kultowym już filmie „Skrzypek na dachu” jest taka scena, w której Tewje idzie drogą i rozmawia z Panem Bogiem. Opowiada, co się dzieje w jego rodzinie. Relacjonuje Panu Bogu życie jego córki i jej niedawno poślubionego męża, który ciężko pracuje jako krawiec, starając się zapewnić skromny byt sobie i żonie, marząc przy tym o maszynie do szycia, która pozwoliłaby mu pracować lepiej i więcej zarabiać. Tewje zwraca się więc do Pana Boga z prośbą: „Ja wiem, że Ty masz wiele ważnych spraw na głowie, wojny, głód, ale nie mógłbyś załatwić mojemu zięciowi tej maszyny do szycia, o której marzy?” Zawsze mnie zachwycała ta scena.

I ja, podobnie jak Tewje, przychodziłem do Pana Boga ze swoimi różnymi sprawami.

„Ja wiem, że masz wiele ważnych spraw, ale nie mógłbyś pomóc mi w tym czy w tym?” – prosiłem nieraz. Na ogół były to jakieś w gruncie rzeczy drobne sprawy, które akurat w tym momencie były dla mnie ważne. Ostatnio pytałem Pana Boga, czy nie mógłby jakoś pomóc mi, żeby mi w końcu przeszedł kaszel, który nie dawał mi spać w nocy. Albo o obrączki na ślub. Albo o to, żeby mojej pierworodnej córce udało się przepisać do indeksu oceny z przedmiotów, które już zaliczyła na studiach. Zawsze zastrzegałem: „o ile to nie kłóci się z Twoimi, Panie Boże, planami”.

Czasem się udawało, a czasem nie. Problem obrączek został rozwiązany. Moja Mama zaoferowała pomoc. Problem garnituru do ślubu – nie. Cóż. Bez obrączek ślubu wziąć się nie da, a nikt nie mówił, że garnitur jest niezbędny. Nie można mieć wszystkiego.

Pomyślałem teraz o moich małych dzieciach. Czasem opowiadają mi o duperelach albo z błahostkami przychodzą. Takie ich zbójeckie prawo. I od tego mają tatę. Nawet jeśli ten tata, czyli ja, daleki jest od ideału. To, co z punktu widzenia dorosłego jest błahostką, dla dziecka może być, i na ogół jest, sprawą najwyższej wagi.

Czy wszystkie ich prośby spełniam? Oczywiście, że nie. Są prośby, których spełnić obiektywnie nie mogę. Są takie, które mógłbym, ale uważam, że nie byłoby to dobre. Czy to, że odmawiam, znaczy, że nie kocham? Nie. Wręcz przeciwnie. To znaczy, że ważne jest dla mnie dobro moich dzieci i rozważam, co temu dobru służy, a co nie.

Czy na wszystkie pytania odpowiadam? Nie. Na te, na które umiem, tak. Ale gdy pytanie, na które już odpowiadałem, pada po raz kolejny, bo dziecko zapomniało, że pytało, albo bo traktuje je po prostu jako sposób zwrócenia na siebie uwagi, mówię: „Już mnie o to pytałeś, przypomnij sobie odpowiedź”. Czy to znaczy, że nie kocham? Nie. To znaczy, że traktuję je poważnie. (Tak, czasami zastanawiam się oczywiście, czy nie nazbyt poważnie).

Pora więc zadać pytanie w gruncie rzeczy kluczowe: Kim dla mnie jest Pan Bóg? Stwórcą? Jasne. Panem? Oczywiście. Ale przede wszystkim jest Tatą. Najlepszym Tatą, jakiego można sobie wyobrazić.

Przychodzę więc do tego Najlepszego Taty z tym, co jest dla mnie ważne, nawet jeśli obiektywnie można to uznać za błahostkę. Z perspektywy wieczności i wszechświata na pewno jest błahostką. Z mojej – sprawą ważną. Przychodzę opowiedzieć o tym, co mnie cieszy, smuci, trapi, niepokoi. Przychodzę z moimi potrzebami, również tymi z pozoru głupimi czy nieważnymi. I wierzę, że On wysłucha. Czy zawsze odpowie? Nie. Bo nie zawsze jest sens odpowiadać. Czy każdą prośbę spełni? Oczywiście, że nie, bo wie, co dla mnie dobre, a nie zawsze spełnienie mojej prośby takie by było.

Nadaremno można rozumieć jako „z czymś nieważnym”, jako „nieskutecznie”. Może więc faktycznie przychodzę z czymś obiektywnie nieważnym, może więc w swoim proszeniu bywam nieskuteczny. Wiem już jednak, że w Piśmie Świętym nie ma mowy o przychodzeniu nadaremno. I dobrze byłoby, gdybyśmy nie mieszali kolejnym pokoleniom w głowie.

Mają nie przysięgać fałszywie, powołując się na Pana Boga. Mają nie wzywać Jego imienia bez należnej czci. Ale mają przychodzić do Taty i zawracać Mu głowę. W odróżnieniu od ziemskiego taty Tata z Nieba jest w stanie słuchać z równą uwagą wszystkich dzieci równocześnie.

(Visited 195 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Kolega dobra rada

Następny tekst

Kaloszki