Home»Wiara»Rafy»Strzelisz! Zdławi cię strach!

Strzelisz! Zdławi cię strach!

0
Shares
Pinterest Google+

Czy zabiłbym w obronie mojej rodziny? Tak. Czy byłbym z tego dumny? Nie. Czy strzeliłbym do człowieka, widząc, że trzyma rękę na detonatorze? Tak. Czy czułbym się grzesznikiem? Tak.

Tak. Umiem posługiwać się bronią. Dawno tego nie robiłem, ale pamiętam, że nauka posługiwania się pistoletem, czy np. bronią gładkolufową, sprawiała mi sporo frajdy. I chyba nawet całkiem nieźle mi szło.

Mam mamę, żonę, czwórkę dzieci. Zastanawiałem się w ostatnich dniach wiele razy, co zrobiłbym, gdybym miał broń i znalazł się w sytuacji, w której użycie tej broni mogłoby obronić moją rodzinę. Jasne, to tylko gdybanie, bo mogę tylko domyślać się, ale nie wiem, jak naprawdę zachowałbym się w takiej sytuacji. Jestem jednak przekonany, że postąpiłbym właśnie tak: strzeliłbym. Więcej: jestem przekonany, że nie miałbym momentu wątpliwości.

Dla wielu ludzi, którzy nawet uczyli się strzelania, granica między tarczą strzelecką a mierzeniem do człowieka jest nie do przekroczenia. A jeśli nawet ją przekroczą, to po wymierzeniu do człowieka nieprzekraczalną granicą okazuje się oddanie strzału. Jestem przekonany, że nie miałbym problemu z przekroczeniem tej granicy w sytuacji takiego zagrożenia.

Czy jestem z tego dumny? Nie! Piszę ten tekst ze wstydem i smutkiem. Smutno mi i wstyd, bo to uświadamia mi, jak daleko mi do bycia dobrym chrześcijaninem, czyli prawdziwym uczniem Pana Jezusa. Smutno mi też, bo czytam nieraz wezwania do „bezlitosnego odwetu”, czytam teksty pełne przemocy, ale pisane przez ludzi, którzy łączą dumę z takich własnych postaw z deklaracjami, iż są chrześcijanami. Wolę jednak skupić się na sobie i na własnej winie.

Nie będziesz zabijał.

Wj 20, 2–17, Pwt 5, 6–21

W obu miejscach Pisma Świętego piąte przykazanie ma dokładnie to samo brzmienie. Po słowie „zabijał” jest kropka. Nie ma tam żadnego „ale…”. Nie ma tam żadnego „no, chyba że…” Jest krótko i jasno: „nie będziesz zabijał”. 

Jasne, ktoś powie, że w Starym Testamencie, choćby w Księdze Powtórzonego Prawa wielokrotnie pojawia się kara śmierci. Ktoś powie, że to z Pisma Świętego pochodzi zasada „oko za oko, ząb za ząb”. No, to na to odpowiada wprost sam Pan Jezus:

Słyszeliście, że powiedziano: Oko za oko i ząb za ząb! A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi! Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz! Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące!

MT 5, 38-41

Dalej zaś Pan Jezus dodaje jeszcze:

Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują;

MT 5, 43, 44

Katechizm Kościoła Katolickiego nie jest tak jednoznaczny i zawiera następujące trzy zapisy:

KKK 2263 Uprawniona obrona osób i społeczności nie jest wyjątkiem od zakazu zabijania niewinnego człowieka, czyli dobrowolnego zabójstwa. „Z samoobrony… może wyniknąć dwojaki skutek: zachowanie własnego życia oraz zabójstwo napastnika… Pierwszy zamierzony, a drugi nie zamierzony (Św. Tomasz z Akwinu, Summa theologiae, II-II, 64, 7).

KKK 2264 Miłość samego siebie pozostaje podstawową zasadą moralności. Jest zatem uprawnione domaganie się przestrzegania własnego prawa do życia. Kto broni swojego życia, nie jest winny zabójstwa, nawet jeśli jest zmuszony zadać swemu napastnikowi śmiertelny cios:

KKK 2265 Uprawniona obrona może być nie tylko prawem, ale poważnym obowiązkiem tego, kto jest odpowiedzialny za życie drugiej osoby. Obrona dobra wspólnego wymaga, aby niesprawiedliwy napastnik został pozbawiony możliwości wyrządzania szkody. Z tej racji prawowita władza ma obowiązek uciec się nawet do broni, aby odeprzeć napadających na wspólnotę cywilną powierzoną jej odpowiedzialności.

W świetle tych zapisów mógłbym poczuć się nie tylko usprawiedliwiony, ale wręcz uznać, iż mam „nie tylko prawo, ale poważny obowiązek”. Można wszak przeprowadzić rozumowanie, wykazując, iż, nie strzelając do jednego terrorysty, swoją bezczynnością zabiłbym jego ofiary. Sumienie podpowiada mi jednak, iż byłoby to podejście mocno sofistyczne czy kazuistyczne.

Mamy tu bowiem wybór z gatunku takich, przed jakimi stawali bohaterowie antycznych tragedii, czyli taki, w którym, cokolwiek nie wybiorę, wybiorę źle. Tu nie ma rozwiązania dobrego.

Obserwuję jednak wiele wypowiedzi osób, które właśnie deklarują dumę z tego, jakiego wyboru dokonają. Dotyczy to obu opcji: i tych, którzy gromko pokrzykują, że strzelaliby niemalże z rozkoszą, i tych deklarujących skrajny pacyfizm. Obie strony mnie nieco przerażają, obu też, jeśli mam być szczery, tak do końca nie wierzę.

Nie wierzę „naiwnym pacyfistom”, którzy deklarują, że nie broniliby ani siebie, ani swoich bliskich, gdyby zagrożenie było realne, a oni mieli narzędzie do obrony. To może i brzmi pięknie, idealistycznie, ale ochrona dzieci, najbliższych to odruch, atawizm.

Nie wierzę też tym „dumnym i odważnym”. Raz, że na ogół sprawdza się zasada „chojrak w necie, dupa w świecie” i ci najodważniejsi w komentarzach najprawdopodobniej stanęliby sparaliżowani w sytuacji zagrożenia. Dwa: Jeśli nawet to zrobią, to nie wierzę, że nie będą mieli wyrzutów sumienia i po wszystkim jedynym towarzyszącym im uczuciem okaże się rozpierająca duma. Nie. Tak to nie działa. Spytajcie ludzi, którzy szkolili się do walki – żołnierzy, policjantów, spytajcie kombatantów, którzy np. walczyli w Powstaniu Warszawskim. Poza przypadkami psychopatów i socjopatów każdy z tych wyszkolonych ludzi odchorował konieczność zrobienia tego, czego go nauczono. Nie da się do tego przygotować i nie da się przejść nad tym lekko do porządku dziennego.

ideal-model-pk90-66050

Znam siebie od ponad 42 lat. Dlatego śmiem podejrzewać, że skorzystałbym z broni i w sytuacji zagrożenia nie miałbym chwili wątpliwości, co mam zrobić, a ręka by mi nie zadrżała. Dlatego też zarazem wcale mnie to nie cieszy i nie napawa dumą, a raczej smuci i przeraża. Dlatego również zdaję sobie sprawę, że już po fakcie dużo by mnie to kosztowało.

Smuci mnie to i przeraża, bo przecież chciałbym tak, jak pokazuje Pan Jezus, ale uświadamiam sobie boleśnie, że nie umiem, że to, co ludzkie, atawistyczne, jest we mnie tak silne.

A najbardziej boję się tego, że mógłbym po fakcie nie odchorowywać…

(Visited 142 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Kaloszki

Następny tekst

Prawa człowieka zaczynają się od praw dziecka