Home»Życie»12 pewnych oznak, że to koniec – polemika

12 pewnych oznak, że to koniec – polemika

2
Shares
Pinterest Google+

Z czasów młodości pamiętam często widziane szyldy różnych punktów napraw. Szewc, podnoszenie oczek, poprawki krawieckie, naprawy zegarków, sprzętu rtv i wszystkiego, co tylko naprawić się dało. Dzisiaj takie punkty są rzadkością. Dobrobyt nie sprzyja naprawianiu. Gdy coś się zepsuje, wyrzucamy to i kupujemy nowe. W miłości najwyraźniej robimy podobnie.

Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie Marysia z Oczekujac.pl, którą skądinąd bardzo lubię i cenię. A właściwie – jej tekst pt. Jak poznać, że on już Cię nie kocha. 12 pewnych oznak, że to koniec!. Opublikowany na fanpage Mądry Rodziców z jednej strony sprowokował wiele czytelniczek do wyznań o tym, jak złe są związki, w których tkwią, a z drugiej – został też bardzo surowo przez część czytelniczek i czytelników skrytykowany. A mi bliżej do tej drugiej grupy odbiorców.

Przejadę się po tym tekście „i w ogóle, i w szczególe, i pod każdem innem względem”. Zacznę od samej formuły wyliczanki, tak modnej wśród blogerów, a idealnie nadającej się do konstrukcji tekstu na potrzeby Bravo Girl. Ale – żeby nie było, że czepiam się tylko formuły – to przeanalizuję wszystkie 12 punktów z zestawienia Marysi.

1. Nie rozmawia z Tobą

A dajesz mu dojść do słowa? Bo to częsty problem w związku. Jedna strona tyle gada, że dla drugiej brakuje przestrzeni. A może po prostu on jest typem milczka? Mój ukochany Dziadek tak miał – najchętniej nie odzywałby się w ogóle, potrafił przez tydzień nie wydobyć z siebie ani jednego słowa. Ale jak już raz na jakiś czas się odezwał, to ho ho..

2. Nie jest Tobą oczarowany

Tu trzeba odwołać się do wyjaśnień z tekstu Marysi. „Partner traktuje Cię jak powietrze i nie zauważa nawet tego, że zmieniłaś kolor włosów albo fakt, że skróciłaś je o 20 cm. Jest obok, ale nie zauważa Twojej obecności.” Śmiem twierdzić, że większość facetów nie zwróci uwagi na zmianę fryzury czy koloru włosów u swojej żony, o ile oczywiście nie ścięła długich włosów przy samej skórze lub nie ufarbowała ich na kolor wściekle zielony. Moja żona powinna w każdym razie rozwieść się ze mną od razu – jeśli bowiem akurat piszę tekst, to mogłaby przede mną odtańczyć na golasa solo z Jeziora Łabędziego, śpiewając przy tym pełnym basem arię Skołuby ze Strasznego Dworu i dzwoniąc dzwoneczkami przyczepionymi do sutków, a szanse na to, że zwrócę uwagę na jej wyczyny, są znikome.

3. Nie spędza czasu z Tobą

Skoro wraca do domu, to jakiś czas musi spędzać, choćby nawet przez sen. Bez sensu. A że czasem idzie z kolegami na piwo BEZ ŻONY (oh my dear Lord, jak on śmie!), to świadczy o tym, że jest zdrowy na ciele i umyśle. Dla jasności – jeśli ona pójdzie na piwo z koleżankami, też jest spoko.

4. Nie angażuje się w Twoje życie

Opłacanie rachunków, czy zajmowanie się dziećmi to nie jest JEJ życie, lecz ICH. Problemem nie jest więc to, że on się nie angażuje, ale to, że ona określiła to jako JEJ życie. W ten sposób wyeliminowała go z tej sfery.

5. Nie stara się robić na Tobie wrażenia

Jasne, powinien dzień w dzień zabierać ją na strzelnicę i wygrywać dla niej misia lub wiatraczek, prężyć muskuły i nosić na rękach. Nie ma prawa chodzić po domu w stroju „domowym”. Bo to jest jej przywilej, który ona bez problemu wytłumaczy natłokiem domowych obowiązków. Poczekajcie chwilę, beknę tylko, pierdnę i pogonię żonę po piwo. A raczej – ona mnie pogoni po piwo :)

6. Nie żyjecie wspólnym życiem

Jeśli ona ma w domu swoje obowiązki, a on swoje – to nie wiem, co w tym złego, a tym bardziej nie wiem, dlaczego w takim razie on miałby wpieprzać się w to, jak ona robi swoją robotę. On też będzie wdzięczny, jeśli ona nie będzie wpieprzać się w to, jak on robi to, co do niego należy. Byle było zrobione. Jeśli ona pracuje w dziale marketingu jako bardzo ważna junior account manager, a on jako inżynier (czy na odwrót), to szansa, że zrozumieją rozwiązywane codziennie w pracy problemy jest niewielka. Poza tym pracę dobrze podobno zostawiać w pracy.

Tu pojawiła się jeszcze lepsza ciekawostka. Otóż, zdaniem Marysi małżonka powinna mieć dostęp do telefonu, korespondencji i profilu męża na Facebooku. Gdyby moja żona sprawdzała mój telefon, to, choć nie ma w nim niczego kompromitującego, byłby to powód do bardzo poważnego kryzysu w naszym związku. A co do Facebooka – może jeszcze najlepiej założyć wspólne konto? ZdzichuiMarychaPopieprzeni?

7. Nie lubi się przytulać

Otóż czasami nie lubię. Mam cukrzycę, gdy poziom cukru robi się wysoki, a dzieje się to bardzo często, bolą mnie mięśnie i wtedy nie znoszę, gdy mnie ktoś dotyka. No, dobra, ale tu tłumaczy mnie choroba. Przytulić się to jeszcze lubię. Ale nie znoszę, no, z całego serca nie znoszę, chodzenia za rączkę. To niewygodne.

8. Zawsze o Tobie zapomina

Co to ja miałem takiego doskonałego? A…. Pamięć! No, przyznaję, zapominam o ważnych datach. Ja nawet notuję je skrzętnie w kalendarzu. Tylko zapominam do niego zajrzeć. Żono! Składaj wniosek do sądu biskupiego o unieważnienie sakramentu małżeństwa.

9. Nic nie zmienił, a obiecywał zmienić cały swój świat dla Ciebie

A Ty, idiotko, w to uwierzyłaś? Wiara w to, że ślub zmienia człowieka, jest najdoskonalszym dowodem ludzkiej głupoty i naiwności. Nie zmienia. Wbij to sobie do głowy.

A teraz poważnie: serio? Niczego nie zmienił? A co Ty zmieniłaś? Usiądź na spokojnie i zapewniam Cię, że – jeśli tylko będziesz wobec siebie i wobec niego uczciwa – to wynotujesz wiele rzeczy, które w jego życiu zmieniły się, gdy zamieszkaliście razem.

10. Nie tęskni za Tobą i nigdy tego nie mówi

To nie tęskni, czy o tym nie mówi? To, że nie mówi, nie znaczy, że nie tęskni. To, że mówi, nie znaczy, że tęskni.

11. Nie jest z Ciebie dumny

A ma powody? Marysia objaśnia: „nie prawi Ci komplementów, nie mówi, jaki jest z Tobą szczęśliwy.” A jest szczęśliwy? Zapytałaś go kiedyś, czy jest? Może po prostu nie jest? Jeśli ciągle masz do niego pretensje i rozliczasz go w oparciu o kretyńskie wyliczenia, to nie dziw się, że nie jest szczęśliwy.

12. Nie potrafi Cię rozśmieszyć, nawet gdy jesteś zła

Jeśli jesteś zła, to zrozumiałe, że raczej nie w głowie mu rozśmieszanie. Instynkt samozachowawczy każe unikać chmur gradowych, z których sypią się pioruny. Szczerze powiedziawszy, gdybym był wściekły, a ktoś błaznował, żeby mnie rozśmieszyć, to raczej miałbym ochotę strzelić go w dziób, a nie się rozchmurzać. Poza tym – cóż, nie każdy nadaje się do pracy w kabarecie, w dodatku takim na zawołanie.

Na dobre i na złe

Liturgia sakramentu małżeństwa zawiera w sobie następujący dialog między prowadzącym liturgię kapłanem a parą, która przed Panem Bogiem chce sobie przysięgać na całe życie:

Kapłan: Czy chcecie dobrowolnie i bez żadnego przymusu zawrzeć związek małżeński?
Narzeczeni: Chcemy.

Kapłan: Czy chcecie wytrwać w tym związku w zdrowiu i w chorobie, w dobrej i zlej doli, aż do końca życia?
Narzeczeni: Chcemy.

Zwracam uwagę na początek: Obie strony deklarują zgodnie, iż to, co się dzieje, robią dobrowolnie i bez przymusu. Dobrowolnie i bez przymusu deklarują więc w kolejnym zdaniu, iż chcą być ze sobą do końca życia „w zdrowiu i w chorobie, w dobrej i złej doli”. Nie do pierwszego, drugiego, czy dziesiątego kryzysu, pierwszej czy setnej kłótni małżeńskiej, czy dopóki im się nie znudzi.

Pozwalam sobie podzielić się z Wami czymś niezwykle intymnym: Oto moment, w którym wypowiadam następujące słowa:

Ja, Jakub, biorę Ciebie, Magdaleno, za żonę i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż, Panie Boże wszechmogący, w Trójcy Jedyny, i wszyscy Święci.

Wypisuję te słowa, bo mówiłem bardzo niewyraźnie. Byłem tak przejęty i wzruszony, że ścisnęło mi gardło i powiedzenie każdego słowa wymagało ode mnie ogromnego wysiłku.

I teraz, wyobraźmy sobie, ot, taki całkowicie absurdalny i abstrakcyjny eksperyment intelektualny, że wezmę do ręki zestawienie przygotowane przez Marysię, a potem wyjdzie mi, że na 12 punktów odpowiem sobie 12 razy tak. Albo że zrobi to moja Żona.

I co? Te słowa, które wypowiadaliśmy w kościele idą do śmieci? Serio? Już są nieważne? Znudziliśmy się? Ot, zepsuta zabawka, więc ją wyrzucamy?

Tu wracamy do tych warsztatów, które pojawiły się na początku tekstu. Dawniej naprawialiśmy, dziś wymieniamy na nowy lepszy model. Nawet nas do tego zachęcają, w końcu wciąż są coraz to nowsze, lepsze modele. Aż grzech nie skorzystać z okazji, czyż nie? Nie szkodzi, że tamto da się naprawić. Na śmietnik. Robimy tak z butami, ubraniami, sprzętem, z ludźmi, nawet tymi, którym przysięgaliśmy „na dobre i na złe”.

Jasne, ja wiem, nie każdy bierze ślub kościelny. Jasne, ja wiem, są sytuacje szczególne i sam zachęcałbym kobietę, której mąż stosuje przemoc w domu, by od tej przemocy uciekła lub – na co pozwala już obecne prawo – by wygoniła sprawcę. Ale tekst Marysi nie mówi o sytuacjach skrajnych, ekstremalnych. Mówi o czymś zupełnie innym.

Motyle w brzuszku

Problem z tym tekstem jest taki, że jego autorka, odnoszę wrażenie, myli zakochanie z miłością i niczym czytająca Bravo Girl pensjonarka marzy o dożywotnich motylkach w brzuchu. A to tak nie działa. Przynajmniej nie zawsze.

Zakochanie jest stanem szczególnym. Fajnie, jeśli trwa jak najdłużej. Sęk w tym, że trudno na nim budować coś trwałego. Jest jak liść laurowy w zupie. Dodaje smaku. Ale na samym liściu laurowym zupy nie ugotujesz. Liść laurowy ma też inną nazwę – mniej romantyczną i wzniosłą. Określamy go też jako liść bobkowy.

W miłości jest czas na zmęczenie, znudzenie, na marudzenie, na ciszę. Jest czas na wybaczanie sobie. W miłości jest przestrzeń na bycie razem. A czasem nawet troszkę obok.

Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa, które się skończą,
albo jak dar języków, który zniknie,
lub jak wiedza, której zabraknie.
Po części bowiem tylko poznajemy,
po części prorokujemy.

1 Kor 13, 4-9

(Visited 5 057 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Zrobiłem to

Następny tekst

I tajemnica radosna - zwiastowanie Najświętszej Marii Pannie