Home»Życie»Nic się nie stanie…

Nic się nie stanie…

0
Shares
Pinterest Google+

Jak to przed świętami, poszedłem do sklepu po karpia. Bo jak dla mnie – karp na wigilijnym stole musi być i basta. Ucieszyło mnie, bo to ważne, że w tym roku nie widziałem w sprzedaży żywego karpia, co mnie cieszy, bo może w końcu do ludzi dotarło, że nasza radość świętowania nie musi oznaczać bestialstwa wobec zwierząt. Ale ja nie o tym dzisiaj chciałem.

Stałem w kolejce i już przyszła na mnie pora, by powiedzieć pani ekspedientce, co bym chciał kupić, gdy przede mną objawił się jakiś pan, twierdzący uparcie, że on tu stał. Nie, nie stał. Ja stałem, choć próbował wmówić mi i całej reszcie kolejki, że tak nie było. Pani ekspedientka chciała cwaniaka przegonić, ale poprosiłem, żeby go obsłużyła przede mną. Ci, którzy stali za mną, zaczęli od razu na mnie warczeć, bo im się spieszy. Wytłumaczyłem, że więcej czasu zmarnujemy na kłócenie się z owym panem i szybciej będzie pozwolić mu cieszyć się, że jego „spryt” zadziałał. Pan nie miał skrupułów, zresztą nie spodziewałem się, że będzie je miał. Usatysfakcjonowany kupił rybę. Wróci dumny z siebie do domu. Niech ma.

Najmądrzejsza i Najlepsza z Żon powiedziała jeszcze do pani stojącej za nami, że nie ma sensu pozwalać na to, by ktoś swoim cwaniactwem psuł nam nastrój świątecznych przygotowań. Pani popatrzyła na nas bez słowa, odnoszę wrażenie, że z pewną podejrzliwością, ale odpuściła.

Co roku w wielu domach powtarza się ten sam obłąkańczy rytuał. Wszystko trzeba wysprzątać, każdy kącik, okna umyć, zakupy zrobić tak, jakby rodzina szykowała się nie na święta, ale na przetrwanie miesięcy w schronie na wypadek apokaliptycznej wojny. Kredyty przedświąteczne na zakup prezentów, rajdy po sklepach z szaleństwem w oczach, kolejkowe kłótnie, domowe kłótnie. I wszystko to tak męczy, że, kiedy wreszcie przyjdzie czas usiąść przy wigilijnym stole, to trudno znaleźć w sobie siłę do radości.

Mówimy wiele o tym, że marketingowcy zabijają Święta, że odwracają naszą uwagę od ich istoty. Ale to bardzo wymówka tyleż prosta, co fałszywa, a używanie jej to tak naprawdę obrażanie samego siebie. Kimże bowiem jestem, skoro daję sobą manipulować i zapominam o tym, co ważne? Tak naprawdę to my sami sobie zabijamy Święta. To my tak bardzo skupiamy się na tym, co mniej istotne, że brakuje nam już sił i uwagi na to, co tak naprawdę jest ważne.

I nie chodzi mi o to, by też łatwo iść w uduchowione opowieści o Bożym Wcieleniu. Tak, to jest istota tych Świąt, ale nie tylko uduchowienie jest w nich ważne. Żeby tę istotę Świąt odczuć, trzeba pomyśleć, co tak naprawdę to wcielenie oznacza.

Bóg staje się człowiekiem. Ze wszelkimi (prawie, bo jednak nie obejmują one grzechu) tego konsekwencjami. Nic nie wiadomo z Ewangelii, by Maryja rodziła bez bólu. Nic nie wiadomo, by Dzieciątko urodziło się od razu czyste i ubrane. Wiadomo o tym, że wobec swoich ziemskich rodziców młodziutki Pan Jezus potrafił być nieposłuszny, bo przecież pozostanie w świątyni, przy całym metafizycznym tego znaczeniu, było zarazem aktem nieposłuszeństwa. Wiadomo o tym, że Pan Jezus pijał wino, bawił się na weselu, miał przyjaciół, budował ludzkie więzi, wiadomo, że jak człowiek bał się.

To ważne. Dlaczego? Ano, właśnie dlatego, że czas świąt Bożego Narodzenia jest w sposób szczególny czasem ludzkim. Świętujemy wszak te ludzkie urodziny Pana Jezusa. Bo o tych właściwych my, katolicy, mówimy w Credo: „I w jednego Pana Jezusa Chrystusa, Syna Bożego Jednorodzonego, który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami”. Dlatego ten ludzki wymiar świąt jest ważny. Ważne jest bycie razem, ważna jest rodzinna atmosfera, ważna jest radość. To ma być przyjemny czas. Radosny. I przede wszystkim wspólny. Jasne, trzeba pamiętać, czyje urodziny świętujemy, ale nie zapominać o tym, co ludzkie w świętowaniu.

Dlatego nic się nie stanie, jeśli nie wszystko kupisz. Nie będzie katastrofy, jeśli z czymś nie zdążysz. Nic się nie stanie strasznego, jeśli nie umyjesz okien. Święta nie stracą na ważności, gdy na stole będzie mniej potraw. Ale stanie się coś złego, jeśli wejdziesz w te święta w złości, zmęczeniu, z myślą: „a niech się wszyscy ode mnie odczepią, ja chcę odpocząć w spokoju”.

(Visited 451 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

I tajemnica radosna - zwiastowanie Najświętszej Marii Pannie

Następny tekst

II tajemnica radosna - nawiedzenie świętej Elżbiety