Home»Życie»Zrobiłem to

Zrobiłem to

0
Shares
Pinterest Google+

3 lata temu powiedziałem sobie, że już nigdy nie stanę przed młodymi ludźmi i nie będę do nich mówił. 3 lata temu powiedziałem też sobie, że temat bezpieczeństwa młodych ludzi w internecie, który towarzyszył mojemu życiu przez 10 lat, już mnie nie dotyczy, jest już za mną.

I naprawdę byłem przekonany, że tak ma być. Uważałem, że nie mam prawa stawać przed młodymi ludźmi, bo związana ze mną afera pozbawia mnie prawa do tego. Byłem przekonany, że Pan Bóg nie bez powodu zabrał mi to. Tęskniłem za tym, ale z czasem ta tęsknota coraz mniej mi doskwierała. Odcinałem się konsekwentnie od tego, co przypominało mi o moim wcześniejszym życiu.

Stara mądrość ludowa głosi jednak:

Chcesz rozśmieszyć Pana Boga? Opowiedz Mu o swoich planach.

Któregoś dnia zadzwonił do mnie pewien salezjanin. Powołał się na wspólną znajomą i poprosił o pomoc. Rozmawialiśmy więc, szukając odpowiedniej osoby, która mogłaby poprowadzić zajęcia dla młodzieży o internecie, aż w końcu przerwał mi i powiedział, że to szukanie nie ma sensu i że to ja mam przyjechać. Wyjaśniłem mu więc, dlaczego nie mogę. Opowiedziałem, kim jestem, jaką mam przeszłość, jaki smród za mną się ciągnie. A on odpowiedział mi na to, że tym bardziej mam przyjeżdżać.

Poprosiłem więc o kilka dni do namysłu. Przez tych kilka dni biłem się z myślami, radziłem wielu osób. Ktoś powie może, że to hamletyzowanie, ale dla mnie to była naprawdę trudna decyzja. Czy ja mam prawo stanąć przed tymi młodymi ludźmi? Czy mam prawo do nich mówić? Czy to dla nich będzie dobre? I czy to będzie dobre dla mnie? Czy zaproszenie mnie nie zaszkodzi tym, którzy mnie zapraszają?

Bardzo długo skłaniałem się do tego, by odmówić. Ale w końcu ktoś mi pokazał, że ci, którzy mnie zapraszają, wiedzą, kogo zapraszają; że to, czy to będzie dobre dla tych, którzy mają mnie słuchać, zależy od tego, co im powiem, a nie kim jestem. A czy to będzie dobre dla mnie? Dowiem się po fakcie.

W ramach dygresji – ciekawa obserwacja. Niedawno publikowałem wpis pewnej znanej i kontrowersyjnej osoby. Z premedytacją nie piszę czyj ani nie cytuję. Większość komentujących nie odnosiła się w ogóle do treści wpisu, ale do autora. Skoro napisał to X, to musi to być głupie, bo X jest głupi, a X jest głupi, bo go nie lubię. Ot, logika. Mędrzec może wszak palnąć głupstwo, a głupiec – powiedzieć coś mądrego.

Kiedy zadzwoniłem do owego salezjanina i spytałem, czy zaproszenie jest nadal aktualne, bo, jeśli tak, to ja chętnie przyjadę, usłyszałem w odpowiedzi, że sobie mnie wymodlił. Wyobrażacie to sobie? Ktoś sobie mnie wymodlił!

czerwinsk3

I tak. Zrobiłem to! Choć zakładałem, że nigdy tego nie zrobię, choć tak bardzo negatywnie z początku byłem nastawiony do zaproszenia, to pojechałem do prowadzonego przez księży salezjanów Ośrodka Emaus w Czerwińsku, stanąłem przed grupą kilkudziesięciu młodych ludzi i mówiłem. I dostałem od nich owację, przez którą musiałem odwrócić się do okna, by ukryć łzy wzruszenia.

A nie mówiłem im rzeczy miłych i przyjemnych. Już na początek powiedziałem wszak, że moim błędem przez 10 lat było to, iż powtarzałem o konieczności ochrony młodych przed zagrożeniami z internetu, a to oni są w internecie największym zagrożeniem. A potem, jak u Hitchcocka, było już tylko mocniej.

Ale mówiłem im też o innej mojej pomyłce. Przez 10 lat uczyłem, czego nie robić w sieci. A powinienem był mówić o tym, co robić. Bo tak, to prawda, że większość rozrób (nie wszystkie) to dzieła młodych ludzi, ale wynikają one z tego, że oni po prostu się nudzą. A nudzą się, bo brakuje im pasji. I słowo „pasja” było kluczem naszej rozmowy.

Tu zdradzę, że miałem dla nich niespodziankę. Jej przygotowanie było możliwe dzięki otwartości, dobrej woli, pozytywnej energii i zaangażowaniu kilku osób, które poprosiłem o wsparcie. O pasji opowiedzieli w specjalnie na tę okazję nagranych filmikach Michał Sadowski z Brand24, Marek Hucz i Jan Jurkowski z Grupy Filmowej Darwin, Magda Kogut-Wałęcka, autorka bloga Szczesliva.pl oraz mój ulubiony jezuita, czyli o. Grzegorz Kramer SJ

czerwinsk2

A skoro już byłem w Czerwińsku, to dzięki uprzejmości gospodarzy, mogłem pospacerować, poznać historię tego miejsca i zobaczyć jeden z najstarszych kościołów w Polsce. Podobno to właśnie tu modlił się król Władysław Jagiełło przed bitwą pod Grunwaldem. Wielu polskich królów przyjeżdżało tu się modlić. Wnętrze kościoła jest barokowe, ale zachowane są odratowane fragmenty romańskie, w tym odkryte pod 13 warstwami tynku freski ze scenami biblijnymi oraz podobno pierwszy raz użyte w Polsce cegły. Całość robi niesamowite wrażenie.

Fajnie było klęknąć we dwóch w pustym kościele, przed cudownym obrazem Matki Bożej Pocieszenia i poprosić ją o opiekę nad moją rodziną. Fajnie było przejść się po Czerwińsku, zejść nad Wisłę. Fajnie było poczuć klimat tego wyjątkowego miejsca. Fajnie było poznać działania salezjanów, bo to w ogóle ciekawe zgromadzenie. No, i fajnie było poznać tych Bożych Łobuzów, którzy tak świetnie potrafią pracować z młodymi ludźmi – nie tylko dla nich, ale właśnie z nimi.

I ja nadal nie chcę wracać do tego mojego wcześniejszego życia. Z jakiegoś powodu zostało za mną. Ale mam nadzieję, że do Czerwińska to mnie jeszcze kiedyś zaproszą.

ilustracja główna: osrodekemaus.pl
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Rozpaczliwe wołanie o pomoc

Następny tekst

12 pewnych oznak, że to koniec - polemika