Home»Wiara»Przytulić się do Mamy

Przytulić się do Mamy

0
Shares
Pinterest Google+

Długo miałem problem z kultem maryjnym. Z tego, co wiem, nie ja jeden mam z tym problem. Myślę sobie, że to wynika z pewnego pomieszania pojęć, który funkcjonuje w języku potocznym. To pomieszanie zaburza proporcje.

Dawno, dawno temu pisałem na blogu o tym, że na swojej drodze wiary staram się stawiać tylko pewne kroki, a czasem wręcz kroczki. Zaczynałem od rozmów z Panem Bogiem. Zajęło mi sporo czasu, nim mogłem określić siebie samego mianem chrześcijaninem, czyli – nim uwierzyłem w Pana Jezusa i zacząłem budować z Nim relację. Przygotowywałem się do bierzmowania, odkrywając Ducha Świętego.

A z Maryją miałem od początku problem.

Ja wiem, że dla niektórych Trójca Święta to Bóg Ojciec, Matka Boża i Syn Boży, ale jakoś jednak to tak nie działa. Ojciec, Syn i Duch Święty stanowiący jedność są trudni do pojęcia, ale nie wszystko muszę rozumieć, to przyjmuję na wiarę. Maryi w Trójcy Świętej jako żywo nie ma, a pierwsze przykazanie brzmi:

Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie!

Wj 20, 3

Bardzo długo chodziłem więc z lękiem, że jednak w kulcie maryjnym kryje się forma bałwochwalstwa. Nie ma w tej myśli niczego zresztą odkrywczego. Teologowie kłócili się o to jeszcze za czasu soboru efeskiego w 431 roku, a nawet wcześniej. Odrzucenie kultu maryjnego w całości jest też jednym z założeń reformacji.

Na niewiedzę najlepszym lekarstwem jest zdobywanie wiedzy. Zacząłem więc szukać i czytać. Św. Jan Paweł II w encyklice „Fides et ratio” pisał sporo o tym, że wiara powinna iść w parze z rozumem i wiedzą, bo tak wiedza bez wiary jak i wiara bez wiedzy tracą na wartości. Tu ważne zastrzeżenie: Mój tekst jest zapisem mojej drogi, a nie wykładem teologicznym. Kwestie kultu maryjnego są badane i opisywane przez wybitnych teologów, rozważane przez Ojców Kościoła i, jeśli kogoś ten temat interesuje, to jest co studiować. Ja nie jestem naukowcem, teologiem. Dzielę się natomiast, w sposób niekoniecznie naukowy, a momentami emocjonalny, swoją drogą do Maryi.

Źródła kultu

A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: «Niewiasto, oto syn Twój». Następnie rzekł do ucznia: «Oto Matka twoja». I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie.

J 19, 25-27

Niektórzy próbują na siłę szukać kultu maryjnego w tym fragmencie Ewangelii. Cóż, moim zdaniem to jest faktycznie mocno „na siłę”. Jeśli już szukać w Piśmie Świętym, to raczej we fragmencie, który rozważałem przy odmawianiu II tajemnicy radosnej, a dokładniej jedno zdanie z hymnu uwielbienia wygłoszonego przez Maryję w rozmowie ze świętą Elżbietą, czyli w Magnificat:

(…) Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia, gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny.

Łk 1, 48-49

Tak naprawdę jednak kult maryjny rozpowszechniał się niejako samoczynnie, również przez rozważania Ojców Kościoła, a Kościół z czasem ujmował go w ramy dogmatów, włączając go do magisterium.

Dogmat jest to prawda wiary zawarta w objawieniu Bożym, którą nauczycielski urząd Kościoła (papież lub sobór) przekazuje wiernym do wierzenia. Dogmaty są niezmienne, mogą natomiast być coraz głębiej przez Kościół poznawane. Wierzymy bowiem, że Duch Święty prowadzi Kościół przez wieki, stopniowo pomagając nam coraz lepiej odkrywać i rozumieć prawdę wynikającą z Objawienia. Jak pisze św. Tomasz z Akwinu, dogmat ujmuje prawdę, która przekracza zdolność naszego poznawania i pojęciowania. Ukazuje prawdę, która nie jest w ten sposób wyczerpana, ale do poznania której dążymy. Dogmaty, które pojawiały się w historii Kościoła, były zawarte w depozycie Objawienia. Kościół jedynie je wyraźnie wypowiedział. W kwestii Objawienia nie można bowiem wnieść niczego nowego. Jest ono niereformowalne i zamyka się ze śmiercią ostatniego Apostoła.

W oficjalnym nauczaniu Kościoła Rzymsko-Katolickiego obowiązują cztery dogmaty maryjne:

  1. „O Bożym Macierzyństwie Maryi” – ogłoszony na Synodzie w Efezie w 431 r.
    „Święta Dziewica jest Matką Boga, ponieważ według ciała porodziła słowo Boże, które ciałem się stało.”
  2. „O Maryi zawsze Dziewicy” – ogłoszony na Synodzie Laterańskim w Rzymie w 649 r. przez papieża Marcina I.
    „Ona poczęła bez nasienia, przez Ducha świętego… i bez naruszenia porodziła Go… i po Jego urodzeniu zachowała swe nienaruszone dziewictwo.”
  3. „O Niepokalanym Poczęciu Maryi” – ogłoszony w 1854 r. przez papieża Piusa IX.
    „Najświętsza Maryja Panna w pierwszej chwili swego poczęcia za szczególną łaską i przywilejem Boga Wszechmogącego, przez wzgląd na zasługi Jezusa Chrystusa, Zbawiciela rodzaju ludzkie- go, została zachowana wolna od wszelkiej zmazy winy pierworodnej.”
  4. „O wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny” – ogłoszony w 1950 r. przez papieża Piusa XII.
    „Niepokalana Boża Rodzicielka, zawsze Dziewica, Maryja, po wypełnieniu życia ziemskiego, została z ciałem i duszą do chwały niebieskiej wzięta.”

Rozum rozumem, wiedza – wiedzą, a wiara wiarą. Albo jest, albo jej nie ma. Wierzysz albo nie. Skoro przyjmuję na wiarę, że Duch Święty towarzyszy Kościołowi, pomagając coraz lepiej rozumieć Objawienie, to przyjmuję magisterium, nawet jeśli czasami go nie rozumiem. Po prostu ufam. I to był mój krok: nie pojmuję, ale ufam i przyjmuję. Na szczęście na tym się nie skończyło.

Boża? Boska?

W pewnym momencie dotarło do mnie, że dużo zamieszania w mojej głowie robią wprowadzające w błąd określenia.

Kiedy mówię: „Matka Boska”, czy nawet: „Matka Boża”, to w głowie podświadomie buduje się skojarzenie wskazujące na boskość. To przez to skojarzenie rodzi się obawa przed grzechem przeciwko pierwszemu przykazaniu.

Tymczasem Maryja nie jest boginią niczym bogini-matka obecna w wielu kultach pogańskich. Maryja w sensie teologicznym jest Matką Boga (a dokładnie Syna Bożego), a nie boską Matką. Bycie matką Syna Bożego nie czyni też Maryi żoną Boga Ojca. Proste ludzkie kalki nie sprawdzają się w myśleniu o sprawach boskich.

Dogmaty maryjne wskazują na wyjątkową więź między Matką a Synem, a także na wyjątkową, ale nie sprawczą (o czym za chwilę) Jej rolę w dziele zbawienia. Dlatego też Maryja otoczona jest w Kościele szczególnym kultem, określanym jako hiperdulia (uwielbienie doskonałe). Kult ten przewyższa kult dulia (uwielbienie) oddawany aniołom i świętym, lecz jest zarazem wyraźnie niższy niż kult latria (adoracja) należny wyłącznie Bogu.

Już przytoczony wcześniej cytat z Magnificat wskazuje na ten brak roli sprawczej. To Bóg uczynił wielkie rzeczy – podkreśla sama Maryja. Warto zwrócić uwagę również na dogmaty. Mówimy o wniebowstąpieniu Pana Jezusa, ale o wniebowzięciu Maryi. Tu o czynnym akcie, tu o biernym udziale. Pan Jezus wstępuje, czyli robi coś sam. Maryja zostaje wzięta do nieba, czyli poddaje się działaniu Bożemu.

Modlitwy maryjne to prośby o wstawiennictwo. „Módl się za nami grzesznymi” – mówimy w Pozdrowieniu Anielskim. W przepięknym „Pod Twoją obronę…” prosimy o prowadzenie do Syna, oddawanie Synowi i pojednanie z Nim. Jasno wskazuje to na rolę wstawienniczą, pomocniczą, a nie samoistnie sprawczą.

To, że kult maryjny jest szczególną formą kultu świętych, widać też mocno w formach modlitewnych pojawiających się w litaniach.

We wszystkich na początku zwracamy się bezpośrednio do Trójcy Świętej jako całości oraz osobno do Boga Ojca, Syna Bożego i Ducha Świętego. Za każdym razem używamy zwrotu „zmiłuj się nad nami”. W każdej z nich pod koniec pojawiają się też wezwania do Baranka Bożego powiązane z prośbami: „przepuść nam, Panie”, „wysłuchaj nas, Panie” oraz „zmiłuj się nad nami”.

Porównajmy jednak trzy różne litanie. Pierwsza z nich to Litania do Najdroższej Krwi Chrystusa Pana, czyli odwołująca się do osoby Trójcy Świętej. W tych miejscach, w których następuje odwołanie do Krwi Chrystusa, towarzyszy mu sformułowanie „wybaw nas”. Druga z litanii pojawiała się do mojego bloga, jest ona związana z osobą świętego. Wybrałem tu – jak łatwo się domyślić – mojego patrona od bierzmowania, czyli świętego Dyzmę, Dobrego Łotra. W zwrotach kierowanych do świętego pojawia się prośba „módl się za nami”. Ta sama forma w tej litanii pojawia się tam, gdzie zwracamy się do Maryi:

Święta Maryjo – módl się za nami
Matko Zbawiciela – módl się za nami

Na koniec zostawiłem Litanię loretańską do Najświętszej Marii Panny. Wszystkim pojawiającym się w niej kolejno wezwaniom do Maryi, a stanowią one wszak podstawową i najbardziej rozbudowaną część modlitwy, towarzyszy, podobnie jak w litanii do św. Dyzmy, wezwanie „módl się za nami”.

Po wiedzy wiara

Wiedza nie zastępuje wiary, ale bez wiedzy nie mógłbym na wiarę się otworzyć. Wiedza bowiem uspokoiła mnie, że nie ma mowy o grzechu przeciwko pierwszemu przykazaniu. Ale to nie jest też tak, że oto nagle, uzyskawszy wiedzę, nie oszukujmy się, wcale znów nie taką wielką, doznałem równocześnie iluminacji, objawienia, piorun błysnął na niebie i łaska wiary spłynęła na mnie strugami deszczu. No, nie ma tak łatwo.

Powiadają, że wiara jest łaską. O łaskę zaś można przecież prosić. I tak robiłem. To nie była jakaś pogłębiona refleksja, aż taki mądry to ja nie jestem. To było zupełnie intuicyjne działanie. Prosiłem Maryję o to, by pomogła mi zbudować relację z… Maryją.

Myślę sobie czasami, że z niebem jest jak z dobrze zorganizowaną firmą. Jeśli do takiej firmy dzwoni klient i prosi o możliwość zakupu, to firma zrobi wszystko, by kupił. Jeśli taki grzesznik puka do nieba prosząc o łaskę wiary i więzi, to takiej okazji tam nie zmarnują, a takiej prośbie nie odmówią.

Zupełnie przypadkowo trafiłem na Youtube na rozmowę z Muńkiem Staszczykiem. Wychowałem się na muzyce T.Love (no, między innymi na tej), Muniek zawsze budził we mnie taką intuicyjną sympatię, miałem okazję kiedyś go poznać i zrobić z nim wywiad. Bardzo polubiłem jego piosenkę Psalm, ale i tak nie spodziewałem się, że właśnie przez jego rozmowa z zakonnikiem będzie dla mnie tak ważnym impulsem. Nie spodziewałem się, prawdę rzekłszy, że Muniek może w ogóle mówić takie rzeczy.

Tak jak kiedyś urzekło mnie wyśpiewane przez Muńka do Pana Boga: „Tak bardzo chciałbym zostać kumplem Twym”, tak teraz trafiły we mnie celne jego słowa o przytuleniu się do Mamy.

Czasami myślę, że my sobie w głowie tworzymy fałszywe obrazy. Papież Franciszek, lubiany przeze mnie biskup Grzegorz Ryś, mój ulubiony jezuita ojciec Grzegorz Kramer SJ,  dominikanin ojciec Adam Szustak OP, czy ksiądz Jan Kaczkowski nieraz przestrzegają przed patrzeniem na Pana Boga jak na jakieś surowego sędziego, który tylko czeka na ludzkie potknięcie, żeby za nie ukarać. Podobnie jest z Maryją. Owa hiperdulia wyrażana czasami na przykład dość przedziwnymi epitetami w Litanii Loretańskiej sprawia, że ciężko popatrzeć na Maryję po prostu jak na Mamę.

Skup się na Maryi

Muniek w rozmowie z ojcem Jędrzejem opowiada między innymi o swojej wizycie w Medugorje. Pomijając już rozmaite wątpliwości dotyczące domniemanych objawień, które nie zostały uznane przez Kościół, przyznaję, że z tym elementem opowieści Muńka mam problem.

Odczuwam bowiem podświadomy dystans do cudownych obrazów, sanktuariów i kultu z nimi związanego. Od razu przypomina mi się obrazek Andrzeja Mleczki:

mleczko

Przypomina mi się również coś ważniejszego, a mianowicie fragment z Pisma Świętego:

Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! 5 Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą. 6 Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań.

Wj 20, 4-6

O ile – o czym pisałem przecież dużo w tym tekście – nie mam już problemu dotyczącego grzechu bałwochwalstwa w odniesieniu do kultu maryjnego, to w przypadku kultu sanktuariów i cudownych obrazów, zdobionych złotymi sukienkami i koronami – odczuwam, najdelikatniej ujmując, poważny dyskomfort. I dla mnie to jest już poza nieprzekraczalną granicą. Szanuję oczywiście prawo innych do własnej religijności, ale to absolutnie nie moja „bajka”.

Tak sobie myślę: lepiej skupić się na Maryi niż na obrazach, figurkach czy mniej lub bardziej okazałych sanktuariach. Lepiej przytulić się do Mamy niż do obrazka.

Z wiarą – więź

Gdy rano wstaję, na ogół spieszę się, by wyszykować dziecko do przedszkola i zaprowadzić je tam tak, by zdążyło nie tylko w ramach ustalonej godziny, ale nawet troszkę wcześniej, bo przed śniadaniem w przedszkolu dzieją się ciekawe rzeczy (np. rodzice dzieci przychodzą i czytają książki całej grupie). Kiedy już zaprowadzę dziecko do przedszkola, wycałuję, pożegnam i zobaczę, że pobiegło radośnie do sali, wracam do domu i wtedy mam chwilę dla siebie.

To jest mój czas na poranną modlitwę. Mam swój ustalony kanon modlitw, które odmawiam, bo je lubię i identyfikuję się z ich treścią, ułożoną przez innych. Potem jest mój czas na modlitwę własnymi słowami. Opowiadam, co mnie trapi. Dziękuję, bo zawsze mam za co. Przepraszam, bo też zawsze mam za co przepraszać.

I to jest mój czas na rozmowę z Mamą, czyli z Maryją. Opowiadam Jej o sprawach związanych z moją rodziną, proszę o pomoc i wstawiennictwo w naszych problemach.

Bo przecież właśnie tak jest w relacji z dziecka i mamy. Zawsze można przyjść, wyżalić się, przytulić, poprosić o pocieszenie, o pomoc.

Nie wyobrażam sobie, by tego miało w moim poranku zabraknąć.

I tu, kończąc ten długi tekst, podzielę się z Wami modlitwą św. Bernarda, którą znalazłem kiedyś w modlitewniku (uwielbiam przeglądać różne modlitewniki) i którą od razu polubiłem.

Pomnij, o Najświętsza Panno Maryjo, że nigdy nie słyszano, abyś opuściła tego, kto się do Ciebie ucieka. Twej pomocy wzywa, Ciebie o przyczynę prosi. Tą ufnością ożywiony, do Ciebie, o Panno nad pannami i Matko, biegnę, do Ciebie przychodzę, przed Tobą jako grzesznik płaczący staję. O Matko Słowa, racz nie gardzić słowami moimi, ale usłysz je łaskawie i wysłuchaj. Amen.
(Visited 413 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Zastrzyki z rivanolu

Następny tekst

Wspominki tetryka