Home»Wiara»Ostentacja

Ostentacja

0
Shares
Pinterest Google+

Jeździłem autobusami, tramwajami, metrem, chodziłem po ulicy. Od lata coś mi nie pasowało i nie mogłem zidentyfikować, o co chodzi. Aż w końcu mnie oświeciło: Praktycznie nie widziałem ludzi, którzy nosiliby na szyi krzyżyk lub medalik.

W czasach mojej młodości, czyli mniej więcej wtedy, gdy rodziły się pierwsze dinozaury, no, dobrze troszkę przesadzam, ale i tak dawno temu, tradycją było, że przy okazji pierwszej komunii dzieci dostawały pierwszy krzyżyk lub medalik oraz łańcuszek do ich noszenia. Nosili je niemal wszyscy. A przecież podobno były to czasy, gdy manifestowanie religijności i wiary (bo to nie to samo) mogło oznaczać problemy.

Dzisiaj, zwłaszcza po wyborach, niektórzy powtarzają kawał:

– Puk puk
– Kto tam?
– ABW
– Nie wierzę.
– My właśnie w tej sprawie…

Kawał sam w sobie zabawny, przesłanie już mniej. Jeśli dobrze rozumiem, niektórzy spodziewają się dyskryminacji niewierzących. Nie chcę wdawać się w takie dysputy, bo nie jestem prorokiem.

Nie ulega jednak wątpliwości, że trudno mówić o tym, by wyznawanie wiary we współczesnej Polsce mogło być źródłem problemów. Jasne, w niektórych środowiskach mogą Cię wyśmiać. I co z tego? Nic poza tym Ci nie grozi. Nie żyjemy w Syrii.

Pamiętam moment, gdy na mojej drodze powrotu do Pana Boga i powrotu do Kościoła, dojrzałem do decyzji o noszeniu krzyżyka. (Pisałem o tym tutaj.) To była dla mnie ważna decyzja, ale w gruncie rzeczy zarazem – decyzja oczywista. Wydawało mi się bowiem czymś oczywistym przyznawanie się do swojej wiary i publiczne jej wyznawanie.

„Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie” (Mt 10, 32-33)

Żyjemy w czasach, w których coraz bardziej popularny staje się pogląd, iż wiara jest sprawą wyłącznie prywatną. I wbrew pozorom nie chodzi wcale o to, że niewierzący chcą wygonić nas, wierzących, do sfery prywatnej. To my sami często w tej sferze się chowamy. Z wygodnictwa.

Jeszcze raz: nic tak naprawdę nam nie grozi, jeśli będziemy publicznie manifestować swoją wiarę. Czy ktoś da mi w mordę, bo noszę krzyżyk? Mało realne. Jeśli da mi w mordę, to raczej za to, że jest krzywa, albo że makaron mu się przypalił albo po prostu chce mojego portfela. Ktoś głupkowato się uśmiechnie albo nawet złośliwie zażartuje? I co? Umrę od tego? Wzruszę ramionami i pójdę dalej. To ten ktoś ma problem, nie ja.

Jasne, są też tacy, którzy przesadzają z ostentacją, gubiąc w niej sens Ewangelii. Kiedy słyszę o pomyśle intronizacji Pana Jezusa i ogłoszenia Go królem Polski, to zastanawiam się, czy ludzie, którzy takie pomysły zgłaszają, czytali słowa:

Odpowiedział Jezus: «Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd» (J 18, 36)

Czym innym jest otwarte wyznawanie wiary, a czym innym – narzucanie jej innym. Nosząc krzyżyk czy medalik na szyi wyznaję wiarę. Nie zmuszam innych do jej wyznawania.

Wśród Żydów wymownym znakiem wiary jest noszenie kipy, zwanej często mycką. Kiedyś młodzi polscy Żydzi, dość niechętnie podchodzący do noszenia kipy, zapytali rabina, co ta kipa właściwie oznacza. Odpowiedział im, że symbolizuje ona opiekuńczą dłoń Pana Boga na głowie każdego, kto nosi kipę. Wtedy zaczęli nosić.

I ja to noszenie krzyżyka traktuję podobnie, zwłaszcza w kontekście cytatu z Ewangelii według świętego Mateusza.

Przypomina mi się sytuacja, która przytrafiła mi się kiedyś w autobusie. Skoro od autobusów zacząłem ten tekst, to niech ta historia będzie klamrą. Wsiadłem i – jak często mam w zwyczaju – wyciągnąłem z kieszeni różaniec. Odmawiałem go sobie spokojnie, gdy mój wzrok zatrzymał się na siedzącej naprzeciw mnie starszej pani. Ona również odmawiała różaniec. Uśmiechnęliśmy się ciepło do siebie i każde z nas wróciło do modlitwy. Ona skończyła pierwsza. Gdy zobaczyła, że i ja skończyłem się modlić, mrugnęła do mnie porozumiewawczo: „Widzę, że pan też nie lubi tracić czasu”. :)

źródło fotografii: kreuz via photopin (license)
(Visited 272 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Fajny ksiądz

Następny tekst

Nie zdejmuj obrączki