Home»Wiara»Sacrum i profanum

Sacrum i profanum

0
Shares
Pinterest Google+

Choć wiadomo, że uwielbiam piwo i z ochotą próbuję coraz to nowe, to ten tekst nie będzie recenzją, skądinąd całkiem zacnych, piw sygnowanych przez tego okropnego satanistę Nergala i jego zespół Behemoth. Zaznaczam to, bo mam z tyłu głowy obawy, iż niektórzy czytelnicy mogą niestety mieć tylko takie skojarzenia z tym tytułem.

W dawnych czasach pracowałem dla jednej z organizacji żydowskich (ha! spisek ujawniony!). W naszym budynku spotkałem kiedyś rabina, który wychodził z toalety mamrocząc coś pod nosem.

– Co tam mruczysz? – spytałem.
– Jak to co? – zdziwił się – Brachot (błogosławieństwo) po wyjściu z toalety.
– Rebe, a jest błogosławieństwo przed wejściem do toalety? – zażartowałem jakże błyskotliwie.
– Nie ma – odpowiedział spokojnie.
– Dlaczego? – drążyłem, nieświadomie pogrążając się.
– Bo mógłbyś nie zdążyć odmówić – odparł patrząc na mnie z politowaniem.

Przypomniała mi się niedawno ta scena, uśmiałem się serdecznie i z ciekawości poszukałem w sieci, by odnaleźć treść tego błogosławieństwa, pamiętałem bowiem, że nie tylko dialog z rabinem, ale i treść mnie wtedy rozbawiła:

Błogosławiony jesteś Ty, Haszem, nasz Bóg, Król świata, który w mądrości ukształtowałeś człowieka i stworzyłeś w nim wiele otworów i naczyń. Jest oczywistym i wiadomym przed Tronem Twojej Chwały, że jeżeli choćby jedno z nich było zamknięte, gdy powinno być otwarte lub gdyby było otwarte, gdy ma być zamknięte, nie byłoby [dla człowieka] możliwe ocaleć i stać przed Tobą. Błogosławiony jesteś Ty, Haszem, który uzdrawiasz wszelkie ciało i działasz w sposób cudowny.

Mówimy nieraz o kulturze judeochrześcijańskiej, ale to jest jeden z obszarów, w których można dostrzec rozdźwięk między tym, co judeo a tym, co chrześcijańskie. W czym? Ano, w tym jednoznacznym zakwalifikowaniu sfery cielesności jako profanum i rozdzieleniu tego od sfery duchowej, czyli od sacrum. Przyznam, że ja sam mam jakoś w głowie opór przed myślą o odmawianiu pacierza w toalecie. Wy nie?

Pomińmy na moment odczucia i skojarzenia, jakie ze względów kulturowych rodzą się w naszych głowach na myśl o załatwianiu potrzeb fizjologicznych. Warto bowiem zwrócić uwagę na konstrukcję tej brachot. Przypomina ona o tym, że to, jaki jestem, jak funkcjonuje mój organizm, to dzieło Pana Boga. To On mnie stworzył, to On to wszystko obmyślił. I nie jest to tylko kwestia mechaniki, chemii i fizjologii, ale jest to cud, a jako taki zasługuje na podziw.

Moje ciało rzadko wzbudza we mnie podziw. Raz, że już troszkę się zestarzało; dwa, że przez choroby nie działa perfekcyjnie; trzy, że, no, wiecie, chciałoby się mieć posturę choć trochę bardziej w stronę Arnolda Schwarzennegera niż Woody’ego Allena. To moje malkontenctwo sprawia, że zapominam, iż jest ono darem, za który należy dziękować.

Nauczyliśmy się patrzeć na cielesność podejrzliwie. Jasne, można znaleźć stosowne cytaty, które by to przeciwstawienie cielesności i duchowości uzasadniały i uprawomocniały. Każdemu z nich można jednak przeciwstawić jeden kluczowy:

Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę.

Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: «Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi». I rzekł Bóg: «Oto wam daję wszelką roślinę przynoszącą ziarno po całej ziemi i wszelkie drzewo, którego owoc ma w sobie nasienie: dla was będą one pokarmem. A dla wszelkiego zwierzęcia polnego i dla wszelkiego ptactwa w powietrzu, i dla wszystkiego, co się porusza po ziemi i ma w sobie pierwiastek życia, będzie pokarmem wszelka trawa zielona». I stało się tak. A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre. 

(Rdz 1, 27-31)

Skoro więc stworzył na Swój obraz i było to dobre, to dlaczego miałbym to odrzucać i dlaczego miałbym za to nie dziękować?

Jeśli pójdziemy dalej tropem Księgi Rodzaju i dojdziemy do grzechu pierworodnego, czyli do źródła wszelkiej grzeszności, która dziś nam towarzyszy, to uświadomimy sobie, iż ten pierworodny grzech nie wziął się z ciała, lecz właśnie z ducha. Czyli z sacrum, a nie z profanum, posługując tym prostym przypisaniem. Adam i Ewa zjedli owoc nie z głodu przecież, prawda?

Dopiero ten pierwszy grzech pochodzący z ich duchowości doprowadził do rozdzielenia sacrum od profanum. Paradoksalnie, z czasem zaczęliśmy patrzeć podejrzliwie na ciało, choć to nasz duch zawinił. A to usypia czujność. Gdy skupiamy się na ciele, może nam umknąć zagrożenie, które przyjdzie ze strony ducha.

To rozdzielenie sacrum i profanum i uznanie cielesności za coś niegodnego sprawia, że trudno jest nam radośnie wyrażać uwielbienie. Wstydzimy się ciała, więc wstydzimy się też tańczyć, skakać. Wydaje nam się, że „to się nie godzi, to nie wypada”. Ileż razy to słyszałem. Ileż razy – co gorsza – sam to myślałem.

Pocieszające jest, że choć powoli, to jednak, również w Kościele, coś się zmienia. Z oporami, bo to myślenie „nie wypada” jest mocno zakorzenione.

Przy tej okazji pomyślałem od razu o tekście, który zna chyba każdy:

Ślachetne zdrowie,
Nikt się nie dowie,
Jako smakujesz,
Aż się zepsujesz.

Tam człowiek prawie
Widzi na jawie
I sam to powie,
Że nic nad zdrowie
Ani lepszego,

Ani droższego;
Bo dobre mienie,
Perły, kamienie,
Także wiek młody
I dar urody,

Mieśca wysokie,
Władze szerokie Dobre są, ale —
Gdy zdrowie w cale.
Gdzie nie masz siły,
I świat niemiły.

Klinocie drogi,
Mój dom ubogi
Oddany tobie
Ulubuj sobie!

Jan Kochanowski, „Na zdrowie”

To teraz wróćmy na moment mocno do profanum: Czy dziękowaliście kiedyś Panu Bogu za swój układ wydalniczy? :)

(Visited 263 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

IV Tajemnica Radosna - Ofiarowanie w świątyni

Następny tekst

Dzień Bezpiecznego Internetu