Home»Wiara»Przeczytane»Co pisał Pan Jezus na piasku?

Co pisał Pan Jezus na piasku?

0
Shares
Pinterest Google+

W Piśmie Świętym nie ma przypadków, nie ma słów pozbawionych znaczenia i sensu. Jeśli coś się pojawia, to zawsze po coś. Tak jest też z opowieścią o cudzołożnicy.

Ewangelia nie podaje nam imienia kobiety, którą przyprowadzono do Pana Jezusa. Wiele osób sądzi, iż była to Maria Magdalena, ale to akurat zasługa jednego z papieży, św. Grzegorza Wielkiego, który na potrzeby bieżące połączył kilka postaci w jedną. Stworzył ladacznicę, mającą posłużyć mu do walki z ówczesną plagą nierządu. No, ale to są akurat didaskalia.

Jezus udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał ich. Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz? Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień. I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił? A ona odrzekła: Nikt, Panie! Rzekł do niej Jezus: I Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz.

(J 8,1-11)

Nicolas Poussin, Jezus i cudzołożnica, Wikimedia Commons
Nicolas Poussin, Jezus i cudzołożnica, Wikimedia Commons

Pisanie na piasku

Dwukrotnie w tym krótkim fragmencie ewangelista wspomina o tym, że Jezus pisał na piasku. Dwukrotnie. Bez powodu o tym nie wspomina. Powtórzenie ma, jak sądzę, szczególnie mocno zwrócić uwagę czytających na ten fakt.

Sęk w tym, że Ewangelia nie daje nam odpowiedzi na pytanie zasadnicze: Co takiego Pan Jezus na tym piasku pisał?

A może to nie ma znaczenia, co pisał? Gdyby miało, pewnie by nam autor to wyjawił. Może chodzi o sam fakt pisania na piasku? Ale to by sobie Pan Jezus mógł mazać, szlaczki robić, serduszka i kwiatuszki rysować. A przecież pisał.

Czasami myślę sobie, że ten święty Jan zrobił to specjalnie, że to jak z tym zajączkiem: Nie o to chodzi, by go złapać, ale by go gonić. Nie chodzi o to, żebyśmy sobie odpowiedzieli na to pytanie, ale – żebyśmy je sobie stawiali i tej odpowiedzi szukali. Może… Kto wie…

W jednej ze swych homilii biskup Grzegorz Ryś (wiadomo: mój ulubiony) stawia hipotezę, iż Pan Jezus pisał na piasku słowo „cudzołóstwo”, czyli pisał grzech tej kobiety, a wiatr to słowo rozwiewał. A ze słowem i piaskiem rozwiewał się grzech. To piękna wizja, przyznaję. Z drugiej strony, wiecie, w kontekście tej historii na osoby o imieniu Grzegorz to lepiej uważać, bo jeden, choć papież i święty, już w tej kwestii nieźle namieszał.

Wielu odnosi ten gest pisania do tekstu proroka Jeremiasza:

Nadziejo Izraela, Panie! Wszyscy, którzy cię opuszczają, będą zawstydzeni, a ci, którzy od ciebie odstępują, będą zapisani na piasku, gdyż opuścili Pana, źródło wód żywych!

Jr 17, 13

Jezus miał więc pisać na piasku imiona. Ci, którzy stali z kamieniami w dłoniach, już samym tym mogli czuć się zadziwieni. Skąd On zna nasze imiona?

Święty Hieronim idzie tym tropem jeszcze dalej, twierdząc, iż Pan Jezus pisał na piasku grzechy tych, którzy tylko czekali, by rozpocząć kamienowanie. To trudna wizja, ale w moim odczuciu piękna: Skonfrontował ich z ich własną grzesznością. Logiczne po tym staje się wezwanie: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień.”

Bo przecież nikt z nas nie jest bez grzechu, choć chcemy postrzegać siebie jako sprawiedliwych. Właśnie przez to tak trudno nam pojąć i zgodzić się na Boże miłosierdzie: Bo wydaje nam się, że jesteśmy bez grzechu, a darowanie win tym innym jest niesprawiedliwe. Wolimy nie myśleć o tym, że to miłosierdzie dotyczy nas tak samo albo i bardziej. Wiem coś o tym. Ileż to razy w moim życiu wydawałem sądy, mocne, stanowcze. Przecież – jak sądziłem – miałem prawo, byłem tym dobrym. Życie pokazało mi, jak bardzo się myliłem.

Henryk Siemiradzki, Jezus i cudzołożnica, Wikimedia Commons
Henryk Siemiradzki, Jezus i cudzołożnica, Wikimedia Commons

Gdzie jest mężczyzna?

Jest też taka teoria, że Jezus na piasku wypisuje pytanie o to, gdzie jest mężczyzna, z którym przyprowadzona kobieta grzeszyła. Wszak wszyscy wiemy, że „do tanga trzeba dwojga”. Sama ze sobą nie cudzołożyła. Czy to ona zdradzała z kimś swego męża, czy to jakiś mężczyzna zdradzał z nią swoją żonę – na pewno nie była w tym grzechu sama.

Ja już kiedyś pisałem o tym, że Pan Jezus jest cichym feministą. I można tę teorię rozwinąć oczywiście w tym kierunku, czyli pisać o tym, że w kulturze patriarchalnej w sferze seksualnej kobieta traktowana gorzej, obarczana winą za wszystko, i tak dalej, i tak dalej. I to będzie oczywiście szczera prawda. Ale ja nie o tym wcale chciałem pisać.

Gdzie jest ten mężczyzna zatem? Uciekł tchórzliwie? A może puścili go wolno, skupiając się na kobiecie? Tego nie wiemy.

Mamy kobietę, pochwyconą, prowadzoną do świątyni na sąd. Możemy się tylko domyślać, że ci, co ją pochwycili, raczej nie byli mili, uprzejmi i delikatnie. Pewnie ją ciągnęli za włosy, zapewne ją popychali, szarpali, bili i lżyli. Wiedziała też, co będzie na końcu, bo przecież prawo tajne nie było. Wiedziała, że czeka ją śmierć, i to śmierć bardzo okrutna. Z pewnością bała się i próbowała w myślach przygotować na koniec.

A mężczyzna? Może cieszył się, że udało mu się uciec? Może nawet obserwował z ukrycia, jak prowadzą jego kochankę na śmierć?

I choć mogło mu się wydawać, że mu się poszczęściło, to przecież tak naprawdę to on wyszedł na tym wszystkim gorzej. Ona nie tylko ocaliła życie, ale też uzyskała odpuszczenie grzechu. Doświadczyła Bożego miłosierdzia, które ją oczyściło. Jezus zmazał jej grzech jak wiatr zwiewał słowa pisane na piasku. Odpuścił jej winy i wezwał, by nie grzeszyła więcej. Dostała drugie życie, drugą szansę.

A on co? A on został z grzechem, którego nie obmył i ze świadomością, że zostawił kobietę na śmierć, bo uciekł lub skorzystał z okazji, by odejść.

Skonfrontowanie z grzechem, konieczność stanięcia przed sądem, przed osądem publicznym – to jest niezwykle trudne. Wiem coś o tym. Cholernie trudne. Świat wali się na głowę i wydaje się, że to już koniec, że już dalej nie ma nic, żadnej przyszłości.

Ale właśnie wtedy pojawia się Pan Jezus i Jego miłosierdzie. O tym też coś wiem.

ilustracja główna:
Pieter Bruegel starszy, Jezus i cudzołożnica, Wikimedia Commons
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Historia o wolności i pozornej porażce

Następny tekst

Rozmowy przy Kawie