Home»Wiara»Przeczytane»Historia o wolności i pozornej porażce

Historia o wolności i pozornej porażce

1
Shares
Pinterest Google+

Na temat syna marnotrawnego, jego ojca i „sprawiedliwego” brata napisano już oceany słów. Dla mnie jest to historia o wolności i pozornej porażce wychowawczej.

Zacznijmy od tekstu źródłowego. Z Ewangelią zawsze lepiej:

W owym czasie zbliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie. Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi. Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: Powiedział też: Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada. Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie. A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników. Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem. Lecz ojciec rzekł do swoich sług: Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi. Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się. I zaczęli się bawić. Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu rzekł: Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego. Na to rozgniewał się i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedział ojcu: Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę. Lecz on mu odpowiedział: Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy. A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył, zaginął a odnalazł się.

(Łk 15,1-3.11-32)

Złachmaniony

Przeczytałem dziś kilka ładnych komentarzy do tej przypowieści. Pierwszy z nich, krótki, to wpis zakonnicy, którą świetnie znam, choć ona pewnie mnie nie pamięta:

To jest – nie ukrywam – ten przekaz z przypowieści, który bardzo, bardzo lubię. Ileż to razy dziękowałem Panu Bogu, że nie tylko mnie przyjmuje wciąż na nowo, ale że po mnie właśnie wychodzi, kiedy sam nie mam siły, odwagi, albo mądrości, by do Niego wrócić!

Ileż to razy szedłem do spowiedzi z naprawdę szczerą wolą poprawy, by już wkrótce wrócić z tym samym grzechem. I ze świadomością swojej porażki – że znów nie dałem rady, że znów Go zawiodłem. A On wybaczał.

To jest tajemnica trudna do pojęcia tak po ludzku. No, bo przecież my mamy nawet pojęcie recydywy. Gdy ktoś popełnia ponownie ten sam błąd, osądzamy go od razu znacznie surowiej. Mamy to nawet wpisane w system prawa karnego. To jest to ludzkie spojrzenie, które kompletnie nie przystaje do Pana Boga. Ten bowiem czyni zupełnie inaczej.

I całe szczęście. Kiepsko bym wyglądał, wszyscy kiepsko byśmy na tym wyszli, gdyby Pan Bóg patrzył na nas „po ludzku”.

Grzeszni sprawiedliwi, sprawiedliwi grzeszni

Drugi, znacznie dłuższy, to tekst mojego ulubionego jezuity, czyli o. Grzegorza Kramera SJ pod tytułem Żeby się nie wyniósł. Grzegorz słusznie zwraca uwagę na kontekst tej przypowieści. Pan Jezus nie kieruje jej wcale do tych, których w pierwszym odruchu określilibyśmy jako grzeszników, ale – do tych, którzy sami siebie uznają za sprawiedliwych. To oni szemrają, nie podoba im się nauczanie Pana Jezusa i to Jego bratanie się z grzesznikami. No, bo jakże to tak?

Tu warto odwołać się do trzeciego tekstu, czyli książki Skandal Miłosierdzia autorstwa biskupa Grzegorza Rysia.

Biskup Grzegorz bowiem zwraca uwagę na drugiego z synów, tego „sprawiedliwego”. On nie opuścił swojego ojca, nie przepuścił fortuny na zbytki i grzeszne uciechy, on był przy ojcu i ciężko pracował, a teraz ma pretensje, że dla niego ojciec uczty nie wyprawił.

I to przez obraz tego „sprawiedliwego” syna Pan Jezus zwraca się do tych „sprawiedliwych”, którzy oburzają się na Jego przesiadywanie z grzesznikami.

Biskup Grzegorz nazywa to skandalem miłosierdzia. Właśnie to, że w naszym rozumieniu Pan Bóg jest niesprawiedliwy przez Swoje miłosierdzie. Wydaje nam się niesprawiedliwym, że oto my się staramy żyć dobrze, a Pan Bóg cieszy się z nawróconego grzesznika. Ba! Sam do tego grzesznika wychodzi i zabiega o to, by ten się nawrócił.

To troszkę jak u operatorów telekomunikacyjnych. Stali klienci są notorycznie rozżaleni, że operator walczy o nowych i oferuje im atrakcyjne warunki, a tych wiernych, w ich przekonaniu, traktuje gorzej. No, dobra, tak po ludzku: to czy to musi być alternatywa? Czy Pan Bóg nie mógłby sobie zabiegać o tych grzeszników, skoro lubi, ale jednak dbać też o tych sprawiedliwych? Sęk w tym, że dba, ale oni nie potrafią tego dostrzec ani docenić. Może właśnie dlatego, że wcale nie są tak sprawiedliwi, jak im się wydaje?

Ale ja nie o tym wcale chciałem, lepiej niż ojciec Grzegorz i niż biskup Grzegorz o tym nie napiszę, więc sięgnij, Drogi Czytelniku, lepiej do ich tekstów.

Bezsilny wobec wolności

Stwarzając człowieka na Swój obraz i podobieństwo, Pan Bóg obdarzył go wolną wolą. Jesteśmy istotami wolnymi. Wolny jest również syn z przypowieści. W tej wolności podejmuje decyzję o opuszczeniu swojego ojca.

Rodzic na ogół chce dobrze dla swojego dziecka. Ma od niego więcej doświadczenia życiowego, więcej informacji, które ułatwiają przewidywanie konsekwencji dokonywanych wyborów. To rodzi naturalną pokusę decydowania za dziecko, „bo ja wiem lepiej”. I często faktycznie rodzic wie lepiej, słusznie przewiduje skutki różnych zachowań i decyzji dziecka.

Tak sobie myślę, że ojciec z przypowieści pewnie wiedział, że pomysł jego syna nie jest dobry, być może przewidywał, że pieniądze pójdą na zatracenie, że syn zmarnuje sobie życie. A jednak nie zatrzymał go, dał mu to, czego syn żądał i pozwolił mu odejść.

Jako rodzice często jesteśmy bezsilni. Ta bezsilność to coś, z czym musimy się zmagać i nauczyć się jej. Nie przeżyjemy przecież życia za dzieci. Muszą popełniać błędy, muszą się sparzyć, podejmować błędne decyzje, bo to ich prawo.

Myślę sobie więc o tym ojcu, który wypuścił syna z domu, uszanował jego wolność i został w poczuciu porażki wychowawczej. Został z myślą: Jak ja go, cholera, wychowałem? Zażądał pieniędzy, poszedł, nie uszanował. Został ze strachem o swoje dziecko. Taki jest los rodziców.

Tak naprawdę nie poniósł porażki. Odniósł zwycięstwo. Właśnie w tym odejściu syna. Jasne, miło nie było. Wychował jednak syna, szanując jego wolność do popełniania błędów i podejmowanie totalnie niemądrych decyzji. Wielu rodziców tego nie umie i to się potem na nich mści, bo dzieci prędzej czy później i tak zaczną same decydować o sobie, ale będzie to wtedy znacznie, znacznie trudniejsze. I dla dzieci, i dla rodziców.

Ojciec z przypowieści odniósł zwycięstwo podwójne. Drugim było to, że syn wrócił. Narozrabiał jak pijany zając na miedzy, wpadł w tarapaty z własnej winy i na własne życzenie, ale czuł, że ma dokąd wrócić. To był największy sukces ojca.

Nie mogę pisać o ojcu, bo mój Tata zmarł, gdy byłem bardzo młodym osobnikiem. Ale mogę pisać o mojej Mamie. Nasze relacje bywały trudne, ale zawsze wiedziałem, że mogę na nią liczyć i zawsze miałem pewność, że mam dokąd wrócić, cokolwiek by się w moim życiu nie wydarzyło. Byłem pewny Jej i jej miłości. I zdarzało mi się wracać do rodzinnego domu niczym ów syn marnotrawny.

Nieraz ludzie mówią, że matka kocha bezwarunkowo, zaś ojciec – pod pewnymi warunkami. Ojciec jakoby stawia wymagania i kocha, gdy dziecko je spełnia lub przynajmniej stara się spełniać. Przypowieść o synu marnotrawnym temu przeczy. Ojciec kocha bezwarunkowo.

Lubię myśleć o Panu Bogu: Dobry Tata. W nauczaniu kościelnym często używa się słowa Ojciec na określenie Pana Boga. A ja wolę słowo Tata.

I zastanawiam się czasami, co czuje Dobry Tata, gdy podejmuję złe decyzje, gdy głupio wybieram, kiedy odchodzę, by wpaść w tarapaty. A On wie, że tak będzie. Wie, ale nie może nic zrobić przez szacunek dla mojej wolności. Zastanawiam się, co On czuje, gdy wie, że wpadłem w tarapaty, ale, żeby nie naruszyć mojej wolnej woli, nie może mi pomóc, dopóki nie zechcę wrócić.

Jakoś Mu nie zazdroszczę.

Ilustracja: Powrót syna marnotrawnego, Italian (Neapolitan), źródło: Wikimedia
(Visited 245 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Nie zdejmuj obrączki

Następny tekst

Co pisał Pan Jezus na piasku?