Home»Kultura»Pilecki – recenzja filmu

Pilecki – recenzja filmu

0
Shares
Pinterest Google+

Gdyby ktoś z Was wpadł na szaleńczy pomysł obejrzenia filmu Pilecki, to mam dobrą radę: Człowieku! Nie popełniaj mojego błędu! Nie rób tego! Zatrzymaj się, póki nie jest za późno.

To smutne, że tak piękną historię ktoś opowiedział w sposób tak nieudolny, a tak piękną postać – zagrał w sposób drewniany. To smutne, że z opowieści fascynującej uczyniono coś tak nudnego, ckliwego i schematycznego. To było coś tak złego, że ludzie odpowiedzialni za to „dzieło” już nigdy nie powinni robić żadnego filmu – dla dobra własnego i otoczenia.

Ja nie wątpię w dobre intencje całej ekipy. Postać rotmistrza Witolda Pileckiego i jego życie aż proszą się o dobry film. Kluczowe jest tu jednak słowo „dobry”. Nie dziwię się, że ekipa miała ogromną motywację, by ten film powstał, zwłaszcza że wiem, jak trudne było zrealizowanie tego przedsięwzięcia.

Nie bez powodu piszę o mojej absolutnej wierze w dobre intencje. Taki film można było nakręcić w złej wierze – aby młodzi ludzie znielubili postać Pileckiego. Można go było nakręcić też z czystej nieudolności. Mogło być też tak, że pomnikowość bohatera i niezwykłość jego biografii przytłoczyły twórców filmu. Ale to tym mocniej świadczy o ich artystycznej nieudolności.

Jest taka anegdota, którą usłyszałem kiedyś opowiadaną niezwykłym głosem przez Franciszka Pieczkę. Krakowski malarz z przełomu XIX i XX wieku Jan Styka postanowił namalować monumentalny obraz Matki Boskiej. Ta, najwyraźniej znając „wartość artystyczną” dotychczasowych dokonań malarskich Styki, objawiła mu się i powiedziała: „Ty mnie nie maluj na kolanach, ty mnie maluj dobrze”.

Pozostaje żałować, że żaden z twórców filmu nie przeżył podobnego objawienia.

szorty-nie-zawsze-kulturalne

Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Strefa osobista

Następny tekst

Filtr pobożności