Home»Rodzina»Strefa osobista

Strefa osobista

1
Shares
Pinterest Google+

Przeczytałem ostatnio tekst, którego autorka z zadziwieniem połączonym z niesmakiem, a może oburzeniem, opisywała związki, w których jedna osoba nie chce, jak to zdefiniowała czymś dzielić się z drugą. Zdefiniowała to jako związek z ograniczonym zaufaniem. Wyrazy współczucia.

Przeczytaj wspomniany tekst w Mamadu →

Gdy moja Żona prosi mnie, bym podał jej coś z portfela, podaję jej całą jej torebkę, w której trzyma portfel. Nie chcę grzebać nie tylko w samym portfelu, ale nawet w torebce, w której on jest. Bo to jest jej przestrzeń, jej sfera. I ja w tę przestrzeń nie chcę wkraczać.

Nie korzystam z telefonu swojej Żony, tak, jak nie chcę, by ona korzystała z mojego. Nie dlatego, że mam w nim coś, co chciałbym przed nią ukryć, bo nie mam. To moja przestrzeń osobista. Każdy człowiek ma swoją osobistą przestrzeń, a przynajmniej powinien ją mieć, choć oczywiście u każdego może ona być inna.

Nie znoszę, gdy ktokolwiek, nawet moja ukochana Żona, korzysta z mojego komputera. Nie dlatego, że obawiam się, iż ów ktoś znajdzie w nim coś, czego nie powinien. Po prostu to jest moje narzędzie pracy, mam tu wszystko poukładane po swojemu, często zostawiam mnóstwo otwartych okien różnych programów, w których akurat pracuję. To nie jest kwestia zaufania, tylko komfortu mojej pracy: Nie chcę, by ktoś mi coś pozmieniał, poprzestawiał, bo to by ten komfort naruszyło. Gdybyśmy mieli jeden komputer, po prostu zrobiłbym na nim osobne konta.

Co gorsze: Jakoś zupełnie nie podoba mi się koncepcja, by moja Żona podbierała mi bokserki z szafy. A i ja wolałbym nie podbierać z kolei jej bielizny. Nie dzielę się też szczoteczką do zębów.

To jeszcze nic: Jestem takim degeneratem związkowym, iż mam swój kubek do kawy, z którego nikt poza mną nie pije. Herbatę zaś piję co prawda w dowolnej szklance, ale za to szklanka musi być w podstawce, mojej własnej, którą przywiozła mi moja Mama z Ukrainy. I nikt poza mną tej podstawki nie ma prawa użyć. Jedyne, co może mnie jakkolwiek usprawiedliwić, choć nie jestem pewien, czy rzeczywiście może, to fakt, że Żona ma swój kubek i swoją podstawkę do szklanki.

fence-238475

Nie mam pojęcia, ile lat ma autorka feralnego tekstu, ani jakie są jej doświadczenia życia w związku. Nie mi to oceniać. Nie zmienia to faktu, iż poziom naiwności przemyśleń w połączeniu z nieustająco zadziwiającą mnie u autorów pewnością własnych sądów wskazuje na niewielkie doświadczenie życiowe. (Z wiekiem, zmartwię Czytelników, a zwłaszcza Czytelniczki, to tak nie działa – są wszak starzy a głupi, prawda?)

Czy w sprawie życia i śmierci pozwoliłbym skorzystać z telefonu, komputera albo pożyczył swój kubek? No, nie wiem, nie wiem… Dobra, pewnie bym pożyczył. Ale nie widzę powodu, by robić to w innych sytuacjach.

Czy to ma związek z zaufaniem, zwłaszcza ograniczonym? Nie ma. Żadnego. To ma związek właśnie z pojęciem przestrzeni osobistej.

dystanse poznawcze u człowieka - wykonanie: Firmovo
dystanse poznawcze u człowieka – wykonanie: Firmovo

Amerykański etolog Edward Hall badał problem dystansu personalnego u ludzi. Opisał 4 sfery, czy też cztery poziomy:

Dystans intymny
Strefa najbliższa, rozciągająca się od skóry do ok. 45 cm. Tu dopuszczamy jedynie osoby bardzo bliskie, np. męża lub żonę, chłopaka lub dziewczynę, czy dziecko.

Dystans osobniczy
Jest to strefa prywatna, która rozciąga się na dystans od 45 do 120 cm od skóry. Dopuszcza się do niej ludzi nam znanych: przyjaciele, dobrzy znajomi, rodzina.

Dystans społeczny
Jest to dystans dla ludzi obcych i znajomych, z którymi nie wiążą nas zażyłe stosunki, czyli od 1,2 do 3,6 metrów. W tym dystansie załatwiane są także wszelkie oficjalne sprawy.

Dystans publiczny
Rozciąga się powyżej 3,5 metra. Taka odległość zachowywana jest wobec osób publicznych.

Oczywiście trzeba brać pod uwagę, że te odległości mogą różnić się w zależności od norm kulturowych, w których funkcjonujemy (Hall badał klasę średnią w USA), ale i od indywidualnych potrzeb każdego człowieka. Wyznaczanie tych granic, ich przestrzeganie bądź naruszanie stanowią ważny element komunikacji niewerbalnej.

Zainteresowanych odsyłam do prac Edwarda Halla oraz Georga Tragera.

Badacze ci skupiali się na problemie przestrzeni fizycznej, ale takie strefy dystansu da się również wyznaczać w warstwie symbolicznej. Dlatego na przykład mogę poczęstować kogoś obcego papierosem, ale nie dam mu np. pić z mojego naczynia. Stąd mogę akceptować to, że korzysta z mojego komputera, ale z telefonu już nie. Chętnie pójdę z Tobą do kina, ale na ryby to jednak jadę sam. Każdy inaczej wyznacza te symboliczne strefy dystansu.

Ich wyznaczanie jest nie tylko normalne, ale wręcz pożądane i zdrowe. W większości przypadków związki, w których partnerzy nie wyznaczają sobie takich stref tylko dla siebie, bądź też – te strefy nie są przez drugą stronę szanowane, na dłuższą metę funkcjonują kiepsko. Jasne, może być taki etap w relacji, gdy zakochani gruchają niczym gołąbeczki, spijają sobie z dzióbków, świata poza sobą nie widzą, najchętniej wszystko robili razem i nie odstępowaliby siebie na krok. Ale na dłuższą metę tak się nie da.

Skoro autorka wspomnianego tekstu tego nie wie, to cóż… pozostaje współczuć. Jej oraz jej wybrankowi. Zderzenie wizji rodem z romansideł z rzeczywistością bywa bardzo bolesne.

Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Bez kompromisu

Następny tekst

Pilecki - recenzja filmu