Home»Wiara»Rafy»Eutanazja Boga, czyli piękno upadku

Eutanazja Boga, czyli piękno upadku

0
Shares
Pinterest Google+

Kluczowym momentem wszystkiego jest upadek. Kto nie upada, ten tak naprawdę nie żyje. Ten niczego nie wie, niczego nie rozumie. Upadek jest kluczowym momentem wszystkiego.

Kiedy uczymy się siadać, upadamy. Kiedy uczymy się stać, upadamy. Kiedy uczymy się chodzić, upadamy. Kiedy uczymy się żyć, upadamy.

Święty Piotr mógł zostać pierwszym papieżem dopiero wtedy, gdy upadł najniżej, jak mógł upaść – gdy wbrew swoim obietnicom, a zgodnie z zapowiedziami, trzykrotnie tchórzliwie zaparł się swojego Mistrza. Musiał upaść. Musiał ten upadek przetrawić, przeżyć.

Upadek uczy bowiem pokory. Uczy empatii. Święty Piotr musiał upaść, żeby już jako papież rozumiał, że inni też upadają. Syty głodnego nie zrozumie. Ten, kto sądzi, że nie upadł, nie rozumie tych, którzy upadli, choć – co paradoksalne – on właśnie upadł niżej od nich.

Upadków się wstydzimy. Wyrzucamy je z życia, z pamięci, odsuwamy jak najdalej od siebie. Chcemy ich unikać, czasem za wszelką cenę. Czasem za cenę tego, by w ogóle nie wstawać.

W liturgii Drogi Krzyżowej trzykrotnie rozważamy upadek Pana Jezusa. Bóg upada. Trzy razy! A my się wstydzimy upadków?

Zacząłem pisać ten tekst przeczytawszy wypowiedź o. Grzegorza Kramera SJ na temat cudu eucharystycznego oraz dyskusji pod tą wypowiedzią. Jedna z uczestniczek napisała tam taki komentarz:

Też mnie zawsze zastanawiało odkładanie upuszczonej hostii do naczynka i jakoś wewnętrznie wszystko we mnie się buntuje. Upuszczony, opuszczony Bóg.

Przyznam bez bicia – walnęło mnie jak obuchem. Przeczytałem i stanąłem, z wrażenia nie mogąc złapać oddechu. Ta wizja jest – przynajmniej dla mnie – porażająca.

Tak wstydzimy się upadków, że Boga, który upadł, chcemy rozpuścić w wodzie, a w ten sposób unicestwić. Jakbyśmy dokonywali eutanazji, chowając się za opowieścią o oddawaniu szacunku po profanacji. Bo przecież wierzymy, że w tej hostii, która upadła, jest Bóg. Namacalnie. I tego Boga, który upadł, upadł z naszej winy, przez naszą nieuwagę, odkładamy i unicestwiamy. Upadek ma być profanacją, a odpowiedzią na niego – unicestwienie.

Kiedy byłem mały, uczono mnie, że, gdy upadnie mi kawałek chleba, trzeba go podnieść, ucałować i zjeść. Tak okazuje się szacunek. I nie, nie zamierzam postulować rewolucji w nakazach liturgicznych. Nie moja to przecież rola. Dzielę się myślami i emocjami – w końcu blog to podobno przede wszystkim emocje.

Dla mnie wizja upuszczonego i opuszczonego Boga, którego człowiek próbuje rozpuścić, jest wizją niezwykle poruszającą i raniącą. Tyle. Tylko tyle i aż tyle.

  1. Przywoływany wpis o. Grzegorza Kramera
  2. Tak, wiem, że sposób postępowania z komunikantem jest uregulowany przepisami kościelnymi i to uregulowanie ma swoje uzasadnienie teologiczne.
(Visited 132 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

The Beaver (Podwójne życie) - recenzja filmu

Następny tekst

Postaw czerwonego sukna