Home»Społeczeństwo»Kilka myśli po starciach w Gdańsku

Kilka myśli po starciach w Gdańsku

0
Shares
Pinterest Google+

Czy podobają mi się manifestacje środowisk homoseksualnych? Nie, nie podobają. Muzyka Szymanowskiego i Pendereckiego też mi się nie podoba. Dlatego jej nie słucham.

Mój stosunek do środowisk homoseksualnych i ich publicznej aktywności da się wyrazić krótko: Tolerancja, czyli brak akceptacji. Tolerancja oznacza wszak znoszenie tego, czego nie akceptuję. Pisałem o tym swego czasu przy okazji masowego zmieniania zdjęć profilowych na Facebooku na tęczowe.

Nie zmienia to faktu, że, dopóki ktoś nie łamie prawa, to wolno mu manifestować, ile dusza zapragnie. Ci, którym to się nie podoba, mają z kolei prawo do kontrmanifestacji.

Jest natomiast jedno „ale”. Kontrmanifestacja nie może polegać na łamaniu prawa, a starcia z policją są łamaniem prawa. Kontrmanifestacja nie powinna też polegać na okazywaniu pogardy. To jednak jest już kwestią kultury, a nie prawa. Tej zaś nikt przecież nie oczekuje od ludzi, których główną rozrywką jest, niezależnie od powodów, bicie się ze stróżami porządku.

Nie po chrześcijańsku

Ci, którzy zakłócają manifestacje środowisk homoseksualnych, nie tylko tę konkretną w Gdańsku, lubią powoływać się na wartości chrześcijańskie, na tradycję. Skandują „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Ze wszystkimi tymi hasłami – mam poczucie – głęboko się rozmijają. Ja jednak skupię się na tym pierwszym, bo to jest dla mnie najważniejsze – na Panu Bogu.

Przeczytałem dziś, zupełnie niezależnie od całej tej historii, piękne słowa krakowskiego biskupa Grzegorza Rysia, którego często przywołuję na moim blogu. Czytałem je, zanim trafiłem na relacje dotyczące zajść w Gdańsku i nie miałem pojęcia, jak bardzo będą pasować do tego tekstu:

Nie bijcie się za Jezusa. Z nikim. Nie bijcie się za Niego.

bp Grzegorz Ryś

Zakładam, że nie każdy musi być fanem biskupa Grzegorza, choć, przyznaję, trudno mi pojąć, że ktoś mógłby nim nie być. Pozwolę więc odwołać się do autorytetu zdecydowanie wyższego, czyli do samego Pana Jezusa:

Lecz powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają. Jeśli cię kto uderzy w [jeden] policzek, nadstaw mu i drugi! Jeśli bierze ci płaszcz, nie broń mu i szaty! Daj każdemu, kto cię prosi, a nie dopominaj się zwrotu od tego, który bierze twoje.

Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie! Jeśli bowiem miłujecie tych tylko, którzy was miłują, jakaż za to dla was wdzięczność? Przecież i grzesznicy miłość okazują tym, którzy ich miłują. I jeśli dobrze czynicie tym tylko, którzy wam dobrze czynią, jaka za to dla was wdzięczność? I grzesznicy to samo czynią. Jeśli pożyczek udzielacie tym, od których spodziewacie się zwrotu, jakaż za to dla was wdzięczność? I grzesznicy grzesznikom pożyczają, żeby tyleż samo otrzymać. Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka, i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych. Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny.

Łk 6, 27-36

Skoro państwo tzw. konserwatyści i tzw. prawicowcy (bo z prawicą i z konserwatyzmem tak naprawdę mają tyle wspólnego, co ja z chińskim baletem) tak lubią powoływać się na wiarę chrześcijańską, to może warto byłoby poczytać Ewangelię i posłuchać Pana Jezusa? A żeby tak tę edukację religijną jeszcze „ubogacić”, to podpowiem jeszcze inny cytat:

Odpowiedział Jezus: „Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd”.

J 18, 36

Nie da się pogodzić bycia chrześcijaninem z pogardą do innego człowieka, nawet jeśli nie akceptuje się jego wyborów i zachowań. Niezależnie bowiem od tego, jak złych wyborów człowiek dokonuje i jak bardzo one mi się nie podobają, to trzeba pamiętać, że:

Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę. (…) A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre.

Rdz 1, 27-31

Czasami odnoszę jednak wrażenie, iż jest we mnie wciąż spora doza naiwności, skoro wydaje mi się, że do osób, które wykrzykują „Trójmiasto nie chce pedałów”, można przemówić argumentami wiary.

Synowie pułku, a córka partii

W czasie manifestacji policja zatrzymała córkę radnej z ramienia PiS. Obie panie aktywnie zakłócają niemal każdą manifestację w Trójmieście (poza tymi z ich punktu widzenia „słusznymi” oczywiście). Sama córka ma zaś bogatą kartotekę policyjną.

To, że narodowcy próbują wmawiać wszystkim, iż dziewczę spokojnie czekało na tramwaj, może co najwyżej bawić, zwłaszcza że ruch tramwajowy był wstrzymany. W internecie dostępna jest już fotograficzna dokumentacja tego spokojnego czekania. Mnie ubawił jeden z memów (zatrzymana córka radnej to ta pani w środku zdjęcia):

13235385_1218599678180450_6347050100932376731_o

Nie ubawiło mnie jednak to, że głos w tej sprawie zabrał urzędujący minister spraw wewnętrzny, partyjny kolega pani radnej. A właściwie: nie ubawiło mnie to, w jaki sposób pan minister zabrał głos.

Po szefie resortu spraw wewnętrznych, nadzorującym m.in. pracę policji, spodziewałbym się bowiem, że w takiej sytuacji stanie murem po stronie stróżów prawa. Odpowiada wszak za bezpieczeństwo publiczne. Pan minister Mariusz Błaszczak był uprzejmy wypowiedzieć się tak oto:

Sam fakt brutalnego potraktowania przez policję młodej kobiety, która prawdopodobnie nie była agresywna, powalenie na ziemie tej pani, skrępowanie, przyciskanie do ziemi, to jest nieakceptowalne. Ja takiego zachowania nie akceptuję, powiedziałem to komendantowi głównemu policji, bo to wszystko wskazuje, że policja jest silna wobec słabych, a policja powinna być silna wobec silnych.

Oglądaliśmy chyba różne zatrzymania. Policja zachowywała się bardzo spokojnie, choć zarówno pani radna, matka dziewczyny, jak i osoby postronne bardzo starały się utrudniać pracę funkcjonariuszy i ich sprowokować. Sama dziewczyna była zaś spokojna, sprawiała raczej wrażenie bardzo z siebie zadowolonej. No, ale może pan minister ma dostęp do innych nagrań.

Zastanawiam się, jak pan minister skomentowałby sytuację, gdyby nie chodziło o córkę radnej z ramienia jego partii, ale np. z któregoś z ugrupowań opozycyjnych. Aż boję się domyślać, jak gromko grzmiałby o awanturnikach i ekstremistach, z którymi policja musi zrobić porządek…

Kiedyś mówiono o synach pułku. Niektórzy dodawali złośliwie: „… i pułkownikowej”. Dziś, jak widać, mamy „córki partii”.

Smuci mnie w tym milczenie nowego komendanta głównego policji. Rozumiem niezręczną sytuację, ale… No, właśnie. Komendant główny policji jest wśród funkcjonariuszy określany jako „01”, czyli pierwszy policjant RP. Jest ich dowódcą. Dowódca niezdolny do lojalności wobec podwładnych to marna parodia dowódcy.

Ale policję to ty szanuj…

Za każdym razem, gdy dochodzi do starć z policją, przypadkowo mającą zawsze przeciwko sobie tzw. środowiska „patriotyczne”, choć nie wiem, co chuligaństwo ma z patriotyzmem wspólnego, czy to chodzi o zadymy przy meczu, czy manifestacje – za każdym razem słyszę, że to policja sprowokowała burdy.

Ciekawostka.

Na tzw. zabezpieczenia jeżdżą normalni ludzie. Policjanci to nie jest jakiś inny gatunek. Jadą ludzie, którzy mają swoje życie, swoje rodziny. W czasie tego tzw. zabezpieczenia marzą o jednym: żeby spokojnie i jak najszybciej wrócić do domów. Opowieści o policjantach prowokujących burdy są tak głupie, że aż brak słów. W czasie burd każdemu z tych ludzi może stać się krzywda. Prowokując burdy policjant narażałby siebie samego oraz swoich kolegów.

Ja już pomijam jednak same starcia z policją. Cóż, dochodzi do nich przecież w wielu krajach, nie tylko w Polsce. Jest jednak coś, co doprowadza mnie do furii.

Bardzo często słyszę przy tych zadymach, jak chuligani krzyczą do policjantów „gestapo”. I to jest coś, co mi w głowie się nie mieści. Jak można w Polsce, w kraju, w którym każdy wie, co to było Gestapo, zwrócić się tym słowem do człowieka w mundurze, noszącego orła, do kogoś, kto, czy się to podoba, czy nie, reprezentuje polskie państwo? Osobiście uważam, że za nazwanie polskiego policjanta gestapowcem powinno się karać z największą surowością. Dobra, przyznam uczciwie: Mam tu bardzo niechrześcijańskie myśli, które sprowadzają się do tego, że w takiej sytuacji policjanci powinni po prostu spuścić konkretny łomot.

ilustracja główna: Marek Ryćko
(Visited 279 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Postaw czerwonego sukna

Następny tekst

Niech Kościół mówi więcej o seksie