Home»Kultura»The Beaver (Podwójne życie) – recenzja filmu

The Beaver (Podwójne życie) – recenzja filmu

0
Shares
Pinterest Google+

Jako że odrabiam spore zaległości filmowe, to tematów na #SzortyNieZawszeKulturalne raczej mi nie zabraknie. Dziś sięgnąłem po film z 2011 roku – z aktorem, którego wielu spisało już na straty.

Mel Gibson jako człowiek ma z pewnością sporo za uszami. Chyba nie chciałbym się z nim kumplować. Nie zmienia to faktu, że aktorem – w mojej skromnej ocenie – jest wybitnym. Podkreślę: w mojej ocenie. Ty możesz mieć inną.

Lubiłem go jako policjanta z błyskiem szaleństwa w oku w kolejnych częściach Zabójczej Broni. Lubiłem go nawet serii Mad Max, choć samej serii nie znoszę. Lubiłem go jednak również jako Hamleta czy zrozpaczonego ojca w Okupie. Właściwie: nie pamiętam filmu, w którym bym go nie lubił. Facet ma „to coś”.

Kiedy przeczytałem streszczenie i dowiedziałem się, że Gibson gra szefa fabryki zabawek, który gada z pacynką bobra, to – przyznaję – swoisty komizm tej sytuacji sprawił, że chciałem zrezygnować z oglądania. Pomyślałem bowiem, że to będzie smutne widowisko – świetny aktor, który swoimi wybrykami zniszczył swoją karierę, w akcie desperacji występuje w kretyńskiej komedii.

A potem włączyłem film. I przekonałem się, jak bardzo się myliłem. Ani to bowiem kretyńskie, ani nawet komedia. To świetny film, a Gibson pokazuje, że nie stracił aktorskiego daru.

Obejrzyjcie – warto. Słowo honoru blogera. Dobra, to ostatnie był żart – wiadomo, że blogerzy honoru nie mają. Już Kazik śpiewał:

Wszyscy blogerzy to prostytutki
Wśród darów losu – żałosne fiutki

No. Ale obejrzeć warto. Serio.

szorty-nie-zawsze-kulturalne

(Visited 97 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Ożywienie Trupa

Następny tekst

Eutanazja Boga, czyli piękno upadku