Home»Wiara»Chrześcijański radykał

Chrześcijański radykał

0
Shares
Pinterest Google+

Czasem żartem przedstawiam się jako katotalib, bo tak w publicznej debacie nierzadko określa się osoby uznawane za radykalne w wierze. Chciałbym być chrześcijańskim radykałem. Serio.

Niestety, mam pełną świadomość tego, że do bycia chrześcijańskim radykałem jest mi jeszcze bardzo daleko – znacznie dalej, niż bym chciał.

Kiedy piszę o chrześcijańskim radykale, o katotalibie, zapewne jako pierwsi na myśl przychodzą osoby pokroju redaktora Tomasza Terlikowskiego. Z radykalizmem kojarzy nam się bowiem głośne krzyczenie o własnej religijności, narzucanie innym swoich przekonań jako jedynie słusznych. Dodajmy do tego język daleki od miłości, widzenie źdźbła w oku bliźniego przy przeoczaniu belki we własnym, przekonanie o swej nieomylności oraz twardość serca, słowa i spojrzenia, a będziemy mieli pełny stereotypowy obraz radykała.

Problem w tym, że to ma z chrześcijańskim radykalizmem wspólnego tyle, co krzesło z krzesłem elektrycznym. Albo i mniej.

Ewangeliczne przesłanie jest faktycznie radykalne: To przesłanie miłości i miłosierdzia. To „nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni”, to „nie siedem, ale siedemdziesiąt siedem razy masz wybaczać”, to „szabat jest dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu”. To Syn Marnotrawny, miłosierny Samarytanin. To wreszcie przede wszystkim przesłanie krzyża. Warto jednak wspomnieć też o tym, że ewangeliczne przesłanie to zapowiedź prześladowań tych, którzy idą za Panem Jezusem. Ale to też uwalnianie od lęków.

„Bo ludzie się boją”. To znaczy, że ogłosiliśmy im jakąś koślawą Ewangelię, bo ona uwalnia ludzi od lęku, a nie go legitymizuje.

Szymon Hołownia, „36 i 6 sposobów na to, jak uniknąć życiowej gorączki”

I tak się zastanawiam: Kto jest większym radykałem? Ten, kto głośno pokrzykuje o konieczności obrony przed obcymi, bo się, nawet w sposób uzasadniony, boi, czy może ten, kto mówi, że trzeba swój strach pokonać i w tym obcym dostrzec człowieka, pamiętając słowa Pana Jezusa:

Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie”. Wówczas zapytają sprawiedliwi: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?” A Król im odpowie: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”.

Mt 25, 35-40

Kto jest większym radykałem: Ten, kto przekonany o swej sprawiedliwości lży grzeszników, czy może ten, kto traktuje ich z czułością, skupiając się na tym, że sam jest grzesznikiem, pamiętając słowa Ewangelii:

Powiedział też do niektórych, co ufali sobie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść: «Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam”. Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!” Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony».

Łk 19, 9-14

Wybaczcie, pojadę nazwiskami. Tomasz Terlikowski nie jest dla mnie chrześcijańskim radykałem. Jest radykałem – ale faryzejskim, bo to, co pisze i mówi z przesłaniem chrześcijańskim wspólnego ma niewiele. W opozycji z grona publicystów katolickich postawię Szymona Hołownię. On jest dla mnie chrześcijańskim radykałem.

Chrześcijańskim radykalizmem jest zastanowienie się, kto i w jakich warunkach wyprodukował tanią koszulkę, którą noszę. Może współcześni niewolnicy np. w Bangladeszu? Chrześcijańskim radykalizmem jest dla mnie powiedzenie: Boję się wpuścić islamskich uchodźców, bo mogą wśród nich być terroryści, ale przyjąć ich trzeba, bo z pewnością są wśród nich ludzie potrzebujący pomocy, a w ich oczach można dostrzec Pana Jezusa. Tak! W oczach islamskich uchodźców. Chrześcijańskim radykalizmem nie jest pohukiwanie o zamykaniu do więzienia kobiet, które wybrały aborcję. Chrześcijańskim radykalizmem jest pomóc, by nie musiały dokonywać takiego wyboru i by mogły nie bać się wyboru życia – że ktoś im pomoże po porodzie.

Chrześcijańskim radykalizmem nie jest pouczać (choć sam niestety zbyt często to robię). Chrześcijańskim radykalizmem jest kochać kogoś, kto błądzi i iść za nim. Nie po to, by go wspierać w grzeszeniu, ale po to by go wspierać, aby mógł zawrócić z drogi. Jeśli bowiem się wywróci, upadnie i potłucze do krwi – nie będzie miał siły zawrócić.

Chciałbym być chrześcijańskim radykałem, czyli kimś, to radykalnie wybiera drogę Pana Jezusa. Wiem, że daleko mi do takiego ideału. Przecież sam nieraz czegoś się boję i pozwalam, by ten strach mną kierował. Może akurat nie w sprawie uchodźców, ale znalazłoby się wiele innych. Przecież sam (gdyby się zastanowić, to nawet w tym tekście) czasami walę bliźniego pałą w łeb. Sam czasem czuję się lepszy, postępując jak ten faryzeusz.

(Visited 357 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Grunt pod nogami

Następny tekst

To nie na moje nerwy, ciężkie życie kibica