Home»Społeczeństwo»Niech Kościół mówi więcej o seksie

Niech Kościół mówi więcej o seksie

0
Shares
Pinterest Google+

Kiedy rozmawiam z ludźmi, którzy oddalili się od Kościoła, bardzo często powraca wątek instytucji opresyjnej, opartej na zakazach, a najczęściej chodzi o stosunek Kościoła do seksualności. Czy coś wymaga zmiany?

Kościół nie zmieni swojego nauczania w kwestii aborcji, antykoncepcji, seksu przedmałżeńskiego i pozamałżeńskiego. Nie uzna też aktu homoseksualnego za właściwy. Nie i już. Oczekiwanie tego od Kościoła nie ma sensu. Nauczanie Kościoła w tych sprawach nie zmieni się, bo zmienić się nie może.

Akt homoseksualny nadal będzie uznawany za grzeszny, bo to wynika wprost z Pisma Świętego. Katechizm Kościoła Katolickiego nakazuje jednak odróżnieniu aktu od skłonności i – co ważne – nakazuje szacunek dla homoseksualistów oraz wrażliwość w relacjach z nimi. Samo bycie homoseksualistą nie uniemożliwia przystępowania do Eucharystii, aczkolwiek jest to obłożone, z pewnością trudnym, warunkiem, jakim jest powstrzymanie się od aktów homoseksualnym. Jest to warunek trudny, ale nie – niespełnialny. Osobiście znam parę dwóch mężczyzn, którzy są w związku, ale powstrzymują się od aktów uznawanych za grzech i dzięki temu mogą w pełni uczestniczyć w sakramentach.

Kościół będzie uznawał za grzeszne współżycie przed zawarciem sakramentalnego małżeństwa oraz wszelkie akty seksualne poza nim. Nie może być inaczej, bo to wprost wynika ze słów Pana Jezusa zapisanych w Ewangelii:

Słyszeliście, że powiedziano: Nie cudzołóż! A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła. I jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało iść do piekła.
Powiedziano też: Jeśli kto chce oddalić swoją żonę, niech jej da list rozwodowy A ja wam powiadam: Każdy, kto oddala swoją żonę – poza wypadkiem nierządu – naraża ją na cudzołóstwo; a kto by oddaloną wziął za żonę, dopuszcza się cudzołóstwa13.

Mt 5, 28

Są przestrzenie, w których nie ma miejsca na zmianę nauczania. Nie ma i być nie może, czy się to komuś podoba, czy nie. Nauczanie Kościoła co do zasady dotyczy katolików, a bycie katolikiem nie jest wszak obowiązkowe.

Nie zmienia to faktu, że przez długi czas stosunek Kościoła do seksualności nacechowany był – delikatnie ujmując – głęboko posuniętą podejrzliwością. Nie ma co też się oszukiwać – wielu księży, ale i świeckich katolików również, nadal tę głęboką podejrzliwość ma w sobie mocno zakodowaną.

Warto jednak zauważyć, że to się zmienia. Kościół dostrzega, choć być może zbyt wolno, że seks jest ważną sferą życia małżeńskiego, stanowiąc istotny element budowania więzi między małżonkami, a przez to – mówiąc wprost – jest czymś dobrym. Oczywiście, można zastanawiać się, czy ta postawa jest wystarczająco rozpowszechniona (a zapewne nie jest), czy głos takich duchownych jak choćby ojciec Ksawery Knotz, jest wystarczająco słyszalny. Z pewnością nadal wielu kapłanów dostaje wysypki na sam dźwięk słowa „seks”. Sam mam czasem wątpliwość, czy spowiednik na pewno zauważył, że Dekalog to dziesięć przykazań, a nie tylko jedno, a to jedno, czyli „nie cudzołóż” nie bez powodu jest przykazaniem szóstym, a nie pierwszym.

Brakuje mi mocnego, oficjalnego głosu Kościoła, mówiącego o tym, że ta bliskość fizyczna między małżonkami jest czymś pięknym, dobrym i pożądanym.

Brakuje mi też czegoś innego. Otóż często mam wrażenie, że w tej sferze życia ludzkiego Kościół na wszelki wypadek zajmuje często stanowisko „na nie”, a brakuje komunikacji pozytywnej.

Środowiska katolickie bardzo często protestują na przykład przeciwko edukacji seksualnej. „Nie chcemy, żeby ktoś obcy rozmawiał z naszymi dziećmi o seksie” – mówią niektórzy. OK. To sami o tym z dziećmi rozmawiajcie – chciałoby się powiedzieć.

Kiedyś na własny użytek zrobiłem takie rozróżnienie: Edukacja seksualna, ta postulowana przez niektóre środowiska, obejmuje przede wszystkim aspekty techniczne. I tu mam takie przekonanie, że nie jest to szczególnie potrzebne. Ludzkość od wieków doskonale radzi sobie z techniką życia seksualnego. Inaczej byśmy wymarli. Jest jednak również wychowanie do seksualności. Ono obejmuje przede wszystkim sferę wartości. Seksualność wiąże się bowiem z takimi pojęciami jak szacunek – do siebie i do drugiego człowieka, czy odpowiedzialność. Co ważne – wychowanie do seksualności nie wyklucza edukacji seksualnej. Ważne dla mnie jednak jest to, by ta edukacja nie występowała w oderwaniu od wychowania. Nauka techniki bez wychowania do wartości wydaje mi się bowiem czymś szalenie ryzykownym.

Nie ukrywam, że ja sam wolałbym, żeby ludzie, których nie znam, nie edukowali moich dzieci w tej niewątpliwie ważnej i wrażliwej kwestii. I pewnie wielu rodziców, podobnie jak ja, tak by wolało. Jest jednak pewien haczyk: Ktoś robić to musi. Szkoła i inne instytucje czy organizacje wchodzą w przestrzeń, której nie zagospodarowują rodzice, choć niewątpliwie to właśnie oni są do tego najbardziej predestynowani. Ktoś robić to musi.

Badania pokazują, że rodzice na ogół nie rozmawiają z dziećmi o seksie. Wiedza przekazywana w szkołach też pozostawia wiele do życzenia. Z braku lepszych źródeł dzieci sięgają do internetu i… na ogół źródłem wiedzy staje się pornografia. Byłoby znacznie lepiej, gdyby to rodzice zajęli się wychowaniem swoich dzieci do seksualności, a w ramach tego również edukacją seksualną.

To, czego mi brakuje, to nie tylko mocny i jednoznaczny głos Kościoła o tym, że seks jako taki jest dobry (oczywiście seks małżeński). Brakuje mi też zachęty Kościoła wobec rodziców, jednoznacznego wezwania ich do tego, by nie unikali tej sfery w procesie wychowania swoich dzieci. Chciałbym nie tylko jednoznacznego stanowiska, ale też wsparcia dla rodziców. Chciałbym, by księża mówili jasno rodzicom, że seks jako taki nie jest czymś złym, ale też – że ich rodzicielskim obowiązkiem jest poruszanie tych spraw w procesie wychowawczym.

Chciałbym, by ta tematyka pojawiała się w naukach przedmałżeńskich. Chciałbym, by pojawiała się w rekolekcjach organizowanych w parafiach i wspólnotach. Chciałbym, by rodzice otrzymywali wsparcie Kościoła – by uczyli się, jak wychowywać swoje dzieci do seksualności.

Jasne, możemy powtarzać, że to nie jest ważne. Możemy wmawiać sobie, że jakoś to będzie, a dzieci w odpowiednim czasie same dojdą, co i jak. Możemy do woli się oszukiwać. Dlaczego oszukiwać? Bo badania, również te realizowane przez instytucje kościelne, pokazują jasno, że obecnie przekonania ludzi w tej sferze życia istotnie rozmijają się z nauczaniem Kościoła. Większość Polaków popiera refundację in-vitro, ich stosunek do aborcji – delikatnie ujmując – nie do końca zgadza się z nauczaniem Kościoła, seks przed ślubem uznawany jest coraz częściej za coś normalnego, itp. Możemy się obrażać albo coś tym zrobić. „Coś z tym zrobić” nie może oznaczać ciągłego przekazu negatywnego. Ludzi trzeba wspierać. I nie naiwnymi „świadectwami” w stylu „współżyłam przed ślubem i teraz wiem, że to było złe, bo mnie Pan Jezus oświecił”.

W pedagogice mówi się często o magii słowa „nie”. Gdy powiemy dziecku: „Nie wsadzaj języka do kontaktu”, ono aż rwie się, by sprawdzić, dlaczego i co się stanie, gdy złamie taki zakaz. Nie mówmy „nie rób tego”. Mówmy o tym, co robić i jak robić to dobrze.

Ojciec Ksawery Knotz robi kawał dobrej roboty, prowadząc rekolekcje dla małżeństw, mówiąc o wartości życia seksualnego dla budowania więzi małżeńskiej, ale przede wszystkim o tym, że jest to sfera piękna i dar od Pana Boga.

Chciałbym dożyć czasów, gdy Kościół będzie oficjalnie i naprawdę mocno angażował się w taki przekaz, a jednocześnie – podejmie trud przygotowywania obecnych i przyszłych rodziców do tego, by wychowywali oni dzieci do seksualności, umieli z dziećmi o tym rozmawiać, a jednocześnie – będzie do tego wprost zachęcał. Wyobrażacie to sobie? Duchowni, którzy w sporej swej części dziś dostają palpitacji na dźwięk słowa seks, mówią rodzicom w homiliach, naukach przedmałżeńskich, przy spowiedzi itp, żeby rozmawiali z dziećmi o seksie. Kampania społeczna przygotowana przez Konferencję Episkopatu Polski. Ale by się działo…

Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Kilka myśli po starciach w Gdańsku

Następny tekst

Grunt pod nogami