Home»Życie»To nie na moje nerwy, ciężkie życie kibica

To nie na moje nerwy, ciężkie życie kibica

2
Shares
Pinterest Google+

Miałem na dziś ambitne plany, jeśli chodzi o pracę, ale przypomniało mi się, że grają biało-czerwoni więc plany szlag trafił.

Najpierw przygotowałem się do meczu. Ja wiem, że powinno być piwo, chipsy, kaszanka z grilla i tego typu atrakcje, ale nie chciało mi się iść do sklepu w ten skwar po piwo, chipsów nie lubię, a wizja rozgrzanego grilla w tym upale napawała mnie obrzydzeniem. Skończyło się więc na papierosach (z okazji meczu udzieliłem sobie sam dyspensy od ograniczania), zapasie kawy i zimnej wody z soczkiem oraz misce białego sera z dżemem truskawkowym, który to specjał pokochałem jeszcze jako niewinne pacholę, czyli bardzo dawno temu.

Włączyłem transmisję online i rozsiadłem się przed monitorem, ustawiając odsłuchy studyjne na tyle głośno, żeby wszyscy sąsiedzi wiedzieli, że jestem patriotą, kibicem i równoprawnym członkiem społeczności.

Pamiętałem, że grają biało-czerwoni, więc nawet spodobał mi się pomysł polskich stylistów, podejrzewałem nawet, iż maczał w tym palce Tomasz Jacyków. No, bo przyznacie, to super pomysł, żeby podzielić naszych piłkarzy – jedni cali na biało, drudzy cali na czerwono. Zdziwiłem się tylko, że przeciwników nie ma na boisku, ale podobno czasem wygrywa się walkowerem.

Po chwili zrozumiałem jednak, że to pomyłka i Jacyków zawiódł; że jedni to nasi, a drudzy – wrogowie. Od razu zacząłem więc kibicować tym w czerwonych ubrankach, bo przecież każdy wie, że ubrani na biało to zawsze Niemcy grają, a nie będzie Niemiec pluł nam w twarz ni dzieci nam germanił.

Dlatego strasznie się wkurzyłem, jak ten w białym strzelił gola w 37. minucie. Zdziwiło mnie trochę, że ma na imię Jakub. No, ale przecież Wojewódzki też jest Jakub i go nie lubię, więc uznałem, że nawet imiennik może być mi wrogiem. A poza tym skoro dla Niemców grają Kloss i Podolski…

Kiedy załamany przyjąłem koniec pierwszej połowy, przekonany, że Niemcy strzelili nam gola, w trakcie przerwy Małżonka uświadomiła mnie, że jestem idiotą, bo nasi to ci w tych białych wdziankach, a gramy nie z Niemcami, tylko ze Szwajcarami, którzy dla niepoznaki założyli czerwone kostiumy.

No, dobra. To mi troszkę uporządkowało sytuację. Uspokojony zrobiłem to, co podobno w trakcie przerwy robi większość rodaków, czyli naraziłem na przeciążenie warszawskie linie wodociągowe, po czym spokojnie zasiadłem do oglądania dalszej części meczu.

Jak na złość, kiedy ja już ogarnąłem sytuację i wiedziałem, kto z kim i w jakim ubranku gra, to ci nasi zaczęli grać jakby gorzej. Aż w końcu ten w czerwonym zrobił jakąś dziwną akrobację i strzelił nam gola.

– Och ty, Helvecie podły i przebrzydły – pomyślałem – Ledwo nasz ojciec święty mury Watykanu opuścił i w podróż apostolską do Armenii wyruszył, a Ty już lecisz, zdradziecki gwardzisto, naszym polskim, ojczystym orłom i sokołom gole strzelać?

Wtedy sobie przypomniałem, że ojciec święty kibicuje Argentynie, a ona nie gra w mistrzostwach Europy, bo tak zdolna, żeby przyłączyć Argentynę to nawet Komisja Europejska nie jest. A potem sobie przypomniałem, że w koszarach Gwardii Szwajcarskiej kuchnię prowadzą polskie zakonnice, więc już one się zemszczą odpowiednio, np. dodając tym obrzydliwcom, w których walucie ludzie kredyty brali, coś do żarcia.

Ucieszyłem się nawet, że na koniec meczu jest remis. No, bo w sumie, przecież wszyscy tak ładnie biegali po tej trawce (mam na myśli tą zieloną na boisku, a nie to, co palili w szatni), na pewno wszyscy się zmęczyli i tak jakoś sprawiedliwiej, żeby każdy ten punkcik dostał i żeby nikt się nie smucił przegraną. Ale wtedy dowiedziałem się, że to nie tak i będą grali, dopóki jedna drużyna nie wygra.

No, kurdę le blaszka! Tak się, panowie, nie robi! Panie Anglik, miejże honor! Mało Wam zamieszania z tym Brexitem? Toż ja jestem człowiek po przejściach, po zawale, ja się nie mogę tak denerwować!

Z karnymi to nawet sobie poradziłem i ogarnąłem. Początkowo się dziwiłem, no, bo to troszkę niesprawiedliwe, że jeden strzela, jeden broni, a reszta sobie stoi, patrzy i się obija. Może bym nawet bardziej cieszył się z wygranej, ale przypomniałem sobie, że ci Szwajcarzy to w sumie też biało-czerwoni i jeszcze podwójnie nasi, bo krzyż na fladze mają, czyli Polak, Szwajcar – dwa bratanki, gdy z konta znikają franki.

I powiem wam, że w sumie to by nawet było wszystko fajnie, ale potem pokazali tych panów w studio. I tam był taki jeden, Przemysław Babiarz. Zasłużony osobnik, porządna jednostka, dobrze mu z oczu niby patrzy, a i pobożny człowiek, jak słyszałem. Ale, no, ludzie, no! Co on? Pornosy o dziewicach oglądał przed meczem?

„Polski świder nie mógł przebić się przez tę twardą szwajcarską skałę”

Kurczę, Szwajcarzy słyną z banków, zegarków i sera. Z pornosów akurat nie. Może dlatego pan redaktor powinien jednak jakieś inne oglądać, bo ta metaforyka porno to taka troszkę słabiutka mu wyszła.

(Visited 958 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Chrześcijański radykał

Następny tekst

Tylko głupi się nie boi