Home»Wiara»Święty Jan od Glejaka

Święty Jan od Glejaka

0
Shares
Pinterest Google+

Jestem głęboko przekonany o świętości księdza Jana Kaczkowskiego. Może będziemy go kiedyś nazywali świętym Janem od Glejaka albo świętym Janem Onkocelebrytą? Tak czy owak: wierzę, że przyjdzie czas, gdy Kościół oficjalnie ogłosi go świętym.

Obejrzałem ostatnio zapis spotkania księdza Jana z uczestnikami Akademii Sztuk Przepięknych w ramach Przystanku Woodstock. Wcale mi się tak całkowicie nie podobało. Mam poczucie, że w niejednym momencie ksiądz Jan gra pod publiczkę, schlebia jej, że wpada w to, w co wpada większość artystów na scenie. „Pozdrawiam najlepszą na świecie publiczność zgromadzoną w… (tu wstaw dowolne miasto)”. Wcale nie jestem też przekonany, że we wszystkim, co ksiądz Jan w tym namiocie mówił, miał rację. Wychwytuję powtarzane przez niego często grepsy służące zyskiwaniu sympatii i rozbawianiu słuchaczy.

Z jednej strony więc piszę tu tekst w ramach cyklu #Zachwycenia, a z drugiej – jak widać, wcale tak do końca zachwycony przecież się nie wydaję. Wbrew pozorom wcale nie ma tu sprzeczności. Co więcej: Zachwyca mnie właśnie to, że nie wszystko mnie zachwyca. Brzmi dziwnie? Już wyjaśniam.

Życie mojego patrona od bierzmowania, czyli świętego Dyzmy, zwanego Dobrym Łotrem, zdecydowanie nie było życiem przykładnego chrześcijanina. Zwłaszcza że, gdybyśmy się zastanowili dobrze, to wtedy nie było jeszcze chrześcijaństwa. Święty Paweł, nim został Pawłem, był Szawłem i cóż, do apologetów chrześcijaństwa trudno było go zaliczyć. Niejaki Iñigo López de Oñaz y Loyola był rycerzem (a to wbrew pozorom wcale nie było aż tak chwalebnym zajęciem, bo wojna nigdy nie jest piękna), zanim stał się znanym i współcześnie świętym Ignacym Loyola, założycielem zakonu jezuitów. Święty Augustyn z Hippony, nim stał się jednym z Doktorów Kościoła, prowadził dość długo żywot, delikatnie ujmując, niekoniecznie obyczajny, przy okazji przyłączając się do heretyckiej wspólnoty manichejczyków.

Można by rzec, że nie od razu weszli na drogę świętości, gdyby nie to, że to zdanie byłoby nieprawdziwe. Weszli na nią od razu, z chwilą urodzenia, ale była to droga kręta i wyboista. Najwyraźniej musiała być taka.

Ale tu przypomina mi się z kolei święty Hieronim, autor Wulgaty, czyli pierwszego przekładu Biblii na łacinę, już w ramach swojej działalności kapłańskiej znany był jako choleryk, a przy tym osobnik potrafiący wbijać naprawdę złośliwe szpile, np. w swoich listach.

Świętość nie oznacza bycia idealnym, bezgrzesznym, pozbawionym wad. Święty to żywy człowiek, z krwi i kości, z wadami i zaletami. I z taką świadomością warto obejrzeć zapis naprawdę ciekawego spotkania z księdzem Kaczkowskim:

(Visited 167 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Ojej, to moje dziecko umie śpiewać?

Następny tekst

Ty żydzie...