Home»Społeczeństwo»Zadziwienia

Zadziwienia

0
Shares
Pinterest Google+

Nie od dziś wiadomo, że nic nie potrafi tak zadziwić, jak ludzie. Ludzkie zachowania, ich częsta bezsensowność może nie powinny mnie już dziwić. A jednak dziwią.

Ostatnio powróciła dyskusja na temat aborcji. Prawdę mówiąc, mam wrażenie, że tu nikt nikogo nie przekona. Różnice w podstawowych założeniach, będących źródłem wyrażanych poglądów, są tak radykalne, że trudno tu o porozumienie. Jeśli bowiem ktoś uznaje, że w łonie matki jest dziecko, czyli człowiek, to nie może godzić się na zabijanie. Jeśli zaś ktoś uważa, że to jest „coś”, co jeszcze człowiekiem nie jest, a jedynie ma potencjał, by się nim stać, to nijak nie zgodzi się na wtrącanie w decyzje dotyczące tego „czegoś”.

Zwolennicy tej drugiej tezy nie są w stanie podać momentu, w którym ów „potencjalny człowiek” staje się człowiekiem. Widać wyraźnie, że nawet w ich przekonaniu nie staje się to w momencie porodu, lecz wcześniej. Przyznam, że nie spotkałem do tej pory, choć może takie istoty istnieją, kobiety w ciąży, która mówiłaby aż do momentu porodu, że nosi w sobie płód. Noszą dziecko. Tylko nie potrafią jakoś określić, kiedy ów „płód” w niewytłumaczalny sposób przeistacza się w dziecko.

W ostatnim czasie miałem też sporo okazji przeczytać o tym, że „moja wagina, moja macica, moja sprawa”. Super. Ale człowiek odrębny i jego życie. Trzeba było wyciąć wcześniej macicę, zaszyć waginę, czy cokolwiek innego, co tam chcesz, w końcu to Twoje i rób, co chcesz. Ale skoro pojawiło się odrębne życie, to już nie jest tylko Twoja sprawa. No, tak, ale przecież to nie jest, zdaniem zwolenników dopuszczalności zabijania, człowiek.

To „moja macica” rozwijane było też tak, że to „coś” w środku jest całkowicie zależne od matki, więc ona ma prawo o „tym” decydować. Dziecko na żadnym etapie swojego życia nie jest własnością rodziców (rodziców, nie – matki, ale pomijam to w tym momencie, bo o tym dalej), jest powierzone ich opiece. Nie zabija się tego, kim się opiekuje.

I wreszcie: to „moja macica, moja sprawa” tłumaczone jest też tak, że mężczyźni nie tylko nie mają prawa uczestniczyć w decyzji, ale – w ogóle wypowiadać się na temat aborcji. Pewna pani napisała to wprost: „facet jest tylko dawcą”. Rozumiem. Dawcą spermy i alimentów.

Z jednej strony „gdzie ci mężczyźni?”, „dlaczego nie poczuwają się do odpowiedzialności”, z drugiej – „jesteście tylko dawcami”. No, to w końcu mamy zrobić swoje i mieć gdzieś, co dalej, czy jednak być i poczuwać się do odpowiedzialności? Z jednej strony walka o równość płci, z drugiej – pogarda dla jednej z nich. No, to się oczywiście trzyma kupy. Dosłownie.

Ale ja nawet nie o tym chciałem. Zacząłem ten tekst od tezy, że w tej sprawie nie da się dogadać. Założenia etyczne, z którymi wchodzimy, są tak odległe, że nie da się spotkać.

Żyjemy ponoć w państwie demokratycznym. Każdy z nas ma prawo do swoich poglądów. Mamy też swoich reprezentantów politycznych – głosujemy na tych, których poglądy są najbliższe naszym. Tak się złożyło, że w uznanych za ważne wyborach wygrała zdecydowanie konkretna opcja polityczna. Nie przepadam za tym ugrupowaniem, ale szanuję wynik wyborów. Teraz ten demokratycznie wybrany Sejm uchwala prawo. Ma do tego prawo.

Prawo nigdy nie będzie odpowiadało wszystkim. Ci, którzy lubią robić przekręty podatkowe, nie będą lubili ustaw, które te przekręty utrudniają. Ktoś, kto nie uznaje prawa własności, nie będzie popierał karania za kradzież. Nie ma takiego prawa, które będzie popierane przez wszystkich. W demokracji wygrywa to prawo, które uzyskało poparcie większości. Większość zaś, czy się to nam podoba, czy nie, wybrała taki, a nie inny, skład parlamentu. Przecież zwolennicy liberalizacji prawa antyaborcyjnego mogli wygrać wybory, wszak wśród kandydatów na posłów i senatorów byli tacy, którzy głosili podobne poglądy. Ale przegrali wybory.

Tym, co mnie zadziwia, że ci, którzy głośno krzyczą o wadze demokracji, sami nie szanują jej reguł. Demokracja jest dla nich dobra wtedy, gdy to ich jest na wierzchu.

Dziwi mnie też nieustająco pomysł, by wejść na przykład na profil księdza katolickiego i przekonywać do aborcji. Paradoksalnie zrozumiałbym, gdyby ktoś wszedł wywrzeszczeć swoją złość. Nazwanie zła po imieniu może bowiem być frustrujące. Wiem coś o tym. Sam źle znosiłem, gdy ktoś nazywał po imieniu zło, którego się dopuściłem. Wygodniej było przecież chować je za bardziej „taktownymi” określeniami. Zupełnie nie rozumiem jednak pomysłu, że można przekonać wierzącego katolika do aborcji. No, nie można i już.

Staram się w życiu być tolerancyjny. Tolerować znaczy: znosić to, czego się nie akceptuje. Dlatego przyjmuję z pokorą fakt, że ktoś może popierać zabijanie dzieci. Nie znaczy to jednak, że zacznę to akceptować. Rozumiem, że zwolennicy takich zachowań mają prawo wyrażać swoje poglądy i walczyć o ich prawne uznanie. Ja zaś mam prawo walczyć, by do tego nie doszło. Co nie znaczy, że mam nimi pogardzać (jako chrześcijanin wolę się za nich modlić), że mam ich obrażać.

Tym natomiast, co mnie przestało już zadziwiać, jest to, że ludzie z ochotą wypowiadają się o czymś, o czym nie mają pojęcia. Dlatego powtarzają, że rząd chce zakazać, choć skierowany do komisji sejmowych projekt nie jest projektem rządowym. Jest projektem obywatelskim, pod którym, zgodnie z obowiązującym prawem, zebrano odpowiednią, a nawet znacznie większą niż wymagana, liczbę podpisów.

Dlatego powtarzają, że projekt zakazuje ratowania życia matki, choć projekt ów mówi jasno:

Nie popełnia przestępstwa określonego w § 1 i § 2, lekarz, jeżeli śmierć dziecka poczętego jest następstwem działań leczniczych, koniecznych dla uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa dla życia matki dziecka poczętego.

Dlatego powtarzają, że projekt sprawi, iż ścigane będą matki, które poroniły, choć projekt mówi jasno:

§ 2. Jeżeli sprawca czynu określonego w § 1 działa nieumyślnie, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

§ 6. Nie podlega karze matka dziecka poczętego, która dopuszcza się czynu określonego w § 2.”

Ja wierzę, że powtarzają bez złej woli, to znaczy – nie jest tak, że świadomie mówią nieprawdę. Po prostu powtarzają mity, bo nie chciało im się zadać odrobiny intelektualnego trudu i dowiedzieć czegokolwiek na temat, na który się wypowiadają.

I w sumie ten brak zadziwienia jest bardzo przygnębiający…

(Visited 143 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Nie czekaj na cuda

Następny tekst

Tato, przytul mnie