Home»Rodzina»10 sekretów udanego małżeństwa

10 sekretów udanego małżeństwa

15
Shares
Pinterest Google+

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny, a ja siedzę i myślę niczym Beata Kozidrak. A mam o czym, bo nadeszła pierwsza rocznica ślubu. Refleksyjnie się zrobiło.

I w tym refleksyjnym duchu doszedłem do wniosku, że, skoro jestem blogerem i mam już tak długi, bo aż roczny, staż małżeński, to osiągnąłem już poziom eksperta i mogę udzielić Ci kilku nieocenionych rad. Zupełnie za darmo. Jeśli chcesz, możesz podziękować lajkiem, czyli współczesną walutą. Dzięki mądrości płynącej z ust moich, a właściwie – spod moich palców, będziesz wiedzieć, jak osiągnąć szczęście małżeńskie. Musisz bowiem wiedzieć, i to akurat nie jest żartem, że ja je osiągnąłem.

1. Dobrze się zastanów, czy brać ten ślub

Tak. Wcale nie masz omamów wzrokowych. Ja naprawdę to napisałem: Dobrze przemyśl, czy na pewno chcesz brać ślub.

Jeszcze zanim stanąłem przed ołtarzem, nabrałem głębokiego przekonania, że spora część par młodych podejmuje decyzje pochopnie. I nie chodzi mi nawet o sytuację ślubu z przymusu „bo dziecko w drodze i co ludzie powiedzą”. Nie chodzi mi też o to, że trzeba czekać nieskończenie długo, by upewnić się, że to ta właściwa osoba.

Bardzo często mylimy miłość z zakochaniem. W przysiędze małżeńskiej nie obiecujesz wiecznego zakochania, choć oczywiście życzę każdemu, by ów stan trwał jak najdłużej. W przysiędze małżeńskiej dwoje ludzi przyrzeka sobie miłość. To nie to samo. Zakochanie to motylki w brzuchu, to endorfiny. To ogień, który może, ale nie musi, płonąć długo. Miłość to decyzja. Decyzja, którą podejmujesz i w której trwasz – „w zdrowiu i w chorobie” oraz „na dobre i na złe”.

Ten ogień, jakim jest zakochanie, sprawia, że często nie umiemy patrzeć i widzieć, słuchać i słyszeć. Ulegamy zachwytowi nad chwilą. Zakochanie może minąć i to bez niczyjej winy. Miłość trwa.

Minął rok i nadal jestem zakochany w mojej Żonie. I oby tak było zawsze. Ale nawet jeśli to minie, to oprócz zakochania jest kochanie. Miłość to oddanie się drugiej osobie i przyjęcie jej z dobrodziejstwem inwentarza.

Jesteście zakochani czy kochacie się?

2. Podejmij decyzję nieodwracalną

Od początku było dla nas obojga jasne, że małżeństwo to sakrament, ale rozumiem, że nie każdy musi być wierzący. Bez względu na to, czy przysięgę małżeńską składasz w obecności księdza, pastora, rabina, czy też przed urzędnikiem, niech to będzie decyzja nieodwracalna.

Jeżeli już na początku asekurujesz się, zakładasz opcję wyjścia, to, uwierz, z wejścia na nową drogę życia niewiele dobrego wyniknie. Serio. To znaczy, że albo nie masz pewności co do  podjętej przez siebie decyzji albo że masz problem z wzięciem odpowiedzialności za swoje wybory. Jedno i drugie niczego dobrego nie wróży.

Niedawno siostra Małgorzata Chmielewska mówiła:

Świadomość nieodwracalności jest dobra. Boimy się tego, zwłaszcza współcześnie, ale to naprawdę ma sens. Skoro bowiem wiesz, że to już na zawsze, to masz interes w tym, by zadbać o to, żeby ta przyszłość była jak najlepsza. Jeśli zaś dajesz sobie prawo ucieczki, to po co zabiegać, po co walczyć, po co dbać? Przecież zawsze można wymienić drugą osobę na lepszy model…

Małżeństwo to nie jest tani sprzęt AGD, który bez żalu wyrzucisz, kiedy się zepsuje. Tu, jeśli coś się psuje, to naprawiasz, bo nie ma opcji wymiany. Wbij to sobie do głowy.

3. Rozmawiaj

Jednym z najczęstszych źródeł problemów małżeńskich jest to, że małżonkowie ze sobą nie rozmawiają. Wymieniają zdania, ale nie rozmawiają.

Rozmowa to komunikacja dwukierunkowa. Mówiąc po ludzku: Mówisz i słuchasz. Idealnie, jeśli obie strony więcej słuchają niż mówią.

Kiedy słuchasz, to tak, żeby usłyszeć, a nie tak, żeby jednym uchem wleciało, a drugim wyleciało. A kiedy mówisz, to tak, żeby naprawdę powiedzieć, a nie – kłapać dziobem.

To wcale nie jest proste. Po pierwsze, wolimy na ogół mówić niż słuchać. Po drugie, gdy słuchamy, to często tak, żeby móc odpowiedzieć, a nie tak, żeby zrozumieć. Druga strona mówi, a my, owszem, słuchamy, ale tak, by przygotować celną ripostę, a nie – by usłyszeć, zrozumieć, przyjąć jej punkt widzenia. (Co wcale nie znaczy, że musimy z tym punktem widzenia się zgodzić.)

Ciche dni to brak rozmowy. To najgłupsza strategia sporu, jaką można wymyślić, choć przecież tak często w małżeństwach stosowana. Na szczęście oboje z Mądrzejszą i Piękniejszą Połową jesteśmy gadułami, więc nie wytrzymalibyśmy kilku dni bez rozmawiania.

Paplanie o wszystkim to z kolei zagadywanie ciszy. A tu chodzi o komunikowanie się. Mów o swoich potrzebach i słuchaj o potrzebach drugiej osoby.

4. Nie rozmawiaj

Przed chwilą pisałem, żeby rozmawiać, a teraz daję kolejny punkt, w którym sugeruję, by nie rozmawiać. Oszalałem? Bynajmniej.

Lubimy popadać w przesadę. Albo w ogóle się nie komunikujemy, albo z kolei przegadujemy życie. Czasem trzeba po prostu żyć, a nie o życiu gadać.

Jedną z bolączek związków bywa przegadywanie wszystkiego. Nie wszystko trzeba rozebrać na czynniki pierwsze, przeanalizować, nie każda zapałka warta jest dzielenia na czworo. Gdyby moja Żona miała mi mówić o wszystkim, co ją we mnie wkurza, to by się jej buzia nie zamykała. A ja bym przestał słuchać. I w drugą stronę zapewne działa to identycznie.

Ciekawostka: Moja Niewątpliwie Piękniejsza i Mądrzejsza (bo zawsze wie lepiej) Połowa zgadza się w tej kwestii ze mną. Napisała nawet kiedyś na swoim blogu tekst pod tytułem: Kochanie, musimy poważnie pomilczeć.

Poza tym – co obserwuję nieustannie – współcześnie ludzie boją się ciszy. Zauważyliście to? Jeśli nawet chwilowo nie gadamy z kimś (na żywo, przez telefon, czy choćby na Facebooku), to włączamy telewizor, żeby coś w mieszkaniu gadało. Albo puszczamy muzykę. Byle tylko nie było ciszy. A z kimś? Gęby się nie zamykają, a posiedzieć i pomilczeć – ludzie nie umieją.

slub7

5. Naucz się odpuszczać

Jest taka modlitwa, którą odmawiam codziennie w porannym pacierzu. Padają w niej niezwykle mądre słowa:

Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić, i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.

Każdy z nas ma wady. Ja je mam. I moja Żona je ma (co piszę z duszą na ramieniu). Ty je masz. I Twoja druga połówka też je ma. Niektóre z tych wad można wyeliminować, innych – nie. Jeśli nie możesz ich wyeliminować, to je polub. Inaczej oszalejesz.

Nie musisz też mieć zawsze racji, nawet jeśli rzeczywiście ją masz, a przynajmniej tak Ci się wydaje. Zgoda w domu, a czasem po prostu święty spokój, są cenniejsze niż udowodnienie za wszelką cenę, że ma się rację.

6. Kłóć się i gódź się

Wbrew pozorom cholerycy mają łatwiej. Wiem, bo sam jestem cholerykiem i moja żona również zalicza się do tego zacnego grona. Nasze kłótnie wybuchają gwałtownie, niespodziewanie i – prawdę powiedziawszy – czasem z zupełnie bezsensownych, a przynajmniej błahych, powodów. Ale też dość szybko się kończą.

Papież Franciszek w jednej ze swych katechez zachęcał małżonków (i nie był tu odkrywczy, bo czerpał od samego apostoła Pawła), by nie kładli się spać pokłóceni.

Kłótnie są czymś całkowicie naturalnym. Pozwól sobie i swojej drugiej połowie na wywalenie z siebie trudnych emocji – żalu, gniewu, złości. Nie tłumcie ich w sobie. Możecie oczywiście tłumić, ale wtedy te emocje nie mają ujścia i kumulują się w Was, by w końcu wybuchnąć z ogromną siłą. I wtedy wszystkie zaszłości wyjdą i tak. O ile jednak dawkowane, ratalne – są do przetrawienia dla drugiej strony, to skonsolidowane mogą być już nie do zniesienia – i dla Ciebie, i dla bliskiej Ci osoby.

W sieci znajdziesz pierdyliard mądrych poradników, jak się kłócić. Wydrukuj je sobie. Ale na miękkim papierze, żeby nadały się do wykorzystania zamiast papieru toaletowego, bo to jedyne sensowne ich zastosowanie. W sytuacji kłótni do niczego Ci się i tak nie przydadzą, bo wtedy działają emocje, a nie rozum.

Zaletą kłótni jest możliwość godzenia się. I nie, tym razem nie chodzi mi o seks, z którym wiele osób kojarzy etap godzenia się, choć oczywiście to też może być fajne.

W godzeniu nie chodzi wcale o przyznanie drugiej stronie racji, czy o przeproszenie, jeśli nie poczuwasz się do winy. Czasem pozostajemy z „protokołem rozbieżności”, ale po prostu obie strony odpuszczają, bo zgoda jest cenniejsza.

Kłótnia to jest swoiste katharsis, czyli oczyszczenie. Wywalacie z siebie trudne emocje, ale nie po to, żeby taplać się w błotku, które z tych emocji powstanie, lecz po to, by się od nich uwolnić i móc iść dalej. To wcale nie jest takie łatwe, ale warto starać się nie wracać do dawnych kłótni i nie wypominać sobie przeszłych win.

7. Wybaczaj

Teraz przez chwilę będę poważny. Wybaczanie to cholernie trudna sztuka. Sęk w tym, że bardzo często rozumiemy je błędnie.

Wybaczenie to świadomy i jednostronny akt woli, który służy przede wszystkim Tobie, a tej drugiej osobie służyć może, ale nie musi. Wybaczenie nie wymaga skruchy ani przeprosin tej drugiej osoby. Możesz wybaczyć, nawet jeśli ta druga osoba nie przeprosi i nie poczuwa się do winy, bo to jest Twoja i tylko Twoja decyzja.

Wybaczenie nie oznacza jednak wcale zapomnienia. To, że wybaczasz, nie oznacza, że musisz zapomnieć o tym, co bolesne. Ba! Wybaczenie wcale nie znaczy, że nie masz prawa nadal czuć żalu czy gniewu o to, co się stało. Wybaczenie może pomóc Ci uwolnić się od tych emocji, ale nie obliguje Cię do tego, żeby ich nie odczuwać. Masz prawo pamiętać (zresztą na swoją pamięć masz raczej niewielki wpływ) i masz prawo nadal czuć żal, złość, gniew, rozczarowanie.

Ale wybaczać warto. I warto nie wypominać. Wcale nie twierdzę, że to bułka z masłem. To bywa cholernie trudne.

slub3

8. Pielęgnuj rytuały

Pewnego dnia chciałem już po zgaszeniu światła powiedzieć mojej Żonie, że ją kocham. Niestety, moja Żona jest osobą niedosłyszącą i po ciemku mówić się do niej nie da. Zamiast mówić narysowałem więc na jej czole serduszko. Tak zrodziła się nowa świecka tradycja. Dokładniej – nasza nowa małżeńska tradycja. Robię to co wieczór przed zaśnięciem, choć kładę się do łóżka na ogół wtedy, gdy Żona już smacznie śpi.

Staramy się przestrzegać zasady, że przynajmniej jeden posiłek jemy wspólnie całą rodziną – my i dzieci. Mamy też swoje wspólne rytuały ich usypiania, które obejmują wspólną wieczorną modlitwę, tulenie i całowanie dzieci do snu, codziennie powtarzane powiedzonka. (Tak, gdy pojawiają się dzieci, część rytuałów małżeńskich to rytuały całej rodziny.)

Mamy też oczywiście coniedzielny rytuał, jakim jest wspólne wyjście do kościoła. Tu pozwolę sobie na uwagę do tych Czytelników, którzy są wierzący: módlcie się razem. Serio. To naprawdę działa. Przeżywajcie wiarę wspólnie.

Ten, kto śledzi mnie na Instagramie, wie, że jestem piwoszem i często próbuję nowych smaków piwnych. Mamy obyczaj, że po zrobieniu zdjęcia, dokładnym obwąchaniu piwa i spróbowaniu go zawsze daję je do spróbowania Żonie. Potem wspólnie to piwo oceniamy, bo na szczęście moja Piękniejsza i Mądrzejsza Połowa rozumie moją miłość do tego szlachetnego trunku, choć nasze piwne gusta bywają bardzo odmienne.

Rytuały są naprawdę ważne. Cóż, nasz gatunek tak już ma, że je lubi. Oczywiście w każdym związku są inne rytuały, ale ważne, by je pielęgnować.

Celebruj też święta. Boże Narodzenie, Wielkanoc, Walentynki, możesz świętować i Dzień Sikania Na Niebiesko, ale celebruj. Celebruj rocznice, najbardziej oczywista jest oczywiście rocznica ślubu), ale może to być też rocznica pierwszego spotkania albo innego ważnego dla Was zdarzenia. Choćby miały to być miesięcznice pobicia światowego rekordu w pluciu na odległość, to celebrujcie je.

slub6

9. Śmiej się

Powiadają, że śmiech to zdrowie. Na pewno pogoda ducha i poczucie humoru pomagają przetrwać trudne chwile.

Spróbuj popatrzeć z boku na ludzi, którzy się kłócą. Zobaczysz, że w gruncie rzeczy są zabawni. Ich gesty, miny, krzyki, głupoty, które wygadują – w gruncie rzeczy są dość komiczne. Nie bez powodu komicy lubią odgrywać sceny kłótni. Uwierz, Wasze kłótnie też tak wyglądają.

Gdy byłem dzieckiem, wspólnie z moim bratem nagraliśmy kiedyś rodziców w trakcie ich kłótni. Oni kłócili się, a my w trakcie tej ich kłótni odtworzyliśmy z magnetofonu nagrany przez nas jej fragment. Jak to mówią: śmiechom nie było końca…

Nie liczę nawet momentów, gdy poczucie humoru uratowało nas w naszym małżeństwie od niechybnej wojny domowej.

10. Okazuj czułość

Czasem, gdy rozmawiam z ludźmi, dociera do mnie, że są małżeństwa, które się nie całują. I nie mówię o zdawkowym buziaku w policzek, ale o całowaniu, takim namiętnym i czułym. Są małżeństwa, które się nie przytulają. Nie głaszczą. Takie, w których ludzie nie wyznają sobie miłości. To dla mnie bardzo trudne do wyobrażenia.

Na ogół kładę się spać, gdy moja Żona już śpi. Pomijając nasz czuły rytuał z serduszkiem i krzyżem rysowanym przeze mnie na jej czole, to ja po prostu lubię na nią popatrzeć przed snem. I nawet jeśli tego dnia pokłóciliśmy się albo czymś mnie niemiłosiernie wręcz zezłościła, to wtedy te emocje ze mnie po prostu schodzą – gdy patrzę z czułością na kobietę swojego życia.

Przytulajcie się, głaszczcie, mówcie sobie miłe rzeczy, wyznawajcie miłość. To wcale nie jest tak, że skoro raz powiedziałem, że kocham, to mogę już tego nie mówić, dopóki nic się nie zmieni. I nie jest też prawdą, że mężczyźni nie lubią słyszeć wyznań miłości. Doceniajcie się nawzajem, chwalcie.

Czułość można okazać na wiele sposobów – choćby gorącą herbatą zaparzoną drugiej osobie, gdy wraca zmarznięta, kupieniem lub przyrządzeniem ulubionego dania. I tak, panowie też mogą ugotować.

slub1

Sobie, mojej Żonie i Wam życzę, żeby udawało się trzymać tego dekalogu. A może dodacie coś od siebie? Dobra rada nie zaszkodzi… A teraz już zupełnie poważnie:

Rok temu weszliśmy do niewielkiej kaplicy przy naszym parafialnym kościele. Wybraliśmy kaplicę, bo chcieliśmy, by było kameralnie, a poza tym zapewniała lepszą akustykę, bez której moja Żona nie mogłaby słyszeć tego, co się dzieje. Była z nami najbliższa rodzina i najbliżsi przyjaciele. Nikogo więcej.

Poszliśmy tam, by udzielić sobie sakramentu małżeństwa. Wiele osób zapomina o tym, a to niezwykle ważne: to jest jedyny sakrament, którego nie udziela ksiądz. To dwoje kochających ludzi udziela go sobie nawzajem. Stanęliśmy przed Panem Bogiem, by uroczyście sobie obiecać miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że nie opuścimy się nawzajem, póki nas śmierć nie rozłączy.

To nie był początek naszej znajomości, ale to był początek pięknej przygody, w której najlepsze, głęboko w to wierzę, wciąż jeszcze przed nami, ale też wiele dobrego już za nami.

Za nami intensywny rok. To dużo i mało zarazem. To był trudny rok i piękny rok, był to też rok bardzo intensywny. Przede wszystkim jednak – szczęśliwy. Bo nie ma większego szczęścia niż to, że codziennie zasypiam i codziennie budzę się obok tej właściwej osoby, mając absolutne przekonanie, że to jest właśnie to, czego chciałem, o czym marzyłem, najlepsze, co mogło mnie spotkać.

Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Handlowy patriotyzm?

Następny tekst

Razem i osobno, czyli o modlitwie