Home»Społeczeństwo»Handlowy patriotyzm?

Handlowy patriotyzm?

1
Shares
Pinterest Google+

Ostatnio znów rzuciły mi się w internecie apele o robienie zakupów w osiedlowych sklepach, a nie w marketach, co miałoby jakoby czynić mnie patriotą. W życiu!

Patriotyzm to miłość ojczyzny. Moją małą ojczyzną, tą najbliższą, jest oczywiście mój dom, czyli moja rodzina. Miłość małej ojczyzny nie wyklucza się oczywiście z miłością wielkiej Ojczyzny. Najbliżej jest rodzina, potem moja dzielnica, moje miasto, moje państwo. Nie na odwrót.

Jako patriota swojej rodziny staram się w miarę rozsądnie gospodarować, by zapewnić tej mojej małej ojczyźnie bezpieczeństwo, w tym bezpieczeństwo finansowe. Oznacza to – mówiąc wprost – że wybieram rozwiązania, które są korzystne finansowo, czyli staram się zachować równowagę między jakością kupowanych produktów a ich ceną.

Przykro mi, ale w przypadku większości produktów różnica między małym sklepem osiedlowym a dowolnym hipermarketem jest odczuwalna. O jakim produkcie bym nie pomyślał, w osiedlowym sklepie jest on po prostu droższy, często są to różnice przekraczające 50% ceny, a niekiedy nawet 100%. Nie wiem, jak inni, ale jeśli mam zapłacić za ulubiony dżem mojego dziecka 2 razy więcej tylko dlatego, że kupuję go w sklepie osiedlowym, to mnie akurat taka opcja raczej nie pociąga. Kupuję go tam, gdzie kosztuje taniej.

W dodatku jako klient lubię mieć wybór. Przykro mi, ale w wielkiej hali w ramach każdej kategorii mam więcej produktów do wyboru niż w malutkim sklepiku. Wchodzę do mojego osiedlowego sklepiku i widzę trzy biedne samotne jogurciki na krzyż. Wchodzę do pobliskiego hipermarketu i jest ich cała alejka. A moi chłopcy w kwestii jogurtów mają bardzo zróżnicowane gusta. Do tego Mądrzejsza i Piękniejsza Połowa chce jogurty dietetyczne, a ja z kolei mam swoje ulubione smaki. Hop. I wszystkie lądują w koszyku.

Jako rodzinny patriota staram się też dbać o czas. Nie chcę go marnować, wolę poświęcić go rodzinie. Zamiast chodzić od sklepu do sklepu, bo tu kupię chlebek, tu wędlinkę, tu jabłuszka, a tu płyn do zmywania, wolę pójść do jednego sklepu i kupić wszystko za jednym razem. Ba! Jestem nawet tak rozwydrzony, że lubię zamówić to wszystko przez internet i uniknąć dźwigania siatek, korzystając z możliwości, że pan kierowca z hipermarketu przywiezie mi moje zakupy w kartonach i wniesie je do mieszkania. A chłopaki cieszą się dodatkowo, bo kartony świetnie sprawdzają się w zabawach.

Najczęściej jednak słyszę inny argument, który ma przemawiać za kupowaniem w osiedlowym sklepach, jakoby patriotyzm stający za takim wyborem polegał na dawaniu zarobić naszym, rodakom znaczy, a nie obcym kapitalistom. Ciekawe, że akcję promującą taką postawę finansowała sieć Makro Cash&Carry, czyli podmiot, za którym z całą pewnością nie stoi polski kapitał. Argument ten jest zresztą tak celny jak strzały z broni maszynowej oddane przez osobę równocześnie zezowatą i w sztok pijaną. Chociaż, gdyby się tak zastanowić, to minus, jakim jest zez, łączy się tu z minusem, jakim jest stan upojenia alkoholowego, a, jak wiemy z lekcji matematyki, minus i minus dają plus, więc może akurat to porównanie nie wyszło mi najlepiej.

Markety i dyskonty tworzą więcej miejsc pracy niż osiedlowe sklepy. Oczywiście wynagrodzenia bywają różne, zależnie od sieci i stażu pracy, ale jak ustalili dziennikarze Dziennik.pl, kasjer może zarobić ok. 2.800 zł brutto. Czy zarobki pracowników w sklepach osiedlowych są wyższe? Wątpię. W części z nich pracują zresztą właściciele i ich rodzina. Ile osób zatrudnia taki sklepik? Dwie? Trzy? A ile hipermarket? Mogę więc spokojnie powiedzieć, że jako patriota gospodarczy dbam o to, by powstały i utrzymywały się miejsca pracy dla moich rodaków i robię to właśnie, kupując w takich sklepach.

Argumentem, który nie odnosi się do patriotyzmu, jest teza, jakoby sklepy osiedlowe zapewniały wyższy poziom obsługi klienta. Sprzedawca w takim sklepie ma – wedle sielankowej wizji – znać swoich klientów, witać ich w progu niemalże po imieniu, pamiętać, co lubią i najczęściej kupują, być bratem nieomal, a przynajmniej najbliższym przyjacielem i powiernikiem serc sąsiedzkich. W sieciach handlowych, hipermarketach i dyskontach, obsługa ma być ze względu na skalę ich działania oraz rotację personelu, znacznie gorsza.

W pobliżu, lub w nieco dalszej okolicy, mam sklepy E.Leclerc, Auchan, Tesco, Lidl i Biedronka. Nie przypominam sobie, bym w którymkolwiek z nich został obsłużony nieuprzejmie. W tym, który odwiedzam najczęściej, panie kasjerki kojarzą mnie i prawie zawsze żartujemy sobie przy podliczaniu moich zakupów.

Gdy wprowadziłem się do mieszkania, odwiedziłem najbliższy sklepik – budkę łączącą w sobie kiosk z gazetami i papierosami ze sklepem spożywczym. Przywitałem się miło, powiedziałem, że będę tu pewnie często kupował, bo wprowadziłem się do mieszkania po zmarłym Dziadku. Sprzedawczyni suchym tonem poinformowała mnie w odpowiedzi, że mojego Dziadka, owszem, kojarzy i mam zapłacić za gazety, których nie odebrał. Nie odebrał, bo umarł – żeby było jasne. Zrobiłem to. Od tamtej pory omijam budkę szerokim łukiem.

W pobliskim straganie owocowo-warzywnym kupowałem maliny. Tu też swoim zwyczajem wdałem się w dyskusję ze sprzedawcą, licząc na zadzierzgnięcie przyjaznych relacji. Po powrocie do domu zorientowałem się, że sprzedawca wcisnął mi opakowanie malin, w którym pod zewnętrzną warstwą ładnych owoców kryła się reszta – spleśniałych.

Nie poddałem się i podjąłem próbę zaprzyjaźnienia się również z pobliskim malutkim sklepem spożywczym. Po powitalnym „czego?” zrezygnowałem z zaprzyjaźniania się. Zresztą, teraz i tak ów sklep należy do jakiejś sieci franczyzowej.

Jedyne osiedlowe sklepy, w których udało mi się nawiązać przyjazne relacje to dwie całodobowe budy z napisami „Alkohole 24h”, stojące po przeciwnych stronach ulicy i zawzięcie ze sobą konkurujące.

Żeby było jasne: Nie chcę przekonać Cię, że sklepy osiedlowe to zło, a hipermarkety to dobro. Chcę natomiast przekonać Cię, że nie warto wkręcać się w brednie o handlowym patriotyzmie. Kupuj tam, gdzie lubisz i gdzie Ci się opłaca. To są właściwe kryteria wyboru.

(Visited 323 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

V Tajemnica Radosna - Odnalezienie Pana Jezusa

Następny tekst

10 sekretów udanego małżeństwa