Home»Wiara»Razem i osobno, czyli o modlitwie

Razem i osobno, czyli o modlitwie

0
Shares
Pinterest Google+

Lubię modlić się sam. Ja i Pan Bóg. Intymnie. Rozmowa w ciszy. Naprawdę, bardzo to lubię. Ale to za mało.

Gdy odprowadzę najmłodsze z dzieci do przedszkola, wracam sobie powoli do domu. Nikt mi wtedy nie przeszkadza, nic mnie nie rozprasza; jeszcze nie zacząłem dnia roboczego, ale jestem już przebudzony i rześki.

To jest mój czas. Mam ze sobą swój mały notesik, w którym ręcznie przepisałem wszystkie swoje ulubione modlitwy, w tym samodzielnie ułożony „zestaw” poranny. Czas powolnego powrotu do domu jest idealny na to, by odmówić poranny pacierz. Gdy odmówię te gotowe, wybrane przez siebie, modlitwy, mam jeszcze zawsze chwilę na to, by po swojemu podziękować, poprosić o to, co dla mnie ważne i przeprosić za to, co mi ciąży na sumieniu. Czasem rozmawiam sobie wtedy z Panem Bogiem, czasami z Matką Bożą, a czasami ze świętym Józefem, który przecież był mężem i niejako ojczymem, więc jakoś czuję do niego silny sentyment.

Jeżeli w ciągu dnia dokądś się sam wybieram, po drodze korzystam z noszonego na palca różańca albo, jeżeli czasu do dyspozycji mam więcej, z pięknego pełnego różańca od Ojca Świętego Franciszka. Czasami zamiast nich wybieram czotki i modlitwę Jezusową, którą bardzo lubię.

Zbyt rzadko niestety mam czas na to, by móc uklęknąć przed Najświętszym Sakramentem. W moim parafialnym kościele nie jest on w ciągu dnia wystawiany. Ale bardzo lubię adorację w ciszy. Lubię uklęknąć i tak sobie być z Nim. Najpierw oczywiście jest galopada myśli na najróżniejsze tematy. Potem – myśli o rozmaitych sprawach, które mam z Panem do przegadania. A w końcu przychodzi moment ciszy w głowie, kiedy to wszystko odchodzi i wtedy mogę słuchać.

dsc_0147

Marzy mi się samodzielna, samotna piesza pielgrzymka.

Wszystko to są formy spotkania z Panem Bogiem sam na sam. No, dobra, czasem z dodatkowym towarzystwem bliskich mi świętych. Oprócz Józefa nieraz przysiada się mój patron od bierzmowania, czyli Dyzma. Coraz częściej pojawia się Jurek, jak ładnie i familiarnie mówi o błogosławionym ks. Jerzym Popiełuszce, o. Grzegorz Kramer SJ. Nadal jednak są to formy modlitwy określanej jako indywidualna. Z żyjących ludzi nie ma wszak oprócz mnie nikogo.

I to jest dobra modlitwa. Dobra rozmowa z Kimś tak bardzo bliskim. Z Kimś, przed Kim nie muszę niczego udawać, niczego grać, przed Kim mogę się odsłonić ze wszystkimi swoimi słabościami, ranami i lękami, Komu mogę powiedzieć o wszystkim i Kogo mogę słuchać, nawet jeśli czasem więcej się domyślam niż słyszę.

Ale to za mało. Jak to pięknie powiedział stary zakonnik ojciec Leon w filmie „Kto nigdy nie żył…„:

Gdyby Bóg potrzebował samotnej pieśni, poprzestałby na Adamie Click To Tweet

Właśnie dlatego oprócz tej modlitwy indywidualnej potrzebna jest jeszcze modlitwa wspólnotowa. Bez niej nie da się dobrze przeżywać wiary. Pan Bóg nie chciał, żebyśmy funkcjonowali jako samotne wyspy. Po coś w końcu po Adamie stworzył jeszcze Ewę. Po coś w końcu kazał im się rozmnażać. Nie bez powodu Pan Jezus mówił uczniom:

Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich.

Mt 18, 20

Podstawową formą modlitwy wspólnotowej powinna być Msza Święta. Ale czy tak faktycznie jest?

Niedawno miałem okazję uczestniczyć w rekolekcjach głoszonych przez ojca Grzegorza Kramera SJ dla jednego z duszpasterstw akademickich w Warszawie. Ojciec Grzegorz na początku mszy poprosił zgromadzonych w kościele ludzi, by popatrzyli na stojących obok nich, by przywitali się ze sobą. Wszyscy zrobili to, mam wrażenie, że chętnie, ale – z ogromnym zdziwieniem. Przyjechał jezuita i wydziwia. A do mnie dotarło, że pierwszy raz tak naprawdę dostrzegam ludzi, którzy modlą się ze mną. Do tej pory modliliśmy się obok siebie. I od tego czasu nie mogę nadziwić się, że inni księża nie czynią podobnie.

Liturgia Mszy Świętej zawiera wiele elementów, które w założeniu mają podkreślać wspólnotowość. Wspólne odpowiedzi, wspólne śpiewy, przekazanie sobie nawzajem znaku pokoju, itp.

Patrzę jednak w niedzielę na ludzi w moim parafialnym kościele i nie mam poczucia, że modlimy się wspólnie. Stoimy obok siebie, mówimy to samo i nawet w tym samym momencie, ale nie robimy tego wspólnie. Oni nie wiedzą nic o mnie, ja nie wiem nic o nich. Teraz stoimy, siedzimy czy klęczymy obok, ale za chwilę rozejdziemy się każdy w swoją stronę i nie będziemy nawet pamiętali swoich twarzy. A jak jest w Waszych kościołach?

dsc_0161

Był czas, gdy co tydzień chodziłem na spotkania wspólnoty. Wspólnota była niewielka i w tej małej franciszkańskiej kaplicy miałem poczucie, że faktycznie modlimy się razem, rzeczywiście czułem ducha wspólnej modlitwy, czułem, że jesteśmy razem. Niestety od dawna nie mogę tam chodzić, bo uważam, że wieczorna modlitwa z moimi dziećmi jest ważniejsza. Mam nadzieję, że w końcu znajdę fajną wspólnotę w pobliżu, w którą będę mógł się zaangażować.

To jest spora pokusa, by myśleć, że modlitwa indywidualna wystarcza. Ja sam miewałem takie myśli, że sam sobie wystarczę, ba!, że to nawet lepiej, jeśli skupię się na własnej relacji z Panem Bogiem.

Zapominałem o tym, że Pan Bóg nie odsłania się przed człowiekiem, pozostaje zawsze Tajemnicą. Objawia się natomiast w innych ludziach.

Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

10 sekretów udanego małżeństwa

Następny tekst

Kocie niebo