Home»Rodzina»Rodzina kosztem zaufania

Rodzina kosztem zaufania

1
Shares
Pinterest Google+

Na stronie Mądrzy Rodzice, którą prowadzę, udostępniłem tekst Magdy z jej bloga Szczesliva. A potem czytałem komentarze zostawiane przez mamy pod facebookowym wpisem. Czytałem i oczy mi z orbit wychodziły.

Nie będę streszczał tekstu Magdy, przeczytajcie go sami: Zostałem ojcem bez mojej zgody. Poniżej wklejam post, żebyście z kolei mogli poczytać dyskusję i komentarze mam:

Zdumiało mnie to, że spora część, jeśli nie większość, wypowiadających się kobiet uznała, że kobieta ma prawo zdecydować za swojego męża czy partnera i samodzielnie podjąć decyzję o zajściu w ciążę. Dość częste, co już w ogóle odebrało mi mowę, były głosy, że facet mógł zrezygnować ze współżycia lub zdecydować się na zabieg pozbawienia się płodności.

Jasne, sytuacja idealna to taka, gdy para decyduje się na seks po sakramencie małżeństwa z pełną otwartością na nowe życie. Bardzo chciałbym, by tak było w każdym związku. Wiem jednak, że świat nie jest idealny, życie nie jest idealne, a poza tym, cóż, nie wszyscy podzielają katolicką naukę w sprawach rodzinnych i seksualnych i mają do tego prawo.

W historii opowiedzianej przez Magdę i jej bohatera kluczowe jest (a jednak będzie spoiler) to, że mężczyzna i kobieta świadomie na coś się umówili, a jedno z nich, tu – kobieta, z premedytacją złamało ustalenia. Istotne jest też dla mnie to, że inne kobiety, te komentujące, uznały to za całkowicie akceptowalne. Idę zaś o zakład, że gromko krzyczałyby „facet to świnia”, gdyby stroną łamiącą umowę był mężczyzna.

Współżycie seksualne w związku, pomijając sytuacje kryminalne, w których powinno wkraczać prawo karne, to decyzja dwojga ludzi. Jeszcze raz: idealnie, gdyby poczekali z nią do ślubu. Ale wielu nie czeka. Nie będę hipokrytą i nie zamierzam nikogo potępiać. Dwoje dorosłych ludzi decyduje się na seks ze sobą. Oboje wiedzą, że to jest taka czynność, która z założenia może kończyć się rodzicielstwem. Są na tyle dojrzali, by ten aspekt przedyskutować, zanim pójdą do łóżka. Dyskutują i ustalają zgodnie, że dzieci nie chcą, więc decydują się na antykoncepcję. Nie popieram, ale szanuję prawo do takich ustaleń.

Fajnie, że bohater tekstu Szczeslivej odnalazł się w roli ojca. Pozostaje jednak problem inny: Otóż między nim a matką tego dziecka na zawsze zostanie zadra w postaci jej kłamstwa, ale też braku szacunku do wspólnych decyzji, więc i de facto do niego samego.

Utracić czyjeś zaufanie, wiem o tym aż nazbyt dobrze, jest bardzo łatwo. To wcale nie wymaga czasu ani wysiłku. Można je stracić w mgnieniu oka. Odbudować to, co się zburzyło, jest jednak bardzo trudno. Wymaga czasu, pracy – i to bez żadnej gwarancji, że się uda. Może zdarzyć się i tak, że kryzys uda się zażegnać, wszyscy będą przekonani, iż jest dobrze, a ta rana odezwie się boleśnie po długim czasie.

Głupota kobiety z tej opowieści, mówiąc wprost, mnie poraża. Podjęła ryzyko, którym obarczyła nie tylko siebie, ale i mężczyznę, którego jakoby kocha, choć trudno tu nie zapytać: Cóż to za miłość, która pozwala na świadome okłamanie ukochanej osoby dla spełnienia swoich pragnień? Co gorsza: obarczyła tym również to dziecko, którego tak bardzo pragnęła. Nie tylko podjęła ryzyko, że ów mężczyzna w poczuciu zranienia odejdzie, że utraci jego miłość, ale i pozbawi dziecko miłości ojcowskiej. Dla spełnienia swojego pragnienia pozbawiła i tego mężczyznę, ale i siebie samą, jednej z najpiękniejszych rzeczy: wspólnej radości z tego momentu, gdy kochający się ludzie dowiadują się, że w ich życiu pojawi się dziecko, ale i pięknego wspomnienia o tej chwili. Zamiast tego wspominać będą mogli jedynie moment raniącego kłamstwa. Oboje. Brzmi słodko, prawda?

Historia tej pary nie byłaby warta drugiego tekstu (bo jeden napisała już przecież Szczesliva), gdyby nie właśnie komentarze innych kobiet, które w postępowaniu tej kobiety nie tylko nie widziały niczego niewłaściwego, ale wręcz pochwalały je, wypowiadając się z pogardą o mężczyznach.

Miłe panie! Jeśli, jak same twierdzicie, musicie przejmować odpowiedzialność i decyzje za swoich mężczyzn w takiej sprawie, to znaczy, że rozkładacie nogi przed typem Piotrusia Pana. Robienie sobie dzidziusia z Piotrusiem Panem świadczy o tym, że same absolutnie nie dorosłyście do roli żony i matki.

Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Poszedłem protestować. Przeciwko wszystkim

Następny tekst

Nie bądź pewny że czas masz, bo pewność niepewna