Home»Społeczeństwo»W oczekiwaniu na Reytana

W oczekiwaniu na Reytana

0
Shares
Pinterest Google+

Narodowa legenda głosi, iż pewien szlachcic, nie chcąc dopuścić do podpisania haniebnych dokumentów, położył się w drzwiach i, rozerwawszy w dramatycznym geście koszulę na piersiach, wykrzyknął: „Nie pozwalam”. Gdzie te czasy…

Gdyby budować ogląd życia w naszym kraju na podstawie tego, co podsuwają nam media, można by odnieść wrażenie, iż żyjemy w państwie na wskroś chrześcijańskim, ba! katolickim, że nasze życie i przeglądy przesiąknięte są nauczaniem Jezusa z Nazaretu oraz Jego apostołów.

Żyjemy wszak w królestwie, którego królem jest sam Jezus. Co prawda biskupi tłumaczyli, że nie może nim być, bo jest Królem Wszechświata, prosty lud jednak wie lepiej, media zresztą też, dlatego wciąż słyszymy o intronizacji Jezusa na króla Polski. I nawet, jeśli niektórzy gorliwi przyjmują do wiadomości, iż taki akt nie nastąpił, to tylko po to, by dostrzec w tym biskupie zaprzaństwo i domagać się aktu zgodnego z oczekiwaniami, nawet jeśli – nie z wiarą.

Mamy więc Króla, ale mamy też Królową. Takie to dziwne bowiem to nasze królestwo, że rządzi w nim wspólnie Syn i Matka. Królową Polski jest bowiem sama Maryja. Ale nie że tak ogólnie. Królową jest taka konkretna – ta z Częstochowy. Ta z Fatimy już nie. I ta z Guadelupe, Lourdes, czy nawet z Ostrej Bramy też nie. Jak wiadomo nie od dziś, Matek Boskich jest wiele, ale tylko jedna jest właściwa – ta nasza, polska, nie szkodzi, że z niepolskiej ikony. Tą naszą, koronowaną, czci nawet parlament.

W naszym królestwie w każdym aspekcie życia odnosimy się do wiary i religii. Nawet gdy szkoła uruchamia nową toaletę dla nauczycieli, to przychodzi ksiądz, żeby ów przybytek kontemplacyjny poświęcić. (Nie, to nie jest wymysł, to autentyk.) Nasi rządzący niemal przy każdej okazji podkreślają, jak mocno są wierzący, głównie poprzez pielgrzymki do pewnego zakonnika, którego medialny koncern pomógł owym rządzącym wygrać wybory.

Jesteśmy wierni tradycji, dlatego co roku w każdym polskim domu na wigilijnym stole stawia się talerz dla niespodziewanego wędrowca, niezapowiedzianego gościa, przybysza potrzebującego gościny. Stawia się ten talerz, odmawiając przy tym w duchu cichą modlitwę, żeby – broń, Boże – żaden wędrowiec, żaden gość, żaden przybysz nie ośmielił się naruszyć naszej strefy komfortu i przeszkodzić nam w kolacji.

I właśnie teraz, w tym przedświątecznym amoku, widać to szczególnie mocno. Tak mocno, że aż oczy bolą, i serce boli.

Podniecamy się tym, że jeden polityk coś pierdnął ustami, a drugi mu odpierdnął, obaj rozpuścili wokół siebie podobny smród, jeden odwołał, drugi powołał, trzeci podpisał, czwarty z piątym pokłócił się o coś, szósty palnął jakąś głupotę, z której wszyscy się podśmiechują, pani celebrytka pokazała pupę, a druga właśnie nie, choć przecież dla uciechy gawiedzi mogłaby. A w jednym hipermarkecie mają teraz promocję „do drugiego karpia figurka aniołka gratis”, a gdzie pani, kurwa, się tak pcha, kolejka jest przecież i nie bierz, stara raszplo, tylu karpi, bo dla innych nie wystarczy, jak ci zaraz przypierdolę torebką, to popamiętasz, ty niepolskie ścierwo!

A w Aleppo giną ludzie. Nie tylko żołnierze, bo oni, choć też ludzie, mają ryzyko śmierci wpisane w swój zawód. Giną cywile. Kobiety, starcy, dzieci, pacjenci w szpitalach. A na łodziach płynących do Europy toną ludzie. Może kobiety, może mężczyźni, może młodzi, może starzy – ale nadal ludzie. Toną, gdy próbują dopłynąć do nas i poprosić o to miejsce, które zostawiamy przy wigilijnym stole.

Zajmiemy się wszystkim, byle tylko ich nie zobaczyć, byle tylko nie zobaczyć w nich ludzi. Gdybyśmy dostrzegli, wigilijny karp mógłby nam stanąć ością w gardle. Znajdziemy milion wymówek, zasłonimy się koniecznością obrony wiary, tradycji i czegokolwiek jeszcze. I nie będzie nam jakiś Jezus mówił, co mamy robić, choć ogłaszamy Go naszym królem.

Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: „Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; 36 byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie”.

Wówczas zapytają sprawiedliwi: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?” A Król im odpowie: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”.

Mt 25, 34-40

Jasne, nikt z nas sam z siebie, a pewnie nawet jako cały naród, nie ma możliwości powstrzymania władz Syrii i Rosji od zbrodni ludobójstwa. Nikt z nas nie jest w stanie pomóc wszystkim potrzebującym. Nie uratujemy każdego dziecka, każdej kobiety, nie uratujemy wszystkich ludzi, którzy tam są mordowani. Oczywiście. Ale możemy starać się robić tyle, ile się da. Nie uratujemy wszystkich? To uratujmy choć jednego człowieka. A może uda się dwóch? Trzech? Dziesięciu? A może faktycznie tylko jednego? A czy ten jeden uratowany to nie jest już więcej niż zero?

Nasi biskupi poddali się w kwestii przyjmowania uchodźców. Opór rządu, który dobrze wyczuwa nastroje społeczne, był – jak widać – zbyt silny. Honorowaliśmy papieża Franciszka, ale jego nauczanie na temat uchodźców nie tyle nawet ignorujemy, co zwalczamy. Zaproponowali więc nasi duszpasterze tzw. korytarze humanitarne, żeby pomóc choć nielicznym. Ale i ten pomysł rządzący, ci sami, którzy wycierają sobie Panem Bogiem gęby na każdym kroku, odrzucili.

Nie bez powodu zacząłem od Reytana. Chciałbym zobaczyć naszych pasterzy, gdy wzywają i prowadzą, choćby i nieliczną, grupę wiernych pod budynek parlamentu albo siedzibę rządu, żeby tam krzyknąć: „Non possumus! Nie pozwalamy! Nie pozwalamy na taką obojętność!” Czy gest Reytana zapobiegł rozbiorom Polski? Nie. Ale mimo to uznajemy go za ważny.

Co możesz zrobić?

Modlitwa

Jako chrześcijanin możesz modlić się w intencji pokoju w Syrii i ludzi, którzy tam są. Nie lekceważ modlitwy, ona ma moc. Nie ma jakiejś „cudownej modlitwy” w tej intencji. Po prostu pamiętaj o tym w codziennej rozmowie z Panem Bogiem, mów od serca, swoimi słowami.

Wsparcie

Nie wiadomo, czy uda się zorganizować korytarze humanitarne. Ale można pomagać w inny sposób. Caritas Polska prowadzi akcję Rodzina Rodzinie. Wesprzyj ją finansowo. To jest konkret.

Twój głos

Podpisz petycję do polskiego rządu w sprawie tzw. korytarzy humanitarnych. Mów o tym, pisz w internecie. Rządzący nie chcą pomagać poszkodowanym w wojnie w Syrii, bo widzą, że taka postawa ma poparcie społeczne. Warto więc pokazywać, że są Polacy myślący po chrześcijańsku, po ludzku i przekonywać innych.

(Visited 83 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Liebster Blog Award

Następny tekst

Poszedłem protestować. Przeciwko wszystkim