Home»Wiara»Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela…

Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela…

1
Shares
Pinterest Google+

Nie od dziś mam wrażenie, że nie za bardzo radzimy sobie jako chrześcijanie z Duchem Świętym. Bóg Ojciec – wiadomo, On tu rządzi. Syn Boży zbawia i słucha się Ojca. A z tym Duchem Świętym to tak nie do końca wiemy, jak się obchodzić.

Więcej uwagi chyba poświęca się w kościelnym nauczaniu Maryi. Dlatego dzieci często układają sobie w głowach, odwzorowując na swój użytek znany im wzorzec ludzkiej rodziny, że Trójca Święta to Tata, Mama i Syn. Przyznam, że ja sam, choć takiego pojmowania Trójcy Świętej nie miałem, to z lekcji religii niewiele dowiedziałem się o Pocieszycielu. Rozmawiałem na ten temat z wieloma osobami i nie tylko u mnie tak było. Duch Święty w katechezie traktowany był zdecydowanie po macoszemu.

Nawet w obu wersjach Credo można dostrzec to traktowanie po macoszemu. Oto Skład Apostolski:

Wierzę w Boga Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi, i w Jezusa Chrystusa, Syna Jego Jedynego, Pana naszego, który się począł z Ducha Świętego, narodził się z Marii Panny, umęczon pod Ponckim (lub: Poncjuszem) Piłatem, ukrzyżowan, umarł i pogrzebion, zstąpił do piekieł, trzeciego dnia zmartwychwstał, wstąpił na niebiosa, siedzi po prawicy Boga Ojca Wszechmogącego, stamtąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych. Wierzę w Ducha Świętego, święty Kościół Powszechny (lub: chrześcijański), świętych obcowanie (lub: społeczność świętych) grzechów odpuszczenie, ciała zmartwychwstanie, żywot wieczny. Amen

W całej modlitwie o Duchu Świętym mówimy tyle, że w niego wierzymy. Koniec. Kropka. Nic więcej. Odrobinę więcej jest w Credo trydencko-konstantynopolitańskim:

Wierzę w jednego Boga, Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych. I w jednego Pana Jezusa Chrystusa, Syna Bożego Jednorodzonego, który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami. Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego. Zrodzony a nie stworzony, współistotny Ojcu, a przez Niego wszystko się stało. On to dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba. I za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem. Ukrzyżowany również za nas, pod Poncjuszem Piłatem został umęczony i pogrzebany. I zmartwychwstał dnia trzeciego, jak oznajmia Pismo. I wstąpił do nieba; siedzi po prawicy Ojca. I powtórnie przyjdzie w chwale sądzić żywych i umarłych, a Królestwu Jego nie będzie końca. Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela, który od Ojca i Syna pochodzi. Który z Ojcem i Synem wspólnie odbiera uwielbienie i chwałę który mówił przez Proroków. Wierzę w jeden, Święty, powszechny i apostolski Kościół. Wyznaję jeden chrzest na odpuszczenie grzechów. I oczekuję wskrzeszenia umarłych. I życia wiecznego w przyszłym świecie. Amen.

Tu przynajmniej mamy podkreśloną jedność Trójcy Świętej.

Papież Leon XIII w wydanej w 1897 roku encyklice Divinum illud munus wspomina, uznając za niezwykle istotną, decyzję swego poprzednika Innocentego XII, by nie ustanawiać osobnych świąt i nie zezwalać na nadawanie świątyniom patronatu poszczególnych osób Trójcy Świętej. Mogą pojawić się wspomnienia zdarzeń czy przymiotów (np. Zesłanie Ducha Świętego, Chrystus Zbawiciel), ale nie wprost Osoby, zaś papieź Jan XXII ustanowił święto Trójcy Świętej. Miało to właśnie podkreślać jedność Trójcy.

Ale nadal niewiele przeciętny chrześcijanin dowiaduje się z tego o samym Duchu Świętym. Choć przecież, jak słusznie zauważa Leon XIII, za sprawą Ducha Świętego dzieją się w historii świata i Kościoła sprawy niezwykłe i ważkie. Autor encykliki Divinum illud munus opisuje też pięknie poszczególne osoby Trójcy Świętej:

Kościół jak najodpowiedniej przypisuje Ojcu te dzieła Boga, w których zaznacza się potęga, Synowi te, w których przejawia się mądrość, zaś Duchowi Świętemu te, w których najmocniej występuje miłość.

Z osobą Ducha Świętego najmocniej łączy się sakrament bierzmowania. Jasne, jest też chrzest, ale większość z nas chrzczona była w takim momencie naszego żywota, iż zapewne niewiele z tego momentu pamiętamy, a i raczej niespecjalnie się do niego przygotowywaliśmy.

Ja przystępowałem do bierzmowania jako dorosły, większość moich rozmówców – jako nastolatkowie. Dla mnie był to sakrament powrotu do Kościoła. Dla wielu z nich bierzmowanie było niestety sakramentem pożegnania z Kościołem, przynajmniej do momentu, gdy pomyśleli o ślubie kościelnym.

Razem ze mną bierzmowana była dość liczna grupa młodych ludzi. Obserwowałem ich z ogromnym zainteresowaniem. Większość z nich sprawiało wrażenie, że w ogóle nie rozumieją istoty tego, co się dzieje. Wcale nie zamierzam ich za to obwiniać. Nie umiemy najwyraźniej budować relacji ludzi z Duchem Świętym.

Dziś, głównie za sprawą ruchów i wspólnot charyzmatycznych, osoba Ducha Świętego wielu ludziom kojarzy się z budzącymi kontrowersje zjawiskami jak tzw. zaśnięcia w Duchu Świętym i specyficznymi formami modlitwy. Wielu ludziom, zwłaszcza tym konserwatywnych, trudno jest odnaleźć się w tych formach. Sam zaliczam się do takich ludzi. Pocieszające jest to, że w Kościele o Duchu Świętym mówi się coraz więcej, na szczęście nie tylko w konwencji nowoczesnych form religijnych, które – mam wrażenie – często mają w sobie więcej formy niż treści. (Tu dodam: to nie znaczy, że są gorsze i – broń Boże! – nie chcę ich deprecjonować. Z pewnością dla wielu ludzi są dobre. Dla mnie nie. Tylko tyle i aż tyle.)

Bez Ducha Świętego nie da zrozumieć niczego. Nazywamy Go wszak Duchem Prawdy. Pan Jezus zapowiadał Go jako tego, który będzie odsłaniać przed nami Prawdę – stopniowo, wtedy, gdy będziemy gotowi na jej przyjęcie, który będzie prowadzić nas do Pana Boga.

Między innymi dlatego w Kościele możliwe są zmiany. Zmienia się liturgia, zmienia rozumienie niektórych prawd wiary (a nie same prawdy), interpretowanie Pisma Świętego, zmieniał się katechizm, obrzędy, prawo kanoniczne. Wierzymy, że dzieje się nie dlatego, że Kościół próbuje dostosowywać się do zmieniającego się świata, ale dlatego, że to właśnie Duch Święty podpowiada pewne zmiany.

Zmiany w kościelnym nauczaniu, w Kościele w ogóle następują powoli, bo niezwykle ważne jest uważne rozeznanie, czy stoi za nimi właśnie podpowiedź Ducha Świętego, a nie pokusa dostosowywania się do świata. Powoli – ale jednak. Mimo to wywołują na ogół opór. Dla niektórych samo wspomnienie o zmianie jest już czymś złym. Niektórzy wprost lub w sposób zawoalowany potrafią wypowiedzieć posłuszeństwo papieżowi, obrażać go, np. określeniem „antypapież”, a widziałem nawet takich, którzy modlą się o rychłe konklawe (czyli o śmierć ojca świętego albo o jego rezygnację z powodu złego stanu zdrowia) – tylko dlatego, że wspomina on o potrzebie zmian. Ponieważ osoby te, na ogół bardzo konserwatywne, lubią powoływać się na nauczanie wcześniejszych papieży, zwłaszcza tych sprzed soboru Vaticanum II, to pozwolę sobie przytoczyć słowa Piusa XII:

Tkwią zatem w niebezpiecznym błędzie ci wszyscy, którzy sądzą, że mogą przyjąć Chrystusa jako Głowę Kościoła, chociaż nie trzymają się wiernie Jego namiestnika na ziemi.

Pius XII, Mystici Corporis Christi

Moje odkrywanie Ducha Świętego zaczęło się dopiero po czterdziestce, czyli po moim „powrocie po latach” na łono Kościoła. Uczyłem się na nowo wiary, ale też jej prawd. I wtedy podjąłem decyzję, że chcę przygotować się do sakramentu bierzmowania. Dopiero wtedy, jako już dojrzały (przynajmniej wiekiem) człowiek, podczas tych przygotowań, dowiadywałem się o Duchu Świętym. Późno trochę, prawda? Im więcej się dowiadywałem, tym mocniej czekałem na bierzmowanie, sakrament chyba najmocniej związany z Duchem.

Przyznaję uczciwie, że był taki moment, gdy moje myślenie miało nieco „magiczny” w swej naiwności charakter. Towarzyszyła mi bowiem, mocno naiwna i dziecięca, wizja, że oto po przystąpieniu do bierzmowania zstąpi na mnie Duch Święty i teraz to ja już będę wiedział, oj, będę wiedział. I już będę umiał dobrze rozeznawać, dobrze decydować, dobrze wybierać. Takim będę mocarzem!

Tak to nie działa.

Nie zmienia to faktu, że doświadczam działania Ducha Świętego bardzo często. Ale to nie są fajerwerki. Jak powiedział ks. Grzegorz Strzelczyk w wywiadzie udzielonym Teologowi Na Manowcach na łamach Deon.pl, mój Bóg nie jest Bogiem fajerwerków, a Duch Święty „zdaje się woli omijać błyski fleszy”.

Czasami chodzę długi czas z jakimś problemem albo z tym, że nie rozumiem czegoś w mojej wierze. I przychodzi taki dzień, czasem to długo trwa, zanim nadejdzie, gdy czuję bardzo mocno, że muszę iść na mszę. Nie tak w niedzielę, bo to wiadomo. Ale na przykład we wtorek na poranną. I idę. I nagle, czy to w samych czytaniach, czy w homilii, czy nawet w śpiewanej pieśni przychodzi do mnie odpowiedź. Ot, tak, po prostu. Bum. I jest. Albo czuję, że muszę o czymś porozmawiać z moją żoną. I nagle okazuje się, że wyjaśniliśmy sobie problem, który psuł coś między nami i obojgu nam doskwierał.

Ksiądz Strzelczyk w przywołanym wywiadzie mówi też tak:

Podstawowe działanie Ducha to kuszenie do dobra. Główne charyzmaty to te, które służą poznaniu. Duch chce nas doprowadzić do prawdy, czyli do rozpoznania woli Bożej. Chce nam wskazać dobro, które jest przed nami, które mamy realizować. Mamy więc rozpoznanie dobra, potem przynaglenie (że mamy to zrobić), a na końcu uzdolnienie, w którym daje nam siłę do tego. Pomoc, żebym umiał i działał skutecznie. Jesteśmy skłonni myśleć, że charyzmat jest wtedy, kiedy w ogóle nie umiemy czegoś robić i nagle zyskujemy zdolność do tego. Ale to są tak zwane charyzmaty nadzwyczajne: człowiek nie potrafi mówić w danym języku, puff, i potrafi. A charyzmaty zwyczajne, te powszechniejsze, działają podobnie jak silnik w rowerze elektrycznym. Jak się nie pedałuje, to nie jedzie. Muszę zacząć, a wtedy on mnie wzmocni i nagle jestem w stanie wyjechać na górkę bez zadyszki.

To nie jest tak, że jest budyń z soczkiem, idylla i w ogóle cud, miód i malina. Problem polega na tym, że nie zawsze umiem słuchać. Czasem tyle gadam, tyle się modlę, że nie daję Duchowi Świętemu dojść do głosu. Czasami Go usłyszę, ale nie usłucham. No, bo wiem lepiej. Albo nie wierzę, że rozwiązanie jest tak proste. Albo wygodniej mi jest nie posłuchać, bo to, do czego mnie wzywa, wydaje mi się zbyt trudne, zbyt wymagające, zbyt pracochłonne, i tak dalej.

Nie zmienia to faktu, że mam w sobie ogromną – nie wiem nawet, jak to dobrze określić – czułość wobec Ducha Świętego. I ogromne pragnienie relacji. Nie takiej fajerwerkowej. Ale takiej na co dzień. Nie takiej podnoszącej poziom endorfin, choć nie obrażę się o to, ale takiej, która pomaga mi być z Bogiem. Warto bowiem pamiętać to, co pisał apostoł – że nikt nie jest w stanie bez Ducha Świętego powiedzieć „Jezus jest moim Panem”. A przecież jest.

Przypisy:

  1. Divinum illud munusLeon XIII, 1897 r.
  2. Dominum et vivificantem, Jan Paweł II, 1986 r.
  3. Mystici Corporis Christi, Pius XXI, 1943
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

I Tajemnica Światła - Chrzest Pana Jezusa w Jordanie

Następny tekst

Diabeł przychodzi we wzorku na bieliźnie