Home»Wiara»Rafy»Ta historia nie może się tak kończyć, czyli zostałem heretykiem

Ta historia nie może się tak kończyć, czyli zostałem heretykiem

0
Shares
Pinterest Google+

Mam pełną świadomość, że tym tekstem niebezpiecznie ocieram się o herezję, ale musiałem go napisać. Staram się być uczciwy wobec siebie, wobec Pana Boga, ale i wobec tych nielicznych osób, które mnie czytają. Skoro z czymś w sprawach wiary mam problem, to postanowiłem o tym napisać, również po to, by ubrać swoje wątpliwości w słowa i spróbować w ten sposób jakoś je uporządkować.

Nieraz już pisałem, że bardzo cenię jezuitę – ojca Grzegorza Kramera SJ, który nieustannie powtarza, że #BógJestDobry. I ta moja, trącąca chyba herezją, myśl to poniekąd jego zasługa. Pojawiła się bowiem w mojej głowie przez to założenie, które jest dla mnie założeniem podstawowym w religijnych rozważaniach: Bóg jest absolutną miłością i absolutnym dobrem. Do tej myśli będę dalej powracał. Po kolei.

Anomalia w miłości

W tradycji Kościoła pojawiały się różne hipotezy dotyczące tego, skąd wzięło się zło. 7 najbardziej popularnych tez zebrał w jednym artykule Robert Zając. Wspólnym elementem tych teologicznych hipotez jest anielski bunt przeciwko Panu Bogu. Bunt ten miał mieć źródło w nieuporządkowanej miłości do Boga. To ważne – nie w nienawiści, ale w miłości – lecz była to miłość egoistyczna, przez co nasycona zachłannością i zazdrością (Mdr 2, 23-24).

Skąd się jednak ta anomalia w miłości wzięła u anioła stworzonego przez Boga? Bóg jest absolutną miłością i absolutnym dobrem – powrócę do tej myśli. Skoro stworzył anioła takiego, to miał jakiś ku temu powód. To nie był przecież wypadek przy pracy ani jakaś złośliwość. Pan Bóg jest Wszechwiedzący i Wszechmocny. Wiedział, co robi, wiedział, jakie będą konsekwencje i mógł zrobić inaczej. Skoro tak zrobił, to po coś. Ja nie wiem, po co, ale też trudno oczekiwać, bym rozumiał zamysły Pana Boga.

Jest jednak dla mnie dość istotne, że – wbrew powszechnym mitom – źródłem buntu nie była nienawiść, ale miłość, nawet jeśli ta miłość była źle przeżywana, nieuporządkowana, zachłanna. Jest to dla mnie ważne, bo, skoro Pan Bóg jest miłością absolutną i doskonałą, to bardzo ciężko mi uwierzyć, by całkowicie i nieodwołalnie potępił za miłość niedoskonałą. Do tego jeszcze wrócę.

Oskarżyciel i oszczerca

Słowo szatan pochodzi od hebrajskiego słowa ‏שטן‎, satan, które znaczy tyle co „przeciwnik”, „oskarżyciel”, „oszczerca”. Używane przez nas zamiennie słowo diabeł pochodzi zaś od greckiego διάβολος diábolos, które tłumaczymy jako oskarżyciel, oszczerca.

Oskarżyciel i oszczerca. Oszczerca czyli oskarżyciel fałszywy, pomawiający. Ale szatan nie jest tylko oszczercą. W Piśmie Świętym znajdziemy zarówno fałszywe, jak i prawdziwe oskarżenia, które zanosi do Pana Boga przeciwko człowiekowi. Gdy podważa bezinteresowność pobożności Hioba, jest oszczercą. Potem jednak w Księdze Zachariasza znajdujemy taki fragment:

Potem [Pan] ukazał mi arcykapłana Jozuego, który stał przed aniołem Pańskim, a po jego prawicy stał szatan oskarżając go. [Anioł] Pański tak przemówił do szatana: «Pan zakazuje ci tego, szatanie, zakazuje ci tego Pan, który wybrał Jeruzalem. Czyż nie jest on2 niby głownia2 wyciągnięta z pożogi?»
A Jozue, stojący przed aniołem, miał szaty brudne. I zwrócił się anioł do tych, którzy stali przed nim: «Zdejmijcie z niego brudne szaty!» Do niego zaś rzekł: «Patrz – zdejmuję z ciebie twoją winę i przyodziewam cię szatą wspaniałą». I tak mówił jeszcze: «Włóżcie mu na głowę czysty zawój». I włożyli mu na głowę czysty zawój, i przyodziali go wspaniale. A działo się to w obecności anioła Pańskiego.
Po czym anioł Pański napomniał uroczyście Jozuego: «Tak mówi Pan Zastępów: Jeżeli wytrwasz na moich drogach, jeżeli wierny będziesz posłudze dla Mnie, uczynię cię przełożonym mojego domu i opiekunem moich przedsionków i policzę cię w poczet tych, którzy tutaj stoją. Arcykapłanie Jozue, słuchaj ty i twoi towarzysze, którzy są twoimi doradcami, gdyż przez tych mężów spełni się cudowna obietnica, albowiem ześlę sługę mego – Odrośl. Patrz – oto kamień, który kładę przed Jozuem: na tym kamieniu jest siedem oczu, Ja sam na nim wyrzeźbię napis i w jednym dniu zgładzę winę tego kraju – wyrocznia Pana Zastępów. W owym dniu – wyrocznia Pana Zastępów – będziecie się wzajemnie zapraszać, [by odpoczywać] w cieniu winorośli i drzew figowych».

Za 3, 1-10

Tak po ludzku to cholernie niesprawiedliwe. Pan Bóg nie broni Hioba, który jest pobożny i niczym nie zawinił. Broni zaś arcykapłana Jozuego, choć jego szatan oskarża słusznie. Broni jednak tego, który obrony potrzebuje. Pozwala za to doświadczać tego, co do którego ma pewność, że próbie podoła. Tak po ludzku, patrząc na Hioba, chciałoby się powiedzieć, że może lepiej nie być pobożnym i lepiej, gdy Pan Bóg takiej pewności nie ma. Ale z drugiej strony: z tej historii płynie inna cenna nauczka: Pan Bóg nie daje nam do uniesienia więcej niż unieść jesteśmy w stanie.

Wróćmy jednak do oskarżyciela i oszczercy. Pan Bóg pozwala mu działać, choć przecież, co pokazuje przykład arcykapłana Jozuego, może zabronić. Skoro zaś Pan Bóg jest absolutną miłością i absolutnym dobrem, to w tym przyzwoleniu jest zapewne jakiś plan. Ja tego planu nie pojmuję, ale wierzę, że on jest.

Grzeczni na prawo, niegrzeczni do ognia

I tu dochodzimy do Apokalipsy świętego Jana. To jest ta księga Nowego Testamentu, z którą – przyznaję – mam ogromny problem. Jako katolik powinienem przyjąć całe Objawienie, które Kościół podaje do wierzenia, a mi bardzo trudno jest wierzyć w to, co opisuje święty Jan.

Źródłem tych trudności nie jest ogromne nasycenie symboliką czy niezbyt prawdopodobnie brzmiącymi opisami, bo tych nie brakuje przecież w innych księgach Pisma Świętego. Jonasz wychodzący żywy po trzech dniach spędzonych w brzuchu ryby nie brzmi przecież zbyt prawdopodobnie. Miecz wychodzący w wizji świętego Jana z ust Jezusa nie brzmi więc bardziej ani mniej wiarygodnie niż historia Jonasza czy wiele innych biblijnych opowieści.

A gdy się skończy tysiąc lat, z więzienia swego szatan zostanie zwolniony. I wyjdzie, by omamić narody z czterech narożników ziemi, Goga i Magoga, by ich zgromadzić na bój, a liczba ich jak piasek morski. Wyszli oni na powierzchnię ziemi i otoczyli obóz świętych i miasto umiłowane; a zstąpił ogień od Boga z nieba i pochłonął ich. A diabła, który ich zwodzi, wrzucono do jeziora ognia i siarki, tam gdzie są Bestia i Fałszywy Prorok. I będą cierpieć katusze we dnie i w nocy na wieki wieków.

Ap 20, 7-10

Troszkę robi mi się mętlik w głowie. Oto bowiem Diabeł / Szatan wydaje się być w tym fragmencie bytem innym niż Bestia i Fałszywy Prorok, czyli Antychryst. To pewnie da się jakoś sensownie wytłumaczyć, nawet jeśli ja, choćby z racji niedostatecznego wykształcenia, nie umiem.

Wrócę jednak do myśli nadrzędnej: Bóg jest absolutnym dobrem i absolutną miłością.

Bóg stworzył anioły w taki sposób, że był w nich potencjał nieuporządkowanej miłości, która doprowadziła do buntu i pojawienia się zła. Bóg był z pewnością świadom tego, co robi, konsekwencji, jakie to niesie, wszak jest Wszechwiedzący. Skoro jest dobry, to zrobił to w znanym sobie celu. Miał swoje powody, dla których uczynił anioły doskonalszymi od nas, ludzi, ale jednak niedoskonałymi.

Pan Bóg wciąż daje kolejne szanse nawrócenia ludziom, których obdarzył wolną wolą. Dlaczego więc miałby nie dać takiej szansy aniołom, które sam uczynił niedoskonałymi?

Dlatego tak trudno mi wierzyć, że zaplanował i objawił jako pewnik to, że zbuntowany z miłości anioł ma zostać nieodwołalnie potępiony. Trudno mi w to wierzyć, bo mam taką nadzieję, iż Dobry Bóg ma w zanadrzu jakiś plan, który ma doprowadzić do nawrócenia tego anioła, który zbuntował się przez chorą miłość. Mam nadzieję, że ma plan, by tę miłość uzdrowić.

Rozumiem, że Pan Bóg szanuje wolną wolę i daje istotom, które stworzył, prawo odrzucenia Go. Ktoś, kto odrzuca miłość Pana Boga, odrzuca zbawienie. Ale chcę mieć nadzieję, że aż do samego końca będzie walczył o każde istnienie, które dzięki Niemu powstało.

Nawrócenie szatana, choć brzmi niewątpliwie heretycko, jest wizją, której trudno mi się oprzeć, bo ona wynika wprost z mojej wiary w absolutną dobroć i absolutną miłość, czyli z wiary w Pana Boga.

Czym jestem wobec Ciebie, ja, com z rajskich włości
zabrał z sobą, wygnaniec, tę łamiącą winę
i teraz ginę,
od Wschodu do Zachodu tułacz nieszczęśliwy,
pod nieuchronnych wyroków
w początkach dnia i nocy wzniesionym obuchem?!
Stopę Swoją złożyłeś na pokoleń grzbiecie
i sądzisz! Kyrie elejson!
Płaczów i jęków słuchasz niesłyszącym uchem
i sądzisz! Kyrie elejson!
Na mękę wieków patrzysz niewidzącym okiem
i sądzisz! Kyrie elejson!
Niewiasta z rozpaczliwym krzykiem rodzi dziecię,
Ty jego duszę grzechu oblewasz hyzopem
i sądzisz! Kyrie elejson!
Wichr idzie po rozdrożach westchnieniem głębokiem
ku Twojej wyży,
modlitwy niesie krwawe, przybite do krzyży,
Ty sądzisz! Kyrie elejson!
A kto mnie stworzył na to, ażebym w tej chwili,
odziany potępienia podartą żałobą,
kawałem kiru, zdjętym z mar Twojego świata,
wił się i czołgał przed Tobą,
Okoi martwym, osłupiałym z przerażenia okiem
strasznego Sądu wyławiał płomienne,
świat druzgocące rozkazy?
A kto mi kazał patrzeć na te czarne głazy,
rozpadające się na gruz pod mocą
Twojego gniewu, przeraźliwy Boże —
na głazy te, gdzie straszny owoc Twego drzewa,
złocistowłosa Ewa,
do piersi pierś padalca tuli obnażoną?…

Jan Kasprowicz, Dies Irae

ilustracja główna: John Martin, Wielki dzień Jego gniewu, Wikimedia Commons, domena publiczna
ilustracja druga: Pieter Bruegel starszy, Sąd Ostateczny, Wikimedia Commons, domena publiczna
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Sześć historii o różnym ciężarze gatunkowym

Następny tekst

Zanim rzucimy się sobie do gardeł...