Home»Wiara»Nie czcimy obrazów, ale mogą nam pomagać

Nie czcimy obrazów, ale mogą nam pomagać

0
Shares
Pinterest Google+

Kwestia obrazów przedstawiających wizerunek Pana Jezusa, Maryi oraz świętych od dawna budzi kontrowersje. Nasi bracia protestanci czynią nam z tego zarzut, uznając, że sprzeniewierzamy się zapisom Dekalogu, ale i w samym Kościele pojawiają się niekiedy wątpliwości.

Gdy czytam fora i grupy chrześcijańskie, na których spotykają się katolicy z protestantami, wątek obrazów i ich kultu powraca bardzo często. To swoją drogą nawet zastanawiające, że, o ile katolicy na tych forach raczej nie atakują protestantów, to ci drudzy czynią to wobec nas z ochotą.

„Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią. Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył”

Wj 20,4-5a

To najczęściej przytaczany cytat, pochodzący z Księgi Wyjścia i stanowiący część Dekalogu. Protestanci interpretują go literalnie i uznają za całkowity zakaz tworzenia jakichkolwiek wizerunków religijnych, które miałyby być przedmiotem czci. Drugi, często przytaczany, cytat pochodzi z Księgi Powtórzonego Prawa:

„Skoroście nie widzieli żadnej postaci w dniu, w którym mówił do was Pan spośród ognia na Horebie – abyście nie postąpili niegodziwie i nie uczynili sobie rzeźby przedstawiającej)).”

Pwt 4,15-16

Z punktu widzenia nauczania Kościoła punktem przełomowym dla oceny kwestii obrazów i rzeźb jest moment Wcielenia. Oto bowiem Bóg, do tej pory całkowicie niewidzialny, niewyobrażalny, przyjął ludzkie ciało. Katechizm Kościoła Katolickiego nazywa to „nową ekonomią obrazów”. Sięgnijmy więc do katechizmu:

1159 Święty obraz, ikona liturgiczna, przedstawia przede wszystkim Chrystusa. Nie może ona przedstawiać niewidzialnego i niepojętego Boga; dopiero Wcielenie Syna Bożego zapoczątkowało ową „ekonomię” obrazów:

Niegdyś Bóg, który nie ma ani ciała, ani twarzy, nie mógł absolutnie być przedstawiany na obrazie. Ale teraz, gdy ukazał się nam w ciele i żył wśród ludzi, mogę przedstawić na obrazie to, co zobaczyłem z Boga… Z odsłoniętym obliczem kontemplujemy chwałę Pana. (Św. Jan Damasceński, De sacris imaginibus orationes, 1, 16: PG 96, 1245 A.)

1160 Ikonografia chrześcijańska za pośrednictwem obrazu wyraża orędzie ewangeliczne, które Pismo święte opisuje za pośrednictwem słów. Obraz i słowo wyjaśniają się wzajemnie.

Mówiąc krótko, pragniemy strzec zazdrośnie wszystkich nienaruszonych tradycji Kościoła, tak pisanych jak ustnych. Jedną z nich jest przedstawianie wzoru za pośrednictwem obrazu, jeśli zgadza się z literą orędzia ewangelicznego i służy potwierdzeniu prawdziwego, a nie nierzeczywistego Wcielenia Słowa Bożego, oraz przynosi nam korzyść, ponieważ przedmioty przekazują jeden drugiemu to, co wyobrażają, przez to, co bez dwuznaczności oznaczają. (Sobór Nicejski II 787: COD 111)

1161 Wszystkie znaki celebracji liturgicznej odnoszą się do Chrystusa; dotyczy to także świętych obrazów Matki Bożej i świętych. Oznaczają one bowiem Chrystusa, który został w nich uwielbiony. Ukazują „mnóstwo świadków” (Hbr 12, 1), którzy nadal uczestniczą w zbawieniu świata i z którymi jesteśmy zjednoczeni, zwłaszcza podczas celebracji sakramentalnej. Przez ich wizerunki objawia się naszej wierze człowiek „na obraz Boga”, przemieniony wreszcie „na Jego podobieństwo” (Por. Rz 8, 29; 1 J 3, 2.), a nawet aniołowie, włączeni także w dzieło Chrystusa.

Idąc jakby królewskim traktem za Boskim nauczaniem świętych Ojców i za Tradycją Kościoła katolickiego – wiemy przecież, że w nim przebywa Duch Święty – orzekamy z całą dokładnością, w trosce o wiarę, że przedmiotem kultu powinny być nie tylko wizerunki drogocennego i ożywiającego krzyża, ale tak samo czcigodne i święte obrazy malowane, ułożone w mozaikę lub wykonane w inny sposób, które ze czcią umieszcza się w kościołach, na sprzęcie liturgicznym czy na szatach, na ścianach czy na desce, w domach czy przy drogach, z wyobrażeniami Pana naszego Jezusa Chrystusa, Boga i Zbawiciela, a także świętej Bogarodzicy, godnych czci aniołów oraz wszystkich świętych i sprawiedliwych. (Sobór Nicejski II: DS 600.)

1162 „Piękno i kolor obrazów pobudzają moją modlitwę. Jest to święto dla moich oczu, podobnie jak widok natury pobudza me serce do oddawania chwały Bogu” (Św. Jan Damasceński, De sacris imaginibus orationes, 1, 27: PG 94, 1268 B.). Kontemplacja świętych obrazów, połączona z medytacją słowa Bożego i śpiewem hymnów liturgicznych, należy do harmonii znaków celebracji, aby celebrowane misterium wycisnęło się w pamięci serca, a następnie znalazło swój wyraz w nowym życiu wiernych.

Do tego problemu, a dokładniej – do sprawy zgodności kultu obrazów z Dekalogiem, znajdziemy odniesienia również w dalszej części Katechizmu Kościoła Katolickiego:

2129 Nakaz Boży zabraniał człowiekowi wykonywania jakichkolwiek wizerunków Boga. Księga Powtórzonego Prawa wyjaśnia: „Skoroście nie widzieli żadnej postaci w dniu, w którym mówił do was Pan spośród ognia na Horebie – abyście nie postąpili niegodziwie i nie uczynili sobie rzeźby przedstawiającej…” (Pwt 4,15-16). Izraelowi objawił się absolutnie transcendentny Bóg. „On jest wszystkim!”, lecz jednocześnie „jest On… większy niż wszystkie Jego dzieła” (Syr 43, 27-28). „Stworzył je bowiem Twórca piękności” (Mdr 13, 3).

2130 Jednak już w Starym Testamencie Bóg polecił lub pozwolił wykonywać znaki, które w sposób symboliczny miały prowadzić do zbawienia przez Słowo Wcielone, jak wąż miedziany (Por. Lb 21, 4-9; Mdr 16, 5-14; J 3,14-15.), arka Przymierza i cherubiny (Por. Wj 25, 10-22;1 Krl 6, 23-28; 7, 23-26.).

2131 Opierając się na misterium Słowa Wcielonego, siódmy sobór powszechny w Nicei (787 r.) uzasadnił – w kontrowersji z obrazoburcami – kult obrazów przedstawiających Chrystusa, jak również Matkę Bożą, aniołów i świętych. Syn Boży, przyjmując ciało, zapoczątkował nową „ekonomię” obrazów.

2132 Chrześcijański kult obrazów nie jest sprzeczny z pierwszym przykazaniem, które odrzuca bałwochwalstwo. Istotnie „cześć oddawana obrazowi odwołuje się do pierwotnego wzoru” (Św. Bazyli, Liber de Spiritu Sancto, 18, 45: PG 32,149 C.) i „kto czci obraz, ten czci osobę, którą obraz przedstawia” (Sobór Nicejski II: DS 601; por. Sobór Trydencki: DS 1821-1825; Sobór Watykański II: konst. Sacrosanctum Concilium, 126; konst. Lumen gentium, 67.). Cześć oddawana świętym obrazom jest „pełną szacunku czcią”, nie zaś uwielbieniem należnym jedynie samemu Bogu.

Obrazom nie oddaje się czci religijnej ze względu na nie same jako na rzeczy, ale dlatego, że prowadzą nas ku Bogu, który stał się człowiekiem. A zatem cześć obrazów jako obrazów nie zatrzymuje się na nich, ale zmierza ku temu, kogo przedstawiają (Św. Tomasz z Akwinu, Summa theologiae, II-II, 81, 3, ad 3).

Wyjaśnijmy więc prostym językiem:

  1. Obraz bądź inny wizerunek nie powinien przedstawiać Boga Ojca, gdyż Ten jest niewidzialny i niepojęty.
  2. Bez względu na tematykę obrazu czy innego wizerunku religijnego, jego osią powinien być Pan Jezus. (To nie znaczy, że musi być On widoczny na obrazie.)
  3. Rolą takich wizerunków ma być pobudzanie wiernych do modlitwy i wspieranie ich na drodze wiary.
  4. Modlimy się do Pana Boga, ale możemy to robić za wstawiennictwem świętych (świętych obcowanie).
  5. Obraz czy figura nie powinny być obiektem kultu same w sobie, ale – kierować nas ku Bogu, ew. przez pośrednictwo świętych czy Maryi.

Tu dochodzimy do problemu, który – przyznam – mnie samego czasem niepokoi. Mam bowiem często wrażenie, iż zdarza się, że uwaga wielu wierzących nadmiernie skupia się na obrazie czy figurze, a nie – na tym, co one przedstawiają i po co powstały. Pojawia się kult samego obrazu jako słynącego z łask czy cudów, a ludzie zapominają, że to nie obraz czyni cuda czy obdarza łaskami. Łaskami nie obdarzają też święci, ani nawet Maryja. Oni wypraszają nam te łaski od Pana Boga.

Każdy z nas na swój sposób, oczywiście pozostając w ramach Magisterium i obowiązujących dogmatów, przeżywa wiarę, na swój sposób też się modli. Modlitwa to spotkanie z Panem Bogiem – rozmowa z Nim, czyli mówienie i słuchanie. Jednemu przychodzi to łatwiej, innemu – trudniej; jeden potrzebuje długiej modlitwy, inny – krótkiej; jeden bez problemu skupia się na modlitwie, inny – walczy z rozproszeniami. Jeśli coś pomaga Ci w modlitwie, to z tego korzystaj.

Ja na przykład mam ogromny sentyment do obrazu Jezusa Miłosiernego stworzonego na podstawie wizji świętej Faustyny i pod jej kierunkiem. Stoi u mnie na półce w pokoju pracy, w takim miejscu, że często przyciąga mój wzrok. Noszę go też w portfelu. Nie obawiajcie się więc obrazów. Jeśli prowadzą Was do Pana Boga i to Jego wielbicie, nie popełniacie grzechu bałwochwalstwa. A gdybyście chcieli kupić do domu jakiś religijny obraz, to – tak, wstawka reklamowa – znajdziecie spory wybór obrazów religijnych w sklepie Holyart.pl

Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Ostrzeganie ofiary nie usprawiedliwia sprawcy

Następny tekst

Sama jesteś sobie winna