Home»Życie»Każde bydlę własnym głosem do Pana Boga śpiewa…

Każde bydlę własnym głosem do Pana Boga śpiewa…

1
Shares
Pinterest Google+

Niedawno miałem okazję uczestniczyć w ślubie znajomego. W trakcie Mszy organistka zaśpiewała utwór Leonarda Cohena „Alleluja”. Zachowanie powagi sprawiło mi wiele kłopotów. Wyjaśnię, dlaczego, a przy okazji porozmawiajmy o muzyce w liturgii.

Za moją nagłą wesołością nie kryło się bynajmniej skojarzenie z wersją tego utworu pochodzącą z popularnego filmu Shrek (zobacz tutaj). O dziwo, nie przypomniał mi się wtedy też popularny swego czasu w internecie filmik, na którym to ksiądz Ray Kelly zaśpiewał młodej parze ten utwór (zobacz tutaj). Kocham twórczość Leonarda Cohena i, choć ten utwór nie jest wcale moim ulubionym, to znam jego tekst i wiem, że – najdelikatniej ujmując – jest on mało liturgiczny. W słynnej wersji Macieja Zembatego brzmi on jeszcze bardzo religijnie, ale kiedy sięgniemy do mniej „autorskiego” tłumaczenia, robi się znacznie ciekawiej. Zamieszczam obie wersje:

tłumaczenie dosłowne:

Słyszałem, że był tajemny akord
Który grał Dawid i to radowało Pana
Ale tak naprawdę nie przejmujesz się muzyką, tak?
A to szło tak
Kwarta, kwinta
Opadająco w moll, wznosząco w dur
Zmieszany król komponujący Alleluja

Alleluja, Alleluja
Alleluja, Alleluja

Twoja wiara była silna, lecz potrzebowałeś dowodu
Widziałeś ją kąpiącą się na dachu
Jej piękno w świetle księżyca cię zwyciężyło
Przywiązała cię do kuchennego krzesła
Zniszczyła twój tron i ścięła ci włosy
A z Twych ust wydobyła Alleluja

Alleluja, Alleluja
Alleluja, Alleluja

Skarbie, byłem tu wcześniej
Znam ten pokój, chodziłem po tej podłodze
Żyłem samotnie, nim cię poznałem
Widziałem twoją flagę na marmurowym łuku
Miłość to nie zwycięski marsz
To zimne i niepewne Alleluja

Alleluja, Alleluja
Alleluja, Alleluja

Był czas kiedy informowałaś mnie
Co naprawdę dzieje się u źródeł
Ale teraz już nigdy mi tego nie pokazujesz, prawda?
I pamiętam, kiedy poruszałem się w tobie
Święta gołębica także się poruszyła
I każdy oddech, który braliśmy, to było Alleluja

Alleluja, Alleluja
Alleluja, Alleluja

Może tam w górze jest Bóg
Ale wszystko czego kiedykolwiek nauczyłem się od miłości
To jak strzelić do kogoś, kto chciał zremisować
To nie lament, który możesz usłyszeć w nocy
To nie ktoś, kto widział światło
To zimne i niepewne Alleluja

Alleluja, Alleluja
Alleluja, Alleluja

Mówisz, że wziąłem Jego imię nadaremno
A ja nawet go nie znam
Ale gdyby znał, cóż, właściwie, co ci do tego?
W każdym słowie jest błysk światła
To nieważne, co usłyszysz
Najświętsze, czy nieczyste Alleluja

Alleluja, Alleluja
Alleluja, Alleluja

Zrobiłem, co mogłem, ale to było niewiele
Nie potrafiłem czuć, więc próbowałem dotykać
Powiedziałem prawdę, nie przybyłem, by cię oszukać
I nawet jeśli to wszystko poszło źle
Stanę przed Panem Pieśni
Z niczym na mym języku prócz Alleluja

Alleluja, Alleluja
Alleluja, Alleluja

tłumaczenie Macieja Zembatego:

Tajemny akord kiedyś brzmiał
Pan cieszył się, gdy Dawid grał
Ale muzyki dziś tak nikt nie czuje
Tu kwarta i kwinta, tak to szło
Raz wyżej w dur, raz niżej w moll
Nieszczęsny król ułożył Alleluja

Alleluja, Alleluja
Alleluja, Alleluja….

Na wiarę nic nie chciałeś brać
Lecz sprawił to księżyca blask
Że piękność jej na zawsze Cię podbiła
Kuchenne krzesło tronem twym
Ostrzygła Cię, już nie masz sił
I z gardła ci wydarła Alleluja

Alleluja, Alleluja
Alleluja, Alleluja…..

Dlaczego mi zarzucasz wciąż
Że nadaremno wzywam Go
Ja przecież nawet nie znam Go z imienia
Jest w każdym słowie światła błysk
Nieważne, czy usłyszy dziś
Najświętsze, czy nieczyste Alleluja

Alleluja, Alleluja
Alleluja, Alleluja…

Tak się starałem, ale cóż
Dotykam tylko, zamiast czuć
Lecz mówię prawdę, nie chcę was oszukać
I chociaż wszystko poszło źle
Przed Panem Pieśni stawię się
Na ustach mając tylko Alleluja

Alleluja, Alleluja
Alleluja, Alleluj

W jakiś nieco pokręcony, aczkolwiek specyficzny dla tego niezwykle wrażliwego artysty, sposób ten utwór jest w moim odczuciu utworem głęboko religijny. Czy jest to utwór sakralny? Śmiem wątpić. Czy jest zgodny z przepisami liturgicznymi – w żaden sposób. A jednak wykonywanie go w trakcie Mszy Świętej z liturgią sakramentu małżeństwa stało się praktyką dość powszechną.

Jeden z moich znajomych opowiedział mi ostatnio historię. Wraz z kolegami z zespołu pojechali do niewielkiej miejscowości, gdzie mieli grać na ślubie. Weszli do kościoła, rozstawiali się na tzw. chórze, czyli przestrzeni zwyczajowo zarezerwowanej dla organisty. Z nudów zajrzeli, co kryje się pod w kącie pod mocno zakurzoną plandeką. Ku swojemu osłupieniu odkryli tam nieużywane organy Hammonda.

Musicie wiedzieć, że organy Hammonda to instrument legendarny, szczyt marzeń niemal każdego klawiszowca. Słychać je m.in. w utworach The Animals, The Doors, czy Deep Purple. Są niezwykle charakterystyczne, gdyż łączą się z głośnikiem, w którym zamontowano wiatrak, tworzący vibrato, którego nie jest w stanie podrobić żaden instrument elektroniczny. Kupno oryginalnego Hammonda to wydatek rzędu nawet 30.000 złotych. Ksiądz wyjaśnił im, że nikt na tym instrumencie nie gra, bo kupili do kościoła lepsze organy – elektroniczne o wartości ok. 3.000 złotych. Muzycy szybko dogadali się z księdzem, który, nieświadomy tego, jak wielkim skarbem muzycznym dysponuje, sprzedał im instrument właśnie za 3.000 złotych.

Kwestię muzyki w liturgii reguluje dokument ogólny, czyli Instrukcja o muzyce w świętej liturgii – Musicam Sacram. Wydała go 5 marca 1966 roku watykańska Święta Kongregacja Obrzędów. Kongregacja wiele kwestii pozostawiła do decyzji poszczególnych episkopatów, by uwzględnić specyfikę poszczególnych krajów i kultur muzycznych. Episkopat Polski swoją instrukcję wydał dopiero w 1979 roku. Czytamy w niej m.in.:

28. „W Kościele łacińskim należy mieć w wielkim poszanowaniu organy piszczałkowe jako tradycyjny instrument muzyczny, którego brzmienie dodaje ceremoniom kościelnym majestatu, a umysły wiernych pod nosi do Boga i spraw niebieskich” (KL nr 120). Akompaniament organowy podtrzymuje śpiew, ułatwia udział w czynnościach liturgicznych i przyczynia się do głębszego zjednoczenia wiernych (MS nr 64).
Organy powinno znajdować się we wszystkich kościołach w Polsce. Tzw. organy elektronowe dopuszcza się do użytku jako instrument tymczasowy, Natomiast tam, gdzie ze względu na brak miejsca nie da się zbudować organów piszczałkowych, można je instalować zamiast fisharmonium.

29. Poza organami wolno używać w liturgii innych instrumentów z wyjątkiem tych, które są zbyt hałaśliwe lub wprost przeznaczone do wykonywania współczesnej muzyki rozrywkowej. Wyłącza się z użytku liturgicznego, zgodnie z tradycją, takie instrumenty, jak fortepian, akordeon, mandolina, gitara elektryczna, perkusja, wibrafon itp.

30. Muzyka w czasie sprawowania czynności liturgiczych winna być wykonywana „na żywo”, dlatego nie wolno zastępować śpiewu zgromadzonych lub gry na instrumentach muzyką odtwarzaną za pomocą aparatów, np. magnetofonu, adapteru, radia itp. Nic nie stoi na przeszkodzie, by poza liturgią odtwarzać niekiedy muzykę religijną z płyt czy taśm, aby w tego rodzaju audycjach udostępnić wiernym arcydzieła muzycznej.

Instrukcja Episkopatu Polski o muzyce liturgicznej po Soborze Watykańskim II z 8 lutego 1979 r.

Krótko mówiąc: przepisy dotyczące muzyki w liturgii pochodzą w skali globalnej sprzed 51 lat, a na polskim gruncie – sprzed 38 lat. Wiem, cóż to jest w obliczu wieczności. Młyny kościelne mielą, jak wiadomo, powoli, więc 40 czy 50 lat w perspektywie historii Kościoła to jak chwila. Tyle że XX i XXI wiek to czas, gdy, w porównaniu z wiekami minionymi, zmiany w świecie zaczęły następować coraz szybciej. Dotyczy to również rozwoju muzyki, instrumentów, itp.

Inna sprawa, że przepisy te w moim odczuciu nie do końca są zbieżne z biblijną tradycją muzyczną. O instrumentach występujących w Piśmie Świętym pisał ks. Mariusz Rosik:

Autor ostatniego ze stu pięćdziesięciu psalmów Psałterza wzywa do koncertu wychwalającego Boga wszechświata. Orkiestrę, która posługiwać ma się wszystkimi chyba znanymi wówczas Izraelitom instrumentami, stanowić ma „wszystko, co żyje” (Ps 150,6). Autor wymienia: róg, harfę, cytrę, bęben, flet i cymbały. Róg związany jest z imieniem Jubala, który w Biblii określony jest jako ten, od którego pochodzą „wszyscy grający na cytrze i flecie” (Rdz 4,21); imię to pokrewne jest rzeczownikowi jowel – „baran”, gdyż właśnie z baranich rogów wyrabiano instrumenty. Barani róg nosi nazwę szofar i choć jest jednym z najstarszych instrumentów muzycznych, do dziś używany jest w synagogach. Ponieważ z baraniego rogu można wydobyć zaledwie dwa lub trzy dźwięki, stanowił on początkowo jedynie narzędzie sygnalizacyjne. Trąby wykonywano najczęściej z brązu lub srebra. Przystosowywano ją do wydawania wysokich jasnych dźwięków; można było wydobyć z niej pięć lub sześć tonów. Kinor to lira, choć zwana jest niekiedy „harfą Dawida”. Posiadała zazwyczaj prostokątny lub trapezoidalny kształt. Dwa ramiona o nierównej długości łączyła bela poprzeczna. Struny liry, w przeciwieństwie do rzeczywistej harfy, posiadały mniej więcej jednakową długość. Specyficzny rodzaj liry z pudłem rezonansowym to cytra. Piszczałki, zwane chalil, wykonane były z dwu odmiennych rurek o różnej długości. Wykonywano je z drewna, metalu lub kości słoniowej. Do tej samej grupy instrumentów należy flet. Mały tamburyn bez brzękadeł nosił nazwę tof; był to rodzaj instrumentu perkusyjnego. Gdy dźwięk wszystkich tych instrumentów nakładał się na siebie, tworzył niezwykłą harmonię dźwięków, przeszytych tęsknotą i dostojeństwem zarazem.

W Apokalipsie znajdujemy nawiązanie np. do harfy, czyli instrumentu strunowego.

„I usłyszałem z nieba jakby głos mnogich wód i jakby głos wielkiego gromu. A głos, który usłyszałem, brzmiał, jak gdyby harfiarze uderzali w swe harfy. I śpiewają jakby pieśń nową przed tronem.”

Ap 14,2-3

Tymczasem Kościół zachęca nas przede wszystkim do korzystania z muzyce liturgicznej z organów jako instrumentu podstawowego. Sęk w tym, że nie jest to instrument, który pojawiałby się w Biblii, choć jego historia sięga czasów sprzed narodzenia Pana Jezusa.

Pierwszy instrument typu organowego pojawił się w III wiek p.n.e. Bardzo długo organy były instrumentem wyłącznie świeckim. Kościół, w obawie przed przeniknięciem elementów kultury pogańskiej do liturgii, wykluczał ich udział w muzyce kościelnej. Dopiero papież Witalian w roku 666 wyraził oficjalną zgodę na wprowadzenie organów do kościołów.

 

Organy swoją konstrukcją nie nawiązują zbytnio do instrumentów, które znamy z kart Biblii. Bliższe tradycji wydają się np. instrumenty strunowe, w tym gitara, choć jej wykorzystanie zostało wykluczone kościelną instrukcją. Tradycja biblijna przywołuje instrumenty perkusyjne, które również zostały wyłączone z katalogu dozwolonych w liturgii.

Kiedy tak myślę o tych przepisach, ścisłych regulacjach, o tym, jak bardzo niektórzy oburzają się na wszelkie odstępstwa od tych mocno anachronicznych i niezbyt biblijnych reguł, przypomina mi się anegdota związana z proboszczem z mojej parafii czasów dzieciństwa.

Ksiądz Wojciech był, co wówczas postrzegano jako ekstrawagancję, zwolennikiem tego, by to wspólnota parafialna była gospodarzem parafii, a nie jej proboszcz, by parafianie mieli jak największy wpływ na to, co dzieje się w kościele i budynkach przykościelnych. Gdy więc pewnego dnia przyszli do niego młodzi muzycy z prośbą o udostępnienie sali w domu parafialnym na próby ich heavy metalowego zespołu, proboszcz polecił im stawić się w niedzielę na sumę i spytać parafian o zgodę. Przyszli więc, przy ogłoszeniach parafialnych zostali wywołani do ołtarza i zadali pytanie. Parafianie wyrazili gromko zgodę. Wtedy jeden z muzyków, chcąc być jak najbardziej szczerym, zastrzegł nieśmiało: „Tylko że my gramy bardzo głośną muzykę…” Ksiądz proboszcz, zapomniawszy o włączonym mikrofonie, ku konsternacji muzyków, a rozbawieniu wiernych mruknął do siebie pod nosem: „Cóż, każde bydlę własnym głosem do Pana Boga śpiewa…”

Muzyka jest sposobem wyrażania siebie. Różne mogą być gatunki i style, różne instrumentarium, ale kluczowe w muzyce są zawsze intencje i emocje kompozytora oraz wykonawców. Ja bym bardzo chciał, by ludzie po prostu wyrażali swoją miłość do Pana Boga, swoją radość ze spotkania z Nim, czasem ból albo i wstyd, czasem tęsknotę, czasem lęk – wszystkie te emocje, które mają prawo pojawić się w relacji człowieka z jego Stwórcą. To, czy będą to robili na tradycyjnych organach, syntezatorach, gitarach elektrycznych, czy waląc w bębny (co jest bardzo zgodne z biblijną tradycją muzyczną) wydaje mi się znacznie mniej istotne. Ba! Myślę sobie, że to bogactwo byłoby dobre.

Uszami wyobraźni już słyszę mszę skomponowaną np. przez Jean Michel Jarre’a albo zagraną w stylistyce metalu symfonicznego…

Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Bóg, który strzela focha

Następny tekst

Aniele Boży, stróżu mój...