Home»Społeczeństwo»Sama jesteś sobie winna

Sama jesteś sobie winna

2
Shares
Pinterest Google+

Polska turystka zgwałcona na oczach męża w Rimini. Kobieta więziona przez 10 dni i gwałcona zbiorowo w Łodzi, która uwolniła się, ale zmarła w szpitalu w wyniku obrażeń. Skandaliczne umorzenie przez prokuraturę sprawy gwałtu na 13-letniej dziewczynce. Sporo tego w krótkim czasie.

Po ujawnieniu dramatycznej historii polskiego małżeństwa, które podczas pobytu we włoskim Rimini zostało napadnięte, a kobieta – zgwałcona na oczach męża przez czterech mężczyzn, najprawdopodobniej pochodzących z Afryki Północnej, wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki napisał na Twitterze:

Do jego słów odniosła się sama kobieta, która przebywa w szpitalu, ale udzieliła wywiadu dla La Repubblica:

Politycy, którzy mówią o karze śmierci, instrumentalnie wykorzystują sprawę dla swoich celów. Jakie znowu tortury, jaka kara śmierci? My chcemy tylko, żeby ich aresztowali, i żeby te bestie zapłaciły za to, co zrobiły, żeby móc wrócić do Rimini jako zwykli turyści.

O wypowiedzi Patryka Jakiego pisał niedawno bloger, którego bardzo lubię i cieszę się, że wrócił do pisania, choć pod zmienioną nazwą bloga. Mocny Marek przestrzegał przed szybkim potępianiem wiceministra sprawiedliwości i zachęcał do szczerego rachunku sumienia. Poszedłem za jego radą.

Zawstydzająca prawda jest taka, że sam miałem takie myśli jak Patryk Jaki. Takie informacje rodzą gniew, zaś gniew prowokuje do myśli o odwecie, o zemście. W takich myślach człowiek jest w stanie usprawiedliwić przed samym sobą rzeczy niemożliwe moralnie do zaakceptowania. I ja tak w swojej głowie zrobiłem.

Jasne, ja nie jestem wiceministrem sprawiedliwości. Wiceministrem, który emocjonalnie pisał o „bydlakach z Rimini”, ale nie zająknął się o „bydlakach z Łodzi”, bo to nie nadawało się do wykorzystania w rządowej propagandzie przeciwko uchodźcom i imigrantom. Jasne, ja piszę o tych myślach ze wstydem, a nie – z dumą jak pan wiceminister. Jasne: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik.” (Łk 18, 11)

No, dobrze, nie pastwmy się już nad młodym, w gorącej wodzie kąpanym i chyba niespecjalnie roztropnym wiceministrem.

Niedawno pisałem o reklamie Głównego Inspektora Sanitarnego dotyczącej tzw. tabletki gwałtu. Podkreślałem, że ostrzeganie ofiary nie jest usprawiedliwianiem sprawcy. Mój tekst był w pewnym stopniu polemiką z tekstem Joanny Pachli, autorki bloga Wyrwane z kontekstu. Joanna nie tylko w samym tekście, ale i w dyskusjach w sieci, podobnie jak wiele innych kobiet, mówiła o tzw. kulturze gwałtu.

I, choć podtrzymuję to, co napisałem w swojej polemice, to muszę przyznać, że takie zjawisko jak kultura gwałtu, czy raczej – kultura przyzwolenia na gwałt, rzeczywiście istnieje.

Jasne, chodzenie nocą w mini po ciemnym parku nie jest rozsądne i należy przed tym przestrzegać. Ale oczywistym jest zarazem, że fakt, iż kobieta szła w owej mini nocą po parku, w żaden sposób nie usprawiedliwia ewentualnego gwałciciela. Problem polega na tym, że takie usprawiedliwianie często ma miejsce. Problem polega na tym, że często ofiara spotyka się z postawą „sama jesteś sobie winna”. Problem polega na tym, że tego rodzaju argumentacja jest często podstawową linią obrony sprawcy. Problem polega na tym, że w efekcie to ofiara musi w sądzie tłumaczyć się, że nie jest winna temu, iż została skrzywdzona.

W środę 30 sierpnia w Warszawie w pobliżu Sądu Najwyższego, gdzie jeszcze niedawno gromadziły się tłumy ludzi, zorganizowano wieczorem Krąg Ciszy. Podobne akcje odbyły się też w innych miastach. Pojechałem tam, przyznaję, początkowo głównie z myślą, że jest okazja do fotografowania. Ostatecznie zdjęć zrobiłem niewiele, bo stanąłem w tym kręgu razem z innymi.

Z jednej strony ucieszyło mnie to, że widoczną część zgromadzonych stanowili mężczyźni. To dobrze. Bardzo dobrze. W naszym męskim świecie jest wiele do zrobienia, wiele do zmian.

Z drugiej jednak strony niezmiernie zasmuciło mnie to, iż tak naprawdę zgromadziło się niewiele osób. A przecież wokół takiej sprawy powinny zgromadzić się rzesze.

To spotkanie zorganizowały środowiska feministyczne, z którymi generalnie, delikatnie ujmując, nie jest mi po drodze. Ale to nie ma tak naprawdę żadnego znaczenia. Nie muszę zgadzać się z nimi we wszystkim. W tej sprawie mają rację. Mogę nie zgadzać się z nimi w wielu innych, ale skoro tu słuszność jest po ich stronie, to dlaczego tam nie być?

To nie może przecież być tak, że nie możemy w ważnych sprawach porozumieć się ponad podziałami. Nie może być tak, że nie możemy odłożyć tego, w czym się różnimy i zmienić na lepsze czegoś w sprawach, w których jesteśmy zgodni. A przecież, niezależnie od poglądów politycznych, wszyscy – jak sądzę – jesteśmy przeciw gwałtom. Czemu zatem nie możemy stanąć w tej sprawie razem? Bo co? Bo ci, z którymi się nie zgadzamy w innych sprawach, nie są godni, by iść z nami? Gdyby Pan Jezus w swoją trzyletnią wędrówkę miał zabrać tylko tych, którzy byliby tego godni, nie mielibyśmy ani jednego apostoła.

(Visited 147 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Nie czcimy obrazów, ale mogą nam pomagać

Następny tekst

Pan Bóg jako rozbójnik i wyzyskiwacz?