Home»Kultura»W obronie praw Behemotha i Nergala

W obronie praw Behemotha i Nergala

0
Shares
Pinterest Google+

W dawnych czasach, gdy dinozaury radośnie hasały po lasach, w internecie królował MySpace, a ja grałem wtedy metal symfoniczny. Miałem fanów rozsianych po całym świecie. Słuchali różnych zespołów, ale jedna nazwa powtarzała się u każdego – Behemoth.

Nieraz myślę sobie, że ludzie, którzy nie są fanami ciężkich brzmień, nie mają świadomości, jak ważnym tworem na światowym rynku muzycznym jest Behemoth. Jasne, nie są i nie będą gwiazdą pokroju Madonny czy Beyonce, bo nie grają popu, ale niszowy gatunek muzyki. W tej swojej, wcale nie tak małej, niszy Behemoth i jego lider Nergal, są – wedle piłkarskiej nomenklatury – postaciami z pierwszej ligi, czy wręcz ektraklasy.

Z ciekawości i ja posłuchałem sobie twórczości Nergala i jego kompanów. Ten gatunek muzyki wyróżnia się dość specyficzną techniką wokalną, zwaną growlowaniem, która człowiekowi mniej obytemu kojarzy się głównie z bekaniem (mi też). Angielski znam słabo. Moja marna znajomość języka angielskiego połączona ze specyfiką wokalu sprawiła, że nie miałem pojęcia, o czym Nergal… sam nie wiem, jak to nazwać, bo słowo „śpiewa” jakoś nie przechodzi mi jakoś przez usta.

Spodobało mi się. Oceniałem muzykę, bo tekstów nie rozumiałem. Jasne, umiem czytać, mam internet, więc wiedziałem, że Behemoth lubi prowokować, a ich teksty są – najdelikatniej ujmując – bluźniercze. Ponieważ ich jednak nie rozumiałem, to i nie mogły mnie razić.

Odpustowy diabełek

Wiedziony ciekawością obejrzałem i przeczytałem sporo wywiadów z liderem Behemotha, czyli Adamem Darskim, znanym szerzej jako Nergal. Usłyszałem – nomen omen – piekielnie inteligentnego człowieka, który lubi prowokować i robi to w sposób wyrachowany, wiedząc, że jego prowokacje świetnie służą promocji twórczości jego zespołu.

Jestem głęboko przekonany, iż ks. Adam Boniecki miał sporo racji, gdy przekonywał, iż Nergal nie jest żadnym satanistą, a jedynie robi cyrk w celach czysto handlowych. Celowo napisałem, iż miał sporo racji, a nie – że miał ją w pełni. Myślę, że to nie jest cyrk czysto handlowy. Po lekturze i oglądaniu wywiadów z Nergalem jestem bowiem przekonany, iż to nie jest cyrk czysto handlowy. Nergal poza wszystkim po prostu lubi prowokować, wkurzać i czerpie z tego przyjemność.

W jednym z wywiadów dziennikarz spytał Adama Darskiego, co sądzi o modlitwach w jego intencji, które organizował (wówczas) pewien ksiądz. Nergal odparł wówczas, że nie ma nic przeciwko, a nawet cieszy się z nich, bo uważa, że wynikają z dobrych intencji, czyli jest to „pozytywna energia”. Już ta wypowiedź wskazuje, że taki z Nergala satanista jak ze mnie prima balerina teatru Bolszoj.

Moje poznawanie działalności muzycznej i medialnej lidera Behemotha przypadło na czas, gdy daleko było mi jeszcze do wiary i do życia we wspólnocie Kościoła. Dziś jestem w innym miejscu – uważam się za osobę wierzącą i… nadal słucham Behemotha. I wcale nie uważam, bym w czymkolwiek grzeszył. Dlaczego?

Wyjaśnienie zacznę od anegdoty. Niedługo po moim powrocie nawróceniu i pierwszej po długiej przerwie spowiedzi poszedłem na tzw. mszę o uzdrowienie odprawianą przez pewnego zakonnika, egzorcystę. W trakcie modlitwy mówił on m.in. o wyrzeczeniu się muzyki metalowej jako dzieła szatana. To był ten moment, gdy zrozumiałem, że nie jestem we właściwym miejscu, i to nie tylko dlatego, że współbrat owego egzorcysty, włoski zakonnik, nagrywa piosenki, które w warstwie muzycznej należą do tego samego gatunku co twórczość Adama Darskiego.

Wbrew temu, co mówią egzorcyści, nie da się czcić szatana niechcący. Grzech ciężki z definicji swojej wymaga świadomego działania w stanie wolności wyboru. Inaczej mówiąc: działania intencjonalnego. Nie można czcić szatana niechcący czy przypadkowo – to musi być świadoma i wolna decyzja, by można było mówić o grzechu ciężkim.

Odwołujący się do estetyki i ideologii satanistycznej muzycy metalowi nie są w gruncie rzeczy wyznawcami szatana. To odpustowy cyrk na użytek gawiedzi. Owszem, grzeszą przeciwko pierwszemu przykazaniu, ale ich bożkiem nie jest szatan, ich bożkami są próżność, żądza sławy i mamona.

Boska wolność

Wszechwiedzący Bóg obdarzył człowieka wolną wolą, wiedząc, że zrobi on z niej zły użytek. Wszechmocny Bóg mógł temu przecież zapobiec, mógł interweniować, ale tego nie zrobił. Dlaczego? Bo szanuje wolność, którą nam dał; bo nie chce niewolników, ale ludzi, którzy z wolnej woli Go kochają. I chociaż ci ludzie bardzo często dokonują złych wyborów moralnych, niosących za sobą tragiczne konsekwencje, to Pan Bóg na to przyzwala. Z jakiegoś powodu ta wolność jest dla Niego istotna.

Wolna wola, którą dał nam Pan Bóg, oznacza również prawo do tego, by Go odrzucić. Pan Bóg nam na to pozwala. Szanuje nasze wybory, choć zapewne zadajemy Mu nimi ból.

My zaś jako Jego wyznawcy chcemy ludzką wolność ograniczać. Ba! Próbujemy to uzasadniać Jego wolą i troską o nadane przez Niego prawo. Łatwo zapominamy, że On dopuszcza to, że człowiek Boże prawo będzie łamał. Nie popiera, nie akceptuje, ale dopuszcza.

Sztuka zakazana

Dziś znam już teksty, które Adam Darski wykrzykuje ze sceny. To absolutnie nie jest moja „bajka”. Rani mnie osobiście darcie Biblii. W ogóle razi mnie niszczenie książek, ale szczególnie boli mnie to, że ktoś bierze coś cennego dla mnie i wielu innych ludzi, by świadomie, z pogardą to zniszczyć. Tak, boli mnie to, ile razy o tym pomyślę. Ale nie uważam, by ten ból dawał mi prawo do tego, by zakazać Nergalowi robienia tego, co robi.

Właściciel warszawskiego klubu Progresja, w którym organizowane są koncerty zespołów metalowych, został wezwany na policję w sprawie koncertu Behemotha. Gdański klub B90, w którym – cóż za przypadek – występował Nergal i jego kompania, zmaga się ze zmasowanymi kontrolami wszelkich możliwych instytucji, a prokurator postawił właścicielce zarzuty karne.

Oczywiście zarzuty wobec organizatorów koncertów nie dotyczą wprost faktu zorganizowania koncertu Behemotha. Jakoś tak tylko przypadkowo zbiegają się czasowo z koncertami i krytyką medialną.

Ja oczywiście bardzo bym chciał, by wszyscy ludzie odnaleźli wiarę i wyznawali wartości chrześcijańskie, bo sądzę, że byłoby to dobre. Ale to nie znaczy, że można kogokolwiek do wyznawania tych wartości i do wiary przymuszać. Nie znaczy to też, że wolno zabraniać czy choćby ograniczać wolność wyboru innej drogi. Skoro nie podobają mi się teksty i zachowania Nergala, to nie kupię biletów na jego koncert. Nie pójdę na jego występ i nie dam mu okazji, by mnie ranił np. darciem Biblii. Serio, chodzenie na koncerty Behemotha nie jest obowiązkowe.

To, co mogę robić, to modlić się w intencji nawrócenia Adama Darskiego, jego kolegów z zespołu i fanów. I mojego – bo nawracać trzeba się codziennie.

Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Zdjęcie, które wgniata mnie w fotel

Następny tekst

Bóg, który strzela focha