Home»Wiara»Modlitewnik»Różaniec»IV Tajemnica Światła – Przemienienie na górze Tabor

IV Tajemnica Światła – Przemienienie na górze Tabor

0
Shares
Pinterest Google+

IV Tajemnica Światła jest tą, do której wracam chyba najczęściej. Myślę o niej bowiem podczas każdej Mszy Świętej. Jest dla mnie źródłem otuchy, pocieszenia, zwłaszcza wtedy, gdy czegoś w sprawach wiary nie umiej pojąć.

Zacznijmy, jak zawsze, od Słowa. Pierwszy opis pochodzi z Ewangelii według świętego Mateusza:

Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: «Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza». Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: «To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!» Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: «Wstańcie, nie lękajcie się!» Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im mówiąc: «Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie».

Mt 17, 1-9

Drugi opis tego wydarzenia znamy z Ewangelii według świętego Łukasza:

W jakieś osiem dni po tych mowach wziął z sobą Piotra, Jana i Jakuba i wyszedł na górę, aby się modlić. Gdy się modlił, wygląd Jego twarzy się odmienił, a Jego odzienie stało się lśniąco białe. A oto dwóch mężów rozmawiało z Nim. Byli to Mojżesz i Eliasz. Ukazali się oni w chwale i mówili o Jego odejściu, którego miał dokonać w Jerozolimie. Tymczasem Piotr i towarzysze snem byli zmorzeni. Gdy się ocknęli, ujrzeli Jego chwałę i obydwóch mężów, stojących przy Nim. Gdy oni odchodzili od Niego, Piotr rzekł do Jezusa: «Mistrzu, dobrze, że tu jesteśmy. Postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza». Nie wiedział bowiem, co mówi. Gdy jeszcze to mówił, zjawił się obłok i osłonił ich; zlękli się, gdy [tamci] weszli w obłok. A z obłoku odezwał się głos: «To jest Syn mój, Wybrany, Jego słuchajcie!» W chwili, gdy odezwał się ten głos, Jezus znalazł się sam. A oni zachowali milczenie i w owym czasie nikomu nic nie oznajmiali o tym, co widzieli.

Łk 9, 28-36

I wreszcie trzeci opis przynosi Ewangelia według świętego Marka:

Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam przemienił się wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe tak, jak żaden folusznik na ziemi wybielić nie zdoła. I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: «Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza». Nie wiedział bowiem, co należy mówić, tak byli przestraszeni. I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: «To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie!». I zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo już nie widzieli przy sobie, tylko samego Jezusa.

A gdy schodzili z góry, przykazał im, aby nikomu nie rozpowiadali o tym, co widzieli, zanim Syn Człowieczy nie powstanie z martwych. Zachowali to polecenie, rozprawiając tylko między sobą, co znaczy „powstać z martwych”.

Mk 9, 2-10

Ciekawostką jest to, że zdarzenia tego nie opisuje w ogóle jedyny ewangelista, który w nim uczestniczył, czyli święty Jan. Dlaczego? Nie mam pojęcia.

Apostołowie widzą cud, doświadczają chwały Pana Jezusa i niewiele z tego rozumieją. Jest w tym dla mnie sporo pocieszenia, bo ja też często nie rozumiem. A myślę o tej tajemnicy różańcowej w czasie każdej Mszy Świętej, bo przecież w jej trakcie przeżywamy cud podobny do tego z góry Tabor – jest nim moment Przeistoczenia. Apostołowie nie rozumieją cudu, który obserwują na górze Tabor, a ja z kolei nie rozumiem cudu, który obserwuję na ołtarzu.

Wiara potrzebuje rozumu, o czym pisał św. Jan Paweł II w encyklice Fides et ratio, ale rozum sam w sobie nie wystarczy. Jest w człowieku ogromna potrzeba rozumienia. Nie chcemy wierzyć, wolimy wiedzieć. Ale kiedy wiemy, wiara nie jest już potrzebna. Wiara z definicji wymyka się rozumowi. Dlatego nie obrażam się, gdy ktoś mi zarzuca brak racjonalności. „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” (J 20, 29) mówi Pan Jezus do świętego Tomasza. Święty Tomasz po ludzku chce wiedzieć, bo uwierzyć „na słowo” nie jest w stanie.

I ja tak nie rozumiem Przeistoczenia. Ale w nie głęboko wierzę. Wierze, że podczas każdej Mszy Świętej na ołtarzu dochodzi do cudu – chleb i wino zamieniają się w Ciało i Krew Pana Jezusa. Niewiele z tego rozumiem, ale przyjmuję, że nie muszę.

Pociesza mnie to, że oni widzieli na własne oczy, tak wprost, a nie zrozumieli. Ja nie widziałem i nie rozumiem, ale wierzę.

Wierzę za to w to, że kiedyś zrozumiem. Nie bez powodu Pan Jezus poucza uczniów, by nikomu nie mówili o tym, co widzieli. Wie, że na tym etapie pozostali uczniowie nie będą w stanie tego przyswoić. Tak jak ja jeszcze nie jestem w stanie. Daje jednak wskazówkę, kiedy to zrozumienie może się pojawić: „Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie”.

Moja niewiedza i mój brak zrozumienia bardzo często mnie złoszczą. Mierzę się z jakimś religijnym zagadnieniem i po prostu nic nie rozumiem. Pustka w głowie, ściana, w którą walę tą pustą głową. I nic. I wkurzam się.

A to po prostu jeszcze nie mój czas, jeszcze nie jestem w stanie. Pisałem kiedyś o tym, jak obudziłem się rano z myślą, że powinienem pójść do kościoła na poranną mszę. Liturgia słowa, którą usłyszałem, pozwoliła mi zrozumieć coś, co przez długi czas było dla mnie problemem. Wszystko ma swój czas. Na rozwiązanie problemu przyszedł czas właśnie w ten dzień.

Pamięć o tym pomaga mi godzić się z tym, że czegoś nie rozumiem i spokojnie czekać na właściwy czas. Pomaga mi też rozumieć, że to nie ja decyduję, kiedy jest ów właściwy czas.

Pan Jezus na górę Tabor zabrał trzech apostołów, którzy – każdy na swój sposób – będą uczestniczyć w Jego męce. Bardzo często w różnych rozważaniach nad tym fragmentem Ewangelii, które czytałem, powraca pogląd, iż Pan Jezus zabrał ich na tę wyprawę i ukazał im Swoją chwałę po to, by wzmocnić ich przed tymi trudnymi zdarzeniami, które miały nastąpić już niedługo. Podoba mi się ta myśl.

Warto jednak pamiętać, że uczniowie nie zdali egzaminu. Pan Jezus w męce był sam. Apostołowie uciekli, ukryli się ze strachu, Piotr trzy razy wyparł się Nauczyciela.

Pan Jezus wzmacnia i mnie. W każdej Mszy Świętej, gdy przychodzi moment Przeistoczenia, za każdym razem, gdy przyjmuję Go w Eucharystii. A i tak zawodzę Go. I tak znów wpadam w grzech, często w ten, z którego dopiero co spowiadałem się. Czasem wytrwam dwa albo trzy dni, czasem tydzień, zdarza się, że kilka tygodni. Ale myślę sobie wtedy, że bez tego wzmocnienia, które ofiarowuje mi Pan Jezus, wytrwałbym krócej. Przede wszystkim jednak – bez tego wzmocnienia zapewne nie dałbym rady podnieść się i dalej walczyć ze swoimi słabościami. Być może Piotr zawiódł w chwili próby, ale, gdyby wcześniej nie był na górze Tabor, nie umiałby nawrócić się. Judasza na górze Tabor nie było i, choć zrozumiał swój błąd, choć jako jedyny z apostołów stanął otwarcie w obronie Nauczyciela, to nie umiał do Niego wrócić.

Modlitwa Pańska

Ojcze, nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje. Przyjdź królestwo Twoje. Bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj. I odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom. I nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego. Amen.

Pozdrowienie Anielskie (10 razy)

Zdrowaś Maryjo, łaski pełna! Pan z Tobą. Błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławiony owoc żywota Twojego Jezus.
Święta Maryjo, Matko Boża! Módl się za nami grzesznymi, teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen.

Uwielbienie Trójcy Świętej

Chwała Ojcu, i Synowi, i Duchowi Świętemu –
– jak była na początku, teraz, i zawsze, i na wieki wieków. Amen.

Modlitwa Fatimska

O, mój Jezu! Przebacz nam nasze grzechy. Zachowaj nas od ognia piekielnego. Zaprowadź wszystkie dusze do nieba i dopomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia.
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Aniele Boży, stróżu mój...

Następny tekst

Są takie chwile...