Home»Wiara»Kościół codzienny, Kościół prosty

Kościół codzienny, Kościół prosty

0
Shares
Pinterest Google+

Nie ulega wątpliwości, że starzeję się. Cóż, starzejemy się wszak od chwili narodzin. Niektórzy mogą uznać, że na starość dewocieję. Nie można tego wykluczyć. Ostatnio na przykład przystąpiłem w mojej parafii do Róży Różańcowej w ramach Żywego Różańca.

Żywy Różaniec to ruch religijny założony w XIX w. przez Pauline-Marie Jaricot. Uczestnictwo w Żywym Różańcu polega na przynależności do grupy zwanej różą. Każda osoba z róży przez miesiąc odmawia jedną z tajemnic różańcowych. Róża liczy 20 osób, czyli tyle, ile jest tajemnic różańca.

Ale ja dzisiaj nie o różańcu chciałem… O różańcu i o patronce Róży napiszę innym razem.

Mam czasami wrażenie, że coraz więcej ludzi, zwłaszcza młodych odkrywających wiarę lub tych mniej młodych, jak ja, którzy do wiary powracają, szuka przeżyć ekstremalnych, spektakularnych. Stąd popularność wspólnot, zwłaszcza tych charyzmatycznych. Dlatego droga krzyżowa nie może być zwyczajna, ale musi być ekstremalna (z całą, ogromną skądinąd, sympatią dla tej inicjatywy). Szukamy hałasu, a nie ciszy, szukamy rzeczy niezwykłych, zapominając, że niezwykłość naszego Boga polega między innymi na tym, że potrafi objawiać się w rzeczach zwykłych.

Przede wszystkim zaś gubimy w tym kluczową wspólnotę, jaką w przypadku Kościoła jest parafia. Parafia kojarzy się z czymś nudnym, zwyczajnym. Wielu moich znajomych z niejaką dumą podkreśla, że w niedzielę chodzi do… (dominikanów, jezuitów, franciszkanów, księdza Ziutka – wstaw odpowiednie), ale na pewno nie do swojego kościoła parafialnego. No, obciach po prostu. Jasne, parafie bywają różne, i księża bywają różni, i zapewne często ta niekoniecznie przychylna opinia jest zasłużona.

Ale czy dajemy im szansę?

Czy w ogóle sprawdzamy, jacy są? Czy mówimy im, czego potrzebujemy? No, bo z drugiej strony – skoro jedyną grupą, która się aktywizuje i pokazuje swoje potrzeby, są starsze panie, to nie dziwmy się, że dla nich są propozycje. Ale ja i nie o jakości duszpasterstwa parafialnego chciałem przecież…

Szedłem na to spotkanie Żywego Różańca z duszą na ramieniu. Było dokładnie tak, jak się spodziewałem – średnia wieku wynosiła 70 lat, a ja ze swoimi 44 wiosnami wydawałem się tam młodzieniaszkiem. I wiecie co? Spodobało mi się tam. Bardzo mi się spodobało.

Czasem oglądam wielkie imprezy ewangelizacyjne – podobają mi się; spotkania grup charyzmatycznych – podobają mi się. Ale dotarło do mnie, że kocham ten mój Kościół z kółkiem różańcowym; te starsze panie, które stroją się starannie na spotkanie i być może dla niektórych z nich to jedyna okazja do tego, by się stroić; te panie, które z ogromnym przejęciem wymieniają się laminowanymi kartkami z tajemnicami różańca; te panie, które sumiennie codziennie odmawiają tę dziesiątkę z zadaną im na ten miesiąc tajemnicą. Bo one też są szczere, prawdziwe. Przychodzą tu, bo wierzą, że ich modlitwa jest Kościołowi potrzebna. I ja wiem, że jest. Zawsze mnie wzruszały panie, które dbały o przydrożne kapliczki i spotykały przy nich, żeby się pomodlić, bo w tej religijności jest coś prostego i pięknego.

Lubię te swoje rozkminy domorosłego teologa, które uprawiam na tym blogu. Lubię czytać mądrzejszych od siebie. Lubię ten Kościół „intelektualny”. Tak, lubię. Ale pamiętam też o tym, że to nie uczeni w Piśmie poszli za Panem Jezusem, że mówił On:

Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że tajemnice królestwa objawiłeś prostaczkom.

Mt 11,25

Rzeczy spektakularne są fajne – raz na jakiś czas. Oprócz nich potrzebna jest zwyczajna, czasem nudna, codzienność. Prosta i cicha.

(Visited 74 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Pomilczeliśmy sobie

Następny tekst

Smuteczek. Nie ma nowszych tekstów.