Home»Rodzina»Co jest najmniej ważne w małżeńskich kłótniach?

Co jest najmniej ważne w małżeńskich kłótniach?

0
Shares
Pinterest Google+

Czy są małżeństwa, które się nie kłócą? Wątpię. A jeśli są, to wcale nie jest to dobrze. A wiecie, co w małżeńskich kłótniach jest najmniej ważne? No, to czytajcie.

Słyszałem wiele historii o tym, że „my się nie kłócimy”. Na ogół okazywały się kłamstwem. Były jednak też takie, które okazywały się prawdą – niestety. Faktycznie, nie kłócili się. Po prostu tłumili emocje w sobie, nie okazywali ich, aby zachować poprawność. Jaki był efekt? Albo w końcu rozstawali się z absurdalnie błahego powodu, albo – co chyba jeszcze gorsze – oddalali się od siebie tak, że ostatecznie stawali się dla siebie całkowicie obcymi ludźmi.

Powiedzmy to jasno: Wierzę w małżeństwo. Ale nie wierzę w dobre małżeństwo bez kłótni.

Kłótnie są potrzebne, bo uwalniają trudne emocje. Często kłócimy się z moją żoną. Na ogół są to kłótnie o błahostki, które pojawiają nagle i – na szczęście – kończą się równie szybko, jak wybuchają.

Zniecierpliwienie. O to łatwo w związku. Staramy się na co dzień sobie odpuszczać, napełniając swoje emocjonalne naczynia, aż w końcu się ulewa, bo za dużo się w nich nazbiera. Z pozoru nieistotna kropla przepełnia naczynie i sprawia, że z tego naczynia wylewa się wszystko. Coś drobnego sprawia, że przypominają się wszystkie „odłożone na później” sprawy.

Zmęczenie. Częsta przyczyna kłótni, która w dodatku intensywnie wpływa na poziom zniecierpliwienia. Codzienność potrafi wszak być męcząca

Zmartwienia. Nie wiem, jak Wy, ale ja wciąż o coś się martwię. O zdrowie, o dzieci i ich wychowanie, czy edukację, o pieniądze… A jeśli nie mam akurat, o co się martwić, to martwię się, że na pewno jest jakiś problem, o którym jeszcze nie wiem, a powinienem się nim martwić.

Znaczące różnice poglądów. Wbrew pozorom – najrzadsza z przyczyn. W małżeństwie ludzie jakoś częściej kłócą się o źle odstawiony kubek niż o istotę wszechrzeczy, a niepozmywane naczynia okazują się problem znacznie ważniejszym niż fakt, że ona głosowała na PiS, a on – na Partię Razem.

Czasami w kłótni jedna strona ma rację, a druga nie. Znacznie częściej – każda ze stron ma swoją rację. Czasem te racje da się pogodzić, choć w chwili sporu trudno to dostrzec, a czasami faktycznie ktoś musi ustąpić.

Pewnie, że prościej byłoby, gdybyśmy w ogóle się nie kłócili, ale to wydaje się akurat mało prawdopodobne.

Co zatem w małżeńskiej kłótni jest najmniej ważne? Odpowiedź prosta:

W małżeńskiej kłótni najmniej ważne jest to, kto ma rację. Click To Tweet

Nie ma znaczenia, kto zaczął, kto zawinił, kto miał rację, choć – co oczywiste – każdy chciałby widzieć siebie samego jako tego dobrego i mądrego, który nie zawinił, nie zaczął i stoi po słusznej stronie, a nie tam, gdzie – zacytuję klasyka – stało ZOMO.

W małżeńskiej kłótni, niezależnie od tego, kto zaczął, kto zawinił, kto ma rację, o co ta kłótnia wybuchła, najważniejsze jest to, by umieć z tej kłótni wyjść. Nieważne, kto miał rację; ważne, kto wyciągnął rękę i kto tę wyciągniętą rękę umiał przyjąć.

Koniec końców przysięgaliśmy przecież sobie przed Panem Bogiem być razem „na dobre i na złe, w zdrowiu i chorobie”. A niewierzący, korzystając z innej formuły, też przecież brali ślub nie po to, by się rozwodzić.

Nie ma jednak nic gorszego niż to, gdy z kłótni się nie wychodzi, gdy złość albo duma, albo jedno i drugie, a nawet uczucie zranienia, nie pozwalają szukać i znaleźć zgody. Nie ma nic gorszego niż to, gdy dwoje ludzie w efekcie zaczyna milczeć, unikać się, żyć obok siebie zamiast ze sobą.

Sensem małżeństwa są codzienność i starość, choć często ta wspólna starość nie jest dana i doświadczamy jedynie tęsknoty do niej. Jakiż jest sens w pozbawianiu się szans na tę wspólną starość?

Małżeństwo

Że tak im było dane
zestarzeć się jak świątkom przy drodze
tak samo spróchniali
tak samo
poorani mrozem i zawieją

Że tak im dozwolono
iść serce w serce
biodro w biodro
zmarszczka w zmarszczkę

Że tak im darowano
istnieć w sobie podwójnie
i milczeć wzajemnie

Że tak im dopuszczono
by nawet w sen wchodzili razem
on ją obejmował na poduszce
by o kamień snu nie zraniła stopy

Że tak ich wysłuchano
aby to on
czerwone jabłko niósł jej do szpitala
i ukląkł w jej ostatniej łzie

Anna Kamieńska

Zdjęcie: MarioMancuso / Flickr / CC BY 2.0

(Visited 175 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Bóg, który robi w pieluchę

Następny tekst

Zbroja, która nie istnieje