Home»Wiara»Krzyż nie był ofiarą złożoną Panu Bogu

Krzyż nie był ofiarą złożoną Panu Bogu

0
Shares
Pinterest Google+

Popularny jezuita o. Grzegorz Kramer SJ powtarza nieustająco, że #BógJestDobry i wierzę głęboko, że ma rację. Czy ten dobry Bóg obraził się tak bardzo na ludzi, że, żeby się przebłagać, musiał skazać Swego Syna, więc niejako i Samego Siebie, na okrutną śmierć na krzyżu, bo inaczej nie mógłby wybaczyć? To się jakoś nie klei.

Wróćmy jednak na chwilę do Edenu:

A wąż był bardziej przebiegły niż wszystkie zwierzęta lądowe, które Pan Bóg stworzył. On to rzekł do niewiasty: «Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?» Niewiasta odpowiedziała wężowi: «Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy, tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli». Wtedy rzekł wąż do niewiasty: «Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło».

Rdz 3, 1-5

Co tak naprawdę robi szatan? Podważa w Ewie, a za nią i w Adamie, pewność co do tego, że Pan Bóg kocha człowieka. Człowiek daje sobie wmówić, że zakaz, który Pan Bóg wydał, wynika z miłości i troski, zaczyna podejrzewać Pana Boga o złe intencje.

Myślę sobie, że ten brak ufności w Bożą miłość jest znacznie ważniejszym wymiarem grzechu niż nieposłuszeństwo. Notorycznie przecież jesteśmy wobec Pana Boga nieposłuszni, a On nam to wybacza. Za to ta nieufność wobec miłości bezgranicznej, absolutnej i bezwarunkowej, która pojawiła się z grzechem pierworodnym, radykalnie zmieniła relację człowieka z Panem Bogiem.

Na różne sposoby na przestrzeni dziejów narodu wybranego Pan Bóg pokazuje ludziom Swoją miłość. Ludzie nie są w stanie jednak jej przyjąć. To oni wszak zrywają swoim zachowaniem umowy zawierane z Panem Bogiem.

I tak oto wracamy pod krzyż. I wracamy do pytań: Po co ten krzyż? Po co ta śmierć?

Po co była ta ofiara? Jest opowieść, według której Druga Osoba z miłości chciała oddać Ojcu wszystko. Nawet dla Niego umrzeć. I stała się człowiekiem po to, żeby tego dokonać, a przy okazji zbawiła ludzkość.

Trzeba bardzo uważać na ten rodzaj myślenia. Bo relacja między Ojcem i Synem jawi się w nim jako relacja dwóch umysłów i dwóch woli. A to herezja. W środku Trójcy jest jedna wola i jeden umysł – współdzielone. Osoby Trójcy nie mają nic, co mogłyby sobie dać, bo wszystko jest wspólne i zrealizowane. Sprawa zbawienia przebiega inaczej. Cały Bóg, czyli „On Troje”, pragnie zbawienia człowieka. Niektórzy Ojcowie Kościoła mówią, że stwarza nas na obraz i podobieństwo człowieczeństwa zamierzonego dla siebie.

Tygodnik Powszechny, I po co było to wszystko? – wywiad z ks. Grzegorzem Strzelczykiem

Przytaczam tu ten fragment, by zwrócić uwagę na to, że Trójca Święta to trzy osoby, ale „jedna wola i jeden umysł – współdzielone”. Trzy Osoby stanowiące jedność. Kiedy więc powtarzamy o tym, że tak nas Pan Bóg „umiłował, że Syna Swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto w niego wierzy, życie wieczne miał”, to ta jedność Trójcy Świętej każe patrzeć na to zdanie ze szczególną uwagą: To jest wspólny dar, wspólna decyzja.

Czy zatem dobry Bóg tak obraził się w raju na człowieka, że trzeba było Go przebłagać, a ponieważ człowiek nie był w stanie tego zrobić, trzeba było wykupić się z win, ale człowiek nie miał czym, że Pan Bóg postanowił zorganizować mękę Syna? Być może ocieram się o herezję, ale mi ta koncepcja po prostu wydaje się bez sensu.

Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich.

J 15, 13

Wierzę, że śmierć Syna nie była dla przebłagania Ojca, bo Jego nie trzeba było przebłagać. On zawsze jest gotowy do tego, by wybaczyć człowiekowi wszystkie winy. Wierzę, że wybaczył Ewie i Adamowi ich grzech już w tej chwili, w której go popełniali.

Śmieć Boga była po to, by pokazać człowiekowi, jak bardzo Bóg go kocha. Wierzę, że Pan Bóg nieustająco walczy o to, by człowiek uwierzył w Jego miłość i to było sednem Męki Pańskiej.

Paradoksalnie łatwiej kochać niż czuć się kochanym. Sam mam w sobie tylko wyrzutów sumienia, tyle kompleksów, tyle jakichś zadawnionych ran, że w mojej głowie sama układa się myśl, iż nie zasługuję na miłość. Nie zasługuję, więc nie da się mnie kochać. Dotyczy to i relacji międzyludzkich, i relacji z Panem Bogiem.

Ofiara na krzyżu nie została złożona Bogu. Ta ofiara została złożona człowiekowi. Przecież to trochę bez sensu, żeby Pan Bóg składał ofiarę Sobie samemu. To po to cała Męka – bym uwierzył, że naprawdę jestem kochany bezinteresownie, bezwarunkowo, bezgranicznie. To, co robi ze mną grzech, to podważa – jak grzech pierworodny u Adama i Ewy – moją wiarę w to, że może mnie spotkać taka miłość.

Jest to w dodatku miłość zwycięska, bo po śmierci na krzyżu przychodzi zmartwychwstanie. O tej miłości myślę, gdy rozważam dramatyczne wydarzenia Wielkiego Piątku, niepokojącą ciszę Wielkiej Soboty i gdy czekam na radość niedzielnego poranka.

Tej radości tak bardzo nie mogę się doczekać, że uwielbiam liturgię Wigilii Paschalnej, a najbardziej ten moment, gdy światło pokonuje ciemność.

(Visited 272 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Niedoceniany, cichy, wielkiej wiary

Następny tekst

Polecam blogi, czyli Share Week 2018