Home»Wiara»Matka, która wszystko rozumie

Matka, która wszystko rozumie

0
Shares
Pinterest Google+

Nie wiem jak innym, ale mi przytrafiają się okresy czegoś, co – z braku lepszego określenia – nazwałbym religijną abnegacją. Byłoby hipokryzją udawać, że ich nie ma.

Czasem to grzechy, zwłaszcza te powracające, prowadzą mnie do owej religijnej abnegacji, a czasem to ona prowadzi do mnie do tych grzechów.

Czym ta religijna abnegacja jest? Jest jednym wielkim „nie chce mi się”. Nie ma w niej niczego uduchowionego. To nie jest problem wątpliwości w wierze, czy jej osłabienia ani kwestia rozterek moralnych. To nie jest tak, jak przytrafiało się nawet świętym, że przestaje się czuć obecność Pana Boga. Nic z tych rzeczy. To jedno wielkie „nie chce mi się”.

Bardzo lubię modlitwę, bo to jest czas rozmowy z Tatą. Mam swoje związane z nią rytuały, ale to nie jest dla mnie jakiś przykry obowiązek, który się odbębnia, bo tak wypada. A tu przychodzi czas, że zaniedbuję te rytuały, a co ważniejsze – zaniedbuję te rozmowy. Dlaczego? Nie chce mi się. Oprócz modlitwy, tej mojej, osobistej, lubię też tę wspólnotową – Mszę. I opuszczam. Nie ma żadnego ważnego powodu. Nie chce mi się.
Wiem, bloger, który ciągle pisze o sprawach wiary, to na pewno tak mieć nie powinien. No, kto to widział? Ale ma. To znaczy – ten konkretny bloger, czyli ja.

Tyle że ja wcale nie o tym chciałem i jak zwykle wstęp wyszedł mi, najdelikatniej ujmując, przydługi.
Spojrzałem w kalendarz i okazało się, że mam wpisane spotkanie Żywego Różańca. Prawdę mówiąc, byłem na etapie „nie chce mi się”. I niewiele brakowało, bym został w domu. Wyszedłem głównie dlatego, że i tak ktoś musiał odprowadzić starszego syna do metra i dopilnować, żeby nie zboczył z drogi na angielski.

Okazało się, że akurat tego dnia zamiast krótkiego spotkania i wymiany tajemnic zaplanowano Mszę Świętą, a po niej jeszcze agapę. Co więcej: okazało się, że w tej swojej abnegacji przeoczyłem również i to, że tego dnia wspominamy Zwiastowanie Najświętszej Maryi Pannie. Nieźle jak na – podobno – katolickiego blogera.

Po raz kolejny Dobry Bóg wyciągnął mnie z mojej abnegacji. Wierzę, że ten impuls, by wyjść z domu pochodził od Ducha Świętego. Wierzę, że nie bez powodu zdarzyło się to właśnie w taki dzień; że nie bez powodu też Komunia Święta podawana była pod obiema postaciami. Nie było też przypadkiem, że na wejście usłyszałem w pieśni słowa „Matka, która wszystko rozumie”, a ja akurat z kultem maryjnym od dawna mam kłopot.

Rozumie, nie potępia, nie odrzuca, pomaga wychodzić z gorszych momentów, prowadzi do Boga.

To nie znaczy wcale, że oto nagle we cudowny sposób przestałem mieć kłopot. Ale za to nauczyłem się prosić: Naucz mnie tej relacji, pomóż mi ją budować, bo chcę, ale nie umiem.

(Visited 81 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Polecam blogi, czyli Share Week 2018

Następny tekst

Smuteczek. Nie ma nowszych tekstów.