Home»Wiara»Przeczytane»Dzisiaj nie o ziarnku gorczycy

Dzisiaj nie o ziarnku gorczycy

0
Shares
Pinterest Google+

Swego czasu pisałem własne komentarze do Liturgii Słowa na dany dzień. Zrezygnowałem z tego, ale zapowiedziałem wtedy, że czasem będę wracał do tego cyklu, gdy coś wyjątkowo zwróci w Słowie moją uwagę. I dziś przyszła na to pora.

Tradycyjnie zacznijmy jednak od tekstu:

Jezus mówił do tłumów: „Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy, nasienie kiełkuje i rośnie, sam nie wie jak. Ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarno w kłosie. Gdy zaś plon dojrzeje, zaraz zapuszcza sierp, bo pora już na żniwo”. Mówił jeszcze: „Z czym porównamy królestwo Boże lub w jakiej przypowieści je przedstawimy? Jest ono jak ziarnko gorczycy; gdy się je wsiewa w ziemię, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi. Lecz wsiane, wyrasta i staje się większe od innych jarzyn; wypuszcza wielkie gałęzie, tak że ptaki podniebne gnieżdżą się w jego cieniu”. W wielu takich przypowieściach głosił im naukę, o ile mogli ją rozumieć. A bez przypowieści nie przemawiał do nich. Osobno zaś objaśniał wszystko swoim uczniom.

Mk 4, 26-34

 

W dzisiejszej Ewangelii większość komentatorów zwraca uwagę oczywiście na przypowieść o ziarnie gorczycy, bo wdzięczna to jest metafora i ładnie można o niej opowiadać, a przy tym wyprowadzić wiele przydatnych wniosków. Skoro niemal wszyscy skupiają się na tym, to nie będę robił im konkurencji, zwłaszcza że to nie ten fragment zwrócił moją uwagę. Ja skupiłem się na samej końcówce:

W wielu takich przypowieściach głosił im naukę, o ile mogli ją rozumieć. A bez przypowieści nie przemawiał do nich. Osobno zaś objaśniał wszystko swoim uczniom.

Kiedyś mój lekarz, ordynator oddziału, w którym leżałem, próbował wytłumaczyć mi, na czym dokładnie polega moja choroba, czyli cukrzyca typu pierwszego. Zaczął więc od szczegółowego wyjaśniania, jak funkcjonuje trzustka. Sęk w tym, że moja właściwie nie funkcjonuje w ogóle, więc nie byłem przesadnie zainteresowany poprawnym jej działaniem. Od tego przeszedł jednak (po bardzo długim wywodzie) do powikłań. Mój lekarz był jednak również wykładowcą akademickim. Mówił więc do mnie jak do studentów medycyny, a ja siedziałem jak na tureckim kazaniu. Gdyby nie to, że po wyjściu ordynatora przychodziła do mnie lekarka-rezydentka i tłumaczyła mi to, co powiedział, na język zrozumiały dla normalnego człowieka, do dziś pewnie byłbym ciemny jak tabaka w rogu.

W komunikacji mamy nadawcę i odbiorcę. Nadawca formułuje przekaz, na który składa się treść i forma.

Pan doktor nie zadbał o właściwą treść, skoro mówił o czymś, co mnie nie dotyczyło, więc i nie było dla mnie interesujące. Sprawił, że na czas jego wywodu po prostu przestałem słuchać uważnie. I to jest pierwsza kategoria problemów w komunikacji: niedostosowanie treści do odbiorcy.

Druga kategoria problemów to niedostosowanie treści do formy. Wyobraźmy sobie, że pan doktor informację o poważnej bądź co bądź i nieuleczalnej chorobie przekazywałby mi, żartując i rechocząc. Pewnie albo poczułbym się nieswojo, albo zbagatelizowałbym informację.

Trzecia forma zaś, i to kolejny błąd mojego lekarza, to niedostosowanie formy do odbiorcy. Mówił do mnie tak, że po prostu go nie rozumiałem. Równie dobrze mógłby przekazywać mi tę wiedzę po chińsku.

Oczywiście, można i należy oczekiwać od odbiorcy pewnego wysiłku, by poprawnie zrozumieć przekaz, ale główna odpowiedzialność za niego spoczywa jednak na nadawcy.

Pan Bóg mówi do człowieka przypowieściami, bo chce być zrozumiany, bo chce być poznany. Dostosowuje formę przekazu do możliwości słuchacza, bo Mu zależy, by być dobrze zrozumianym. Bo zależy Mu na ludziach. Zależy Mu, bo ich kocha.

Przysyła więc Syna, który przyjmuje postać człowieka, bo inaczej ludzie nie byliby w stanie w ogóle się z Nim komunikować. A potem mówi do ludzi tak, by Go rozumieli.

Ma adekwatną treść – ważną dla człowieka. Nie mówi nam o tym, co nas nie dotyczy. Może dlatego tak mało wiemy o aniołach. Dobiera formę adekwatną do treści i odpowiednią dla słuchaczy. Słuchający Go tłum jest jak ten pacjent mojego doktora, czyli ja – trzeba mówić prosto. Apostołowie natomiast są niczym studenci medycyny – im można objaśnić bardziej szczegółowo.

Miarą miłości jest gotowość odsłonięcia się przed tym, kogo się kocha. Click To Tweet

Wiele mnie w Panu Bogu zachwyca, ale to, że tak bardzo zależy Mu na tym, by się przede mną odsłonić, to coś, co zachwyca mnie szczególnie. Osobną kwestią jest to, na ile ja jestem gotów, żeby odsłonić się przed Nim.

(Visited 74 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Niebieski worek na śmieci

Następny tekst

Smuteczek. Nie ma nowszych tekstów.