Home»Życie»Opanowałem tę sztukę do perfekcji

Opanowałem tę sztukę do perfekcji

0
Shares
Pinterest Google+

Po ciężkiej nocy przychodzi ciężki dzień. Jak co noc. Jak co dzień. Tak jest i tak będzie. Tak ma być – najwyraźniej.

Zasypiać w nieswoim łóżku jest ciężko. Są ludzie, którym przychodzi to bez trudu. Niestety, nie zaliczam się do nich. Przewracam się w nieswojej pościeli, szukając pozycji, w której umiałbym zasnąć. Przypominam sobie wszystkie sposoby, które kiedyś działały. Słowem kluczowym okazuje się „kiedyś”.

W końcu zasypiam, lecz w środku nocy budzę się. Śni mi się coś głupiego i złego – to mój organizm sygnalizuje mi, że trzeba się wybudzić. Wstaję, kręcę się po nieswoim pokoju, nie zapalając światła. Mierzę poziom cukru, bo z niejasnych powodów trzecia w nocy to pora, gdy diabetycy na ogół mają hipoglikemię. Wypalam papierosa, grzebiąc w telefonie. Kładę się z powrotem i powtarzam rytuał mozolnego zasypiania. Nad ranem powtórka z rozrywki.

Gdy za oknem jest jasno, wstaję. Papieros, kawa, do bólu nudne śniadanie. Powinienem popracować, ale myśl o zajrzeniu do komputera, sprawdzeniu korespondencji, pisaniu okazuje się potwornie zniechęcająca. Wymyślam preteksty, by tego wszystkiego nie robić. Raz udaje się to lepiej, raz gorzej. Czasem więc mam większe, a czasem mniejsze wyrzuty sumienia, że czas przecieka między palcami.

Czasami trzeba pożartować. Dzieci weszły, żona coś mówi, ktoś zadzwonił, a ja niechcący odebrałem telefon zamiast odrzucić połączenie. Żartuję więc jak smutny clown. Opanowałem tę sztukę do perfekcji. To nie jest przecież tak, że nie umiem okazywać radości. Okazywać umiem bardzo dobrze. Ja tylko nie umiem jej odczuwać.

Dwa miesiące temu postanowiłem napisać książkę. Jakże genialny pomysł zrodził mi się w głowie. Napisałem dwa akapity. Postanowiłem nauczyć się rysować – mam ołówki, specjalnie kupiony papier i ani jednej zużytej kartki. Gdy sięgam po instrument, odkładam, bo nie wiem, co zagrać. Gdy biorę aparat, nie widzę kadru.

W mojej głowie pojawia się wiele pomysłów. I kiedy już zaczynam zamieniać je w konkretne plany, uzmysławiam sobie, że planowanie nie ma sensu. W każdej chwili mogą rozsypać się jak domek z kart. Kwestią nie jest, czy się rozsypią, ale – kiedy.

Pewnie to przez to, że skończyły się leki…

(Visited 82 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Dzisiaj nie o ziarnku gorczycy

Następny tekst

Smuteczek. Nie ma nowszych tekstów.