Home»Społeczeństwo»Bulgoczące błoto w końcu wybuchnie

Bulgoczące błoto w końcu wybuchnie

0
Shares
Pinterest Google+

Przeglądając Twittera natrafiłem na filmik. Obejrzałem go i śmiałem się serdecznie. Młodzi mogą nie pamiętać słynnej „Piosenki radiotelegrafisty” zaśpiewanej i zatańczonej przez Cezarego Pazurę w serialu „Posterunek 13” – polecam obejrzenie na Youtube, a ja wstawiam sam filmik z Twittera:

Ewidentnie widać tu policjantów kończących jakiś kurs. Obstawiam, że chodzi o kurs specjalistyczny, właśnie z łączności. Śpiewają i wykonują osobliwy układ choreograficzny pochodzący z serialu. Moją uwagę przykuł policjant, który wygląda na ich przełożonego i wygłupia się razem z nimi. Sympatyczne i zabawne.

Okazuje się jednak, że niekoniecznie. Warto przeczytać dyskusję toczącą się pod tym wpisem. Gdyby to był filmik pokazujący żarty amerykańskich policjantów, zapewne wszyscy by się zachwycali, ale jako że mamy tu naszych rodzimych stróżów prawa, to reakcje są zgoła inne.

Ale to nie bijąca z wielu komentarzy niechęć do policji mnie zmartwiła. Zmartwiła mnie agresja i upolitycznienie. Zabawny filmik komentowany był głównie przez pryzmat polityki, z którą sam w sobie nie miał przecież niczego wspólnego.

Polityczne spory i podziały stały się najwyraźniej tak głębokie i ostre, że wchodzą we wszystkie sfery życia. Funkcjonujemy w stanie jakiejś permanentnej wojny wszystkich ze wszystkimi, na szczęście jeszcze bez mordowania się. Politycy lubią konflikty, bo w nich łatwiej manipulować i rozgrywać, a ludzie łykają to jak młode pelikany. W efekcie mamy wewnętrznie skłócone rodziny, znajomych, którzy przestają się do siebie odzywać, ludzi, którzy nie potrafią spokojnie spierać się na argumenty, lecz obrzucają się najgorszymi inwektywami. Te rowy wykopane rękami polityków, mediów i naszymi trudno będzie zakopać.

Ale zwalanie winy tylko na polityków byłoby pójściem na łatwiznę.

Nie chciałbym tu za bardzo pastwić się nad autorem powyższego wpisu na Twitterze, bo mi go po ludzku po prostu żal. Człowiek nazywa siebie chrześcijaninem, szykuje się na świętowanie Bożego Narodzenia, na wspomnienie Bożego Wcielenia, czyli przyjścia na świat Pana Jezusa, a jednocześnie bez poczucia niestosowności pisze o „pierdoleniu” i każe myślącym inaczej „wypierdalać za Don”. Trudno mi sobie wyobrazić większe niezrozumienie tego, co mamy świętować. Taka postawa jest absolutną porażką duszpasterską i ewangelizacyjną tych, którzy kształtowali wiarę tego pana.

Warstwa językowa tego wpisu jest ważna, bo jego wulgarność wskazuje na to, jak wysoki jest poziom agresji w jego autorze. Co ważne – znalazł on wielu, którzy go poparli. Nie jest to więc odosobniony przypadek. Dodajmy do tego niezliczone pokłady wszechobecnego w sieci tzw. hejtu.

Agresja przenika nasze życie społeczne niemal we wszystkich jego wymiarach i obszarach. Nawet Boże Narodzenie, które – wydawałoby się – powinno skłaniać do szukania zgody, jak widać, może stać się okazją do przemocy słownej.

Czuję się zupełnie bezradny wobec tego zjawiska – nawet nie w tym sensie, że nie umiem mu przeciwdziałać, bo wydaje mi się, że jedyne, co mogę, to po prostu sam agresji unikać, ale w takim znaczeniu, że nie umiem tego zjawiska pojąć ani wyjaśnić. A ja bym bardzo chciał zrozumieć i mam poczucie, że to zjawisko wymaga wyjaśnienia, nie przeze mnie, bo mi brak kompetencji, ale przez psychologów społecznych czy socjologów. A przede wszystkim – wymaga oczywiście najpierw zbadania, czy faktycznie mamy z nim do czynienia, bo może to tylko subiektywne odczucie. Ale narastająca agresja jako zjawisko społeczne jest niebezpieczna, bo to jest bulgoczące pod przykryciem błoto, które prędzej czy później musi wybuchnąć. A wtedy nie będzie miło…

(Visited 57 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Na nowo uczę się pisać

Następny tekst

List do Mamy