Home»Życie»Coś się kończy. Czy coś się zaczyna? Czas podsumowań

Coś się kończy. Czy coś się zaczyna? Czas podsumowań

0
Shares
Pinterest Google+

Koniec roku to – jak wiadomo – czas podsumowań i planów. Trudno od tego uciec. Ja nawet nie próbowałem. Ten kończący się właśnie rok zdecydowanie wymaga mojej refleksji.

Dużo się działo. To był bardzo intensywny rok. Sporo było w nim doświadczeń trudnych, ale ich trudność nie zmienia faktu, że to był dobry rok. Jasne, wielu z tych przeżyć wolałbym uniknąć, gdyby to ode mnie zależało. Właściwie o każdym roku można tak powiedzieć – przynajmniej ja mogę.

W tym tekście chcę więc podsumować ten umownie ograniczony okres życia i funkcjonowania bloga, a zarazem nakreślić czekające mnie wyzwania. Jako bloger nie mogę zrobić tego inaczej niż w formie tekstu, bo przecież zaprzeczyłbym sam sobie, prawda?

Co się działo?

Więzienie

Nie ulega wątpliwości, że wydarzeniem szczególnie istotnym w 2018 roku był pobyt w więzieniu. Nie było to przeżycie aż tak straszne, jak się spodziewałem, w tym sensie, że obraz więzienia wykreowany przez literaturę, film i media różni się mocno od faktycznego. Było to jednak zarazem doświadczenie bardzo trudne, przede wszystkim za sprawą tęsknoty. Dzięki temu jednak wiem, co jest dla mnie ważne – za tym przecież właśnie tęskniłem.

Szpital

O ile dwa pierwsze pobyty w szpitalu – jeden na SOR, a drugi na diabetologii nie były przesadnie przyjemne, to nie były istotne. Natomiast ten sierpniowy okazał się doświadczeniem dla mnie granicznym. Nie za bardzo pamiętam drogę do szpitala. Chyba rozrabiałem na izbie przyjęć, ale to też nie do końca pamiętam. Nie zapomnę jednak doświadczenia z poranka, bo było to najbardziej poniżające przeżycie w moim życiu. I trudno mi wybaczyć, że mi je zafundowano, w dodatku nie z rozmysłem, ale przez brak uwagi i lekceważenie obowiązków.

Praca

Mój pobyt w więzieniu sprawił, że w tym okresie moje zawodowe obowiązki przejęła moja żona. Okazało się, że radzi sobie lepiej ode mnie, co już samo w sobie było trudne, choć jednocześnie przecież dobre i budujące. To zaś po moim powrocie sprawiło, że podjąłem bardzo trudną dla mnie decyzję – oddałem jej swoje „dziecko”. I ona naprawdę prowadzi to lepiej ode mnie. Pomijając trudność tego oddawania, oznacza to również, że muszę „wymyślić się na nowo”. Skoro nie robię tego, co robiłem dotychczas, muszę znaleźć sobie nową pracę.

Dom

I znów wrócę do kwestii więzienia. Rygory nie były dla mnie problemem, osobliwe obyczaje i reguły też. Z drobnymi wyjątkami dobrze dogadywałem się z ludźmi. To, co bolało, to tęsknota za domem, za żoną, dziećmi. To właśnie jest ważne i tę ważność pokazało mi to trudne doświadczenie. Tu na mnie czekali.

Przyjaciele

To był też czas weryfikacji różnych znajomości. Mogłem przekonać się, na kogo naprawdę można liczyć w trudnych sytuacjach. Przyznam, że było tu sporo zaskoczeń, zarówno pozytywnych, jak i tych przykrych. Wiele kontaktów uciąłem lub taktownie ograniczyłem.

Trzy teksty

Skoro piszę na blogu, to wypada wybrać najważniejsze dla mnie teksty, które tu się pojawiły. Przejrzałem wszystkie z tego roku. Na szczęście nie było ich dużo, bo co prawda piszę teksty długie, ale za to robię to raczej rzadko. Kolejność zamieszczania jest dowolna.

W zestawieniu nie mogło zabraknąć tego akurat tekstu, który dotyczy chyba najtrudniejszego dla mnie momentu:

Bądź wola Twoja

Ten tekst natomiast napisał się niemal sam. Siedziałem, patrzyłem, a słowa same układały się w głowie. Potem tylko trzeba było je zapisać:

Niebieski worek na śmieci

A to jest tekst, który nieustająco pozostaje aktualny. Przyznam się, że co jakiś czas siadam do pisania, zaczynam i w pewnym momencie dociera do mnie, że ja już to pisałem. I wtedy sięgam do tego właśnie wpisu:

Zbroja, która nie istnieje

Quo vadis?

To pytanie dotyczy głównie tego bloga, ale też mojej przyszłości zawodowej. Pisanie „sobie a muzom” ma oczywiście pewne uroki, ale na dłuższą metę jest jednak nieco frustrujące.

Jeśli chciałbym rozwijać Spesalvi tak, by traktować blog nie tylko jako hobby, to – odnoszę wrażenie – powinienem dokonać w nim drobnych zmian – pisać krótsze teksty, częściej, a do tego zmienić tematykę, bo religia jakoś ludzi zniechęca. Dobra, to taki żart. Nie umiem pisać krócej, a inne tematy mnie nie ekscytują na tyle, by chciało mi się stukać w klawiaturę.

Marzy mi się kanał na Youtube, ale to byłaby kolejna aktywność czysto hobbystyczna, a przecież wypadałoby wziąć się w takim razie za pracę, która zastąpi dotychczasową aktywność przejętą przez żonę, tak, bym i ja zarabiał pieniądze na dom. Może więc powinienem skupić się na tym, a czasochłonne i pracochłonne hobby, jakim jest Spesalvi, odpuścić? Brakowałoby mi tego…

Wiem, hamletyzuję, i to w dodatku na blogu, a tego robić się nie powinno. Oczywiście chętnie poznam zdanie Czytelników i potencjalnych Widzów, ale mam świadomość, że to ja muszę „napisać siebie na nowo” i podjąć decyzje dotyczące tego, co planuję w 2019 roku.

Tak czy siak – życzę sobie i Wam, by był on po prostu dobry. Bo ten 2018, choć trudny, to dobry przecież był.

(Visited 69 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Cud Bożego Narodzenia

Następny tekst

Foto Archiwum z 2017 roku