Home»Wiara»Cud Bożego Narodzenia

Cud Bożego Narodzenia

0
Shares
Pinterest Google+

Bałem się, że wejdę w tym roku w Boże Narodzenie w złym stanie. Znów gdzieś się zgubiłem, zamotałem. I wtedy pojawiła się Mama, pozwalając się odkryć i prowadząc do Syna, który właśnie się ma narodzić.

Wzięła mnie za rękę i zaprowadziła do spowiedzi. Bardzo chciałem się wyspowiadać, nie wyobrażałem sobie, że mógłbym wejść w czas świąt bez pojednania się z Panem Bogiem. Wszedłem do kościoła, ale otwarty był tylko przedsionek, nikogo nie było. Z nieśmiałością zadzwoniłem do swojego proboszcza, a on po prostu po mnie wyszedł, zaprosił do środka, usiadł ze mną i mnie wyspowiadał. Co więcej w rozmowie przyznał, że on też mówi do Maryi „Mamusiu”, bo, gdy powie „Matko”, to mu się wydaje, że to tak za ostro, za oficjalnie, za mało czule.

To miały być zupełnie inne święta. Spodziewałem się wigilii w celi, z dala od bliskich, ze smutkiem i tęsknotą. Nie mogę napisać, że byłem z tym pogodzony, bo nie byłem, ale takiego Bożego Narodzenia się spodziewałem. A spędzam je z moją rodziną, w domu – radośnie, szczęśliwie, rodzinnie. Cud.

W tym cudnym otoczeniu myślę o cudzie. Pan Bóg – ten Wszechmocny, Wszechwiedzący przychodzi z miłości, również do mnie, jako bezbronne dziecko. Będzie siusiał w pieluchę, marzł w stajence, będą musiał się wyrzynały zęby.

Myślę o jego ziemskich rodzicach, którzy jak to rodzice będą wpatrywali się w to malutkie Dziecko – z radością, ale pewnie i ze strachem. Uboga rodzina, poród w stajence, przyszłość tego Malucha trudna do zrozumienia. Zmęczona porodem Maria, Józef jak zwykle milczący w obliczu sytuacji, która niejednego faceta by przecież przerosła.

A już niedługo przyjdzie im uciekać. Nie chcieli Go, gdy się rodził. Przyjęli Go z rodziną obcy, gdy trzeba było uciekać z kraju. Nie chcieli Go, gdy uczył, więc go zabili. A On wciąż przychodzi, wciąż na nowo. Cały czas jest dla ludzi. Tylko ludzie cały czas nie za bardzo są dla Niego. I ja też nie jestem, nie tak, jak bym chciał. Mędrkuję, kombinuję zamiast po prostu Go kochać i za Nim iść.

Niech się rodzi. We mnie. W tobie. W każdym z nas.

(Visited 95 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

List do Mamy

Następny tekst

Coś się kończy. Czy coś się zaczyna? Czas podsumowań