Home»Wiara»List do Mamy

List do Mamy

1
Shares
Pinterest Google+

Wiara i miłość to decyzje, które trzeba podjąć, a potem w nich wytrwać. Ani jedno, ani drugie nie jest wcale łatwe. A jeśli decyzja dotyczy sytuacji, w której wiara i miłość łączą się ze sobą, jest to podwójnie trudne.

Święty Jan Paweł II napisał całą encyklikę Fides et ratio o tym, że rozum wymaga wiary, a wiara – rozumu i po to Pan Bóg nam ów rozum dał, abyśmy z niego korzystali. I ja staram się korzystać. Dlatego ciągle coś rozważam, ciągle wpadam na jakieś rafy. Można powiedzieć, że mój Ratio prowadzi moją Fides od jednego kryzysu do drugiego.

Ci, którzy mnie czytają, wiedzą, że ciągle z czymś próbuję się i mierzę – na moją skalę i moje możliwości oczywiście. Moja wiara nie jest cukierkowo słodka, ciągle przeżywam w niej kryzysy i nieraz nie umiem sobie z nimi samodzielnie poradzić. Jakże prościej byłoby wierzyć bez tego rozumu, który każe wciąż pytać, kwestionować, rozważać, badać…

Ostatnio pod prysznicem (wiem, wiem, to pewnie się nie godzi, ale co ja poradzę, że Duch Święty lubi mnie zaczepiać właśnie wtedy, a poza tym przecież Pan Bóg stworzył nas nagusieńkich) naszła mnie niezwykle intensywna myśl. I za tą myślą postanowiłem podążyć, czyli podjąłem decyzję, a od decyzji zaczął się przecież ten tekst. Efektem tej decyzji jest list, który napisałem, a jako że wysłać go ciężko, to publikuję.

Mamo!

Zawsze mówię o Tacie albo o Jego Synu. Często wspominam o Duchu. Ciebie jakoś do tej pory omijałem. To dziwne, gdy omija się Mamę, ale ja nie umiałem zbudować z Tobą relacji.

Uczyli mnie, że jesteś Królową, pokazywali obrazki w złotych szatach i koronie. Królowa, jeśli mam być szczery, kojarzy mi się głównie z Elżbietą II – kimś niedostępnym i nieco antypatycznym. No, jakoś nie umiem sobie pomyśleć o niej w kontekście przytulenia się, choć pewnie to jakoś nieprawdziwe i niesprawiedliwe myślenie. Nie umiałem rozmawiać z Królową. Chciałem rozmawiać z Mamą.

Przez to właściwie Cię nie znam. Ale bardzo chcę poznać. I bardzo chcę, żebyś Ty mnie znała, choć to akurat już pewnie jest załatwione, prawda? Bardzo chcę czuć, że mnie kochasz. Bardzo chcę przychodzić do Ciebie, opowiadać o swoich kłopotach i radościach, przytulić się – tak jak dziecko przytula się do swojej mamy.

Bo, widzisz, ja sobie nie radzę. Właściwie, w którą stronę nie spojrzę, to sobie nie radzę, nawalam. Jest tego tak dużo, że czuję się tym przytłoczony, gubię się i nie umiem tego ogarnąć. Nie wiem, za co się złapać w pierwszej kolejności, a kiedy na jednym próbuję się skupić, to reszta wali się jeszcze bardziej. Potrzebuję Twojej pomocy. Nie oczekuję wcale, że poukładasz za mnie, bo wiem, że to moja rola, ale potrzebuję wiary, że jestem w stanie.

I, wiesz, kiedy tak nawalam, to wtedy głupio mi przed Tatą, więc zaczynam chować się przed Nim, trochę jak Adam i Ewa w raju. A kiedy Go unikam, to wtedy tęsknię – to bardzo bolesna tęsknota. Mamo, weź mnie za rękę i zaprowadź do Taty. Raźniej będzie.

Pozwól mi poczuć, że jesteś obok, a czasem za, że czuwasz za moimi plecami jak troskliwa mama. Pozwól mi kochać Cię tak, jak umiem, a czasami tak, jak nie umiem. Ucz mnie, bo kto ma mnie uczyć, jeśli nie Ty? Bądź, gdy nie mogę spać, bo dopadają mnie zmory. Bądź, gdy nie mogę żyć, bo nie ma po co, choć przecież wiem, że jest. Bądź, gdy przyjdzie nie żyć.

Ilustracja główna pochodzi ze sklepu Three Archangels
(Visited 254 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Bulgoczące błoto w końcu wybuchnie

Następny tekst

Cud Bożego Narodzenia